Konkurs „Proza z Gazetą Kongresy” oficjalnie można uznać za zakończony! Wybór zwycięskich tekstów okazał się trudniejszy niż sądziliśmy, dlatego po dyskusjach wyłoniliśmy cztery teksty, które najbardziej zwróciły uwagę redaktorów z działu Kultury.
Jury wybrało prace, które zachwyciły nas swoim stylem, pomysłowością, formą i wysnutą historią. Dziękujemy wszystkim chętnym autorom za ich zgłoszenia i zachęcamy do dalszej pracy twórczej – niezależnie od wyników. Wszystkim wyróżnionym serdecznie gratulujemy i z radością publikujemy ich teksty na łamach naszego portalu. Kolejne zwycięskie fragmenty prozy już wkrótce.
„Urzeczowienie” Wojciecha Kopacza to poetycki esej, który poddaje refleksji ludzkie przywiązanie do idei posiadania oraz wszystkich, niezliczonych przedmiotów, które wypełniają nasze życia.
Jury w składzie: Maria Stanisławska, Kamil Lubczyński, Sabina Duda, Małgorzata Kostrubiec, Magdalena Lis, Julia Kardas oraz Amelia Klimek.
„Urzeczowienie” – Wojciech Kopacz
Ilekroć przechodzę promenadami turystycznych miast i widzę ścielące się dookoła straganiki z okolicznościowymi pamiątkami made in China, konfekcjami ze słabej jakości nadrukiem i pluszaczkami dla małych dzieci, to przypominam sobie o usilnym, rozpaczliwym ludzkim przywiązaniu do rzeczy. Może jest tak, że kupujemy te wszystkie upominki, bo nie potrafimy pogodzić się z niestałością, pragniemy usidlić tę chwilę, w której doświadczamy przelotnego szczęścia. A akt zakupu przedmiotu, choćby najbardziej lichej tandety, stanowi zwieńczenie rozpaczliwych poszukiwań wieczności w przesiąkniętym skończonością i wyzutym z tajemnicy świecie. Nabywając ów przedmiot, jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie pomoże nam on w utrwalaniu przyjemnych reminiscencji, że stanie się coś wprost przeciwnego: wzmoże on naszą nostalgię. Dajemy tej straganowej tandecie, niczym demonicznej sile, przystęp do naszej duszy, ponieważ czujemy, że ta nie jest w wystarczającym stopniu wypełniona znaczeniem; wolimy, by tę pustkę wypełniło cokolwiek, choćby nawet i plastik, polipropylen. Boimy się zapomnienia, a pamięć zdarzeń wszelakich podobna jest do rumieńca obiegającego policzek w chwili podniety. Stanowi tylko efemerydę, która, choć urokliwa, z każdą chwilą traci ze swej wyrazistości. Blednie, zlewając się w całość o konsystencji skomplikowanej, bardziej amorficznej niż definiowalnej z łatwością za pomocą jakiegoś wykresu lub schematu. Unicestwia ją nie tyle sam czas, co napędzany upływem tegoż strach przed nieprzeżyciem i niedoświadczeniem, który powoduje, że to, cośmy już przeżyli i czegośmy doświadczyli, pod wpływem nowych bodźców schodzi na dalszy plan. Wpadamy tak w spiralę. Los staje się egzystencjalnym oksymoronem: chcąc przeżyć w teraźniejszości, musimy pogodzić się z pewną formą ignorancji, a może wręcz unicestwiania życia z przeszłości. Wyzbywamy się cząstki siebie, by sobą pozostać. Naturę tego czynu ujawniają słowa: zerwij z przeszłością, nie żyj nią ciągle. Są tylko te suweniry, zaświadczające o tym, że kiedyś coś się przeżyło, że gdzieś się kiedyś było. I słowa liryku Julii Hartwig: Jaka jesteś niedołężna pamięci.
Kiedy chcesz coś z owych pamiątek wyrzucić, profil przedmiotu wydaje się nabierać ludzkich kształtów i, cały objęty spazmami, błaga o pozostawienie. Dlatego nie zgadzałem się na to, by pluszowe kotki, misie i zabawki wyrzucone na śmietnik ginęły w niepamięci. Potem, mimowolnie, i tak o nich zapominałem. Zawsze jednak gdzieś w głowie majaczyła świadomość, że sam, dobrowolnie, nie chciałem się ich pozbywać. Wiem, że moja mama, biolożka, miała taką lekko nadprutą krwinkę białą. Będąc małym dzieckiem, spałem przytulając się do tyleż infantylnej, co uroczej imitacji leukocytu. Moja druga ręka ściskała dłoń matki. Dziś nie wiem, gdzie jest ta krwinka. Wygląda na to, że zabawka rozpłynęła się niepostrzeżenie, chcąc dogonić wreszcie upływający czas. Pozostał już tylko lament. Stypa z powodu śmiertelności przedmiotów. Część mojego dzieciństwa niemal niepostrzeżenie znika w ten sposób w przepastnych szczelinach niepamięci.
Było kilka takich skarbnic dla materialistów w moim rodzinnym domu. W piwnicy płytka CD z przytulającymi się dwudziestolatkami na okładce. Może jakiś film young adult? A może tylko pstrokata broszurka, która miała podobne do kompaktu wymiary? Już samo pobieżne z nią obcowanie wywołało u mnie jakiś niespotykany przypływ melancholii. Chciało mi się płakać nad pięknymi, choć już dawno wyblakłymi, obliczami młodych dorosłych, ukazanymi na okładce. Tak doznawałem zadumy nad siłą materializmu. W tej samej piwnicy, na starej szafce, w której wnęce znajduje się puste akwarium, wisiał pomięty, przyklejony jednostronną taśmą klejącą obraz Madonny. To Matka Boska Piwniczna, czemuż by nie? Wisiał gdzieś z boku, na przyściennej półce, wraz z jakimś podpisem, religijnym wezwaniem, niby krucha, ulegająca biodegradacji apologia na cześć nieśmiertelności, wydestylowany chichot naszego losu. I jeszcze ta powolna erozja tych wszystkich pudeł tekturowych nasiąkniętych czymś o skomplikowanej i konstytuującej się przez dekady konsystencji.
Skądś to przywiązanie do rzeczy wzięło. Mój tato nie chciał wyrzucać. Może coś się w końcu przyda. Miał kolekcje pleśni i grzybów w swych kuchennych słoiczkach. Przyglądał się codziennie temu fascynującemu zawekowanemu zjawisku z wolna zastępującemu próżnię. Hodował wymyślne twory, niby uwięzione pod pokrywką homonkulusy. Pokraczność ich kształtów, ich nieoczywista konsystencja wyzwalały w pozostałych domownikach ambiwalentne uczucia. Matkę ten mikrokosmos, zamknięta szkłem entropia kuchennych spiżarek, tajemnych zakątków i narożników, irytowała. A ja, jako dziecko, choć rozumiałem ją doskonale, to w głębi ducha doświadczałem też niepohamowanego zachwytu: bodaj pierwszy raz było mi dane spostrzec, jak niemal z nicości, z niezmąconej pustki uwięzionych w słojach cieczy, ciał stałych, żelowych konfitur wyrastała praforma istnienia, ujęta w szklanym pojemniku zupa pierwotna. Wkrótce potem jednak udzielałem sam sobie reprymendy, widząc pogrążoną w bezładzie kuchnię: ścielące się u stóp szeregi słoiczków, bo może jednak te konfitury nie straciły swej ważności i ktoś je zje, stosy gazet, bo a nuż jeszcze ktoś przeczyta stary artykuł sprzed miesiąca lub dwóch, przedwczorajsze herbaty fusiaste, bo a nuż ktoś je wreszcie dopije. Wszystkie te rzeczy powoli trawiły naszą wspólną przestrzeń, niepokojąc swoim ogromem.
Teraz, ilekroć zerkam na bazar i widzę te wszystkie bajeczki, pluszaki, pocztóweczki, landszafty i nakręcane szczenięta, to przywołuję w sobie wspomnienie zbieractwa ojca. Szklą mi się oczy. W gruncie rzeczy to wszystko przytłacza, bo najpierw garnie się, chce być przytulanym, kochanym – zupełnie jak człowiek – a potem z wolna pada ofiarą zbiorowej niepamięci. Po iluś takich razach już to wiesz. Nie pomożesz ani im, ani ich właścicielom. Nie poznasz wszystkich rzeczy, które mogłyby wnieść do twojego życia drobną nawet wartość. Poruszamy się przeważnie wśród przedmiotów, które postrzegamy jako bezpieczne lub użyteczne, które są nam oswojone. Musimy sobie wmawiać, że nie można mieć wszystkiego. Że posiadać pamiątki to nie walczyć z upływem czasu. To doświadczać go w dwójnasób. Im bowiem więcej tego, co się dzierży, tym większe brzemię przemijania trzeba z sobą nieść.
Leżąca książka, za rzędami innych
Tomów ukryta na przepastnej półce,
Którą dni i noce przysypują kurzem
Niespiesznym. Kotwica Sydonu, którą
Morza Anglii pochwyciły i więżą
W swej ślepej i miękkiej otchłani.
Lustro, Które nie naśladuje już nikogo
W opuszczonym domu. Opiłki paznokci,
Rozsiane przez nas w czasie i przestrzeni […]
Skoro nawet cenne rzeczy powoli przegrywają swe zmagania z czasoprzestrzenią, to co dopiero te bazarowe. Ktoś kiedyś musiał jakoś zarobić na życie i nadać sobie, być może nie w pełni świadomie, jakiś sens. Więc jeden produkuje, drugi handluje, a uprzywilejowani kupują i biorą na siebie ciężar czyichś robotniczych dusz. Coraz częściej może maszyn fabrycznych, ale te też skąd się biorą. Gdzieś tam daleko jest człowiek. Nie myślałem o tym jeszcze wtedy, gdy mama kupowała w kiosku chińskie resoraki po dwa złote sztuka. Tam daleko, gdzieś w Azji, dzieci pracują mozolnie, żeby wyprodukować więcej plastiku. Jakoś trzeba zdobyć fundusze, gospodarka musi brnąć naprzód. A potem te wszystkie zabawki, pamiątki, pluszaczki stoją w kurzu, nad wyraz trywialne i smutne zarazem, urzeczywistniając wczesnorozwojowe vanitas vanitatum et omnia vanitas. Tak oto współczesność zagarnia wyświechtane frazy i toposy sprzed wieków.
Kiedyś naiwnie pokładałem nadzieję, że w obliczu samotności to rzeczy będą moimi najlepszymi towarzyszami. Nie narzekają, nie wymagają nieustannej uwagi, dają się podporządkować wszechwładzy egotycznego ja, mnie, mój, moje. Nie przewidziałem jednego: że spozierające na mnie spomiędzy na wpół uchylonych drzwi od szafek, wiszące z sufitów, niby plastikowe plafony, zalegające w szufladach, niczym stos zaległych rachunków do uregulowania, stanowić będą materialne urzeczywistnienie odczuwanych przeze mnie wyrzutów sumienia. Będą wisieć nade mną niczym widmo rozrzutności, krótkowzrocznego bycia ku rzeczom, niczym mój własny miecz Damoklesa. Byłem bezdennie głupi, lecz w końcu pojąłem. Tylko jedno może nas uratować, przynieść nam wytchnienie, nadać nam, mnie i rzeczom, zbawienne znaczenie: dzierżący je w dłoni drugi człowiek.
Komentarz jury
Julia Kardas: „Urzeczowienie” to tekst pełen trzeźwej refleksji nad kondycją współczesnego, pogrążonego w konsumpcji świata. Autorowi z pewnością nie można odmówić oczytania – przejawia się ono nie tylko w bezpośrednich cytatach, ale i samym języku. Mamy do czynienia z tekstem nie tyle filozoficznym czy publicystycznym, ile literackim – jest liryczny, przepełniony znajomymi, ale opisanymi w ujmujący sposób obrazami (nawet jeśli wizja ta nie jest ani trochę pozytywna).
Małgorzata Kostrubiec: Praca pamięci i stosunek do niej to tematy w prozie polskiej obecne szczególnie po 1989 roku, ale wciąż problematyka ta zdaje się niewyczerpana, nieuchwycona, niedostrzeżona. Walka z sentymentem zdaje się w opowiadaniu łączyć pokolenia – to przedmioty, a nie nasza ulotna pamięć, noszą ten emocjonalny ładunek, który realnie przywiązuje nas do pamiątek z dzieciństwa czy wakacji. Ale i rzeczy nie pozostają takie same – ulegają zniszczeniu, rozkładowi, zagubieniu, nawet jeśli dbamy i pilnujemy. Bowiem – jak przekonuje autor – ten sentymentalizm to forma ucieczki przed nieuchronnym dyskomfortem przemijającego czasu.
W tekście autora zwycięskiej pracy zostały wykorzystane fragmenty „Nagany” Julii Hartwig oraz „Złota Tygrysów” Jorge Luisa Borgesa.
Fot. nagłówka: Maria Stanisławska i Magdalena Lis/Gazeta Kongresy
O autorze
Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Łódzkim. W wolnym czasie pochłania wszystko, co związane z muzyką. Jej ulubione miejsce na świecie - poza rodzinnym miastem, Islandią i halami koncertowymi - to własne łóżko, gdzie ogląda filmy i odpoczywa od szukania guza.
Studentka Kultury i praktyki tekstu na Uniwersytecie Wrocławskim. Miłośniczka literatury, sztuki, sportów (tych oglądanych na ekranie), długich wycieczek i historii. Aspirująca pisarka, która po prostu nie potrafi usiedzieć w miejscu (ani wybrać jednego zajęcia).
„Zainteresuj się polityką, zanim ona zainteresuje się tobą". Zajmuję się polityką i stale staram się zrozumieć, jak działa jej świat. Dzień bez podcastów jest dla mnie dniem straconym. Jestem studentką twórczego pisania i edytorstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Uważam że, w życiu najważniejsza są pasja i charyzma, które codziennie pchają nas do przodu i pozwalą spełniać marzenia.
studentka dziennikarstwa na UW. Uwielbia czytać literaturę piękną, oglądać thrillery psychologiczne i pisać wszelakie twórcze teksty: artykuły, opowiadania oraz wiersze.
Studentka edytorstwa na Uniwersytecie Opolskim. W wolnym czasie czyta książki. Miłośniczka kotów, badmintona i gier planszowych.
Absolwentka twórczego pisania i edytorstwa na Wydziale Filologicznym UWr. Studentka publikowania cyfrowego i sieciowego na Wydziale Komunikacji Społecznej i Mediów UWr. Uwielbia sztukę filmową, literaturę oraz długie spacery.
Pochodzący z Ciechanowa student lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Początkujący pisarz – publikuje opowiadania na łamach „Akantu”, „Strzępów" i innych czasopism literackich. Interesuje się szeroko pojętą kulturą, w szczególności literaturą i muzyką, bez których nie wyobraża sobie życia. Często zagłębia się w tematy spoza głównego nurtu.




