Przejdź do treści

„Perspektywy” dla polskiej szkoły – debata o rankingu liceów i techników

three men and laughing two women walking side by side

Na początku stycznia miesięcznik „Perspektywy” opublikował już po raz 25 ogólnopolski Ranking Liceów i Techników Perspektywy 2023. Zestawienie co roku jest przedmiotem szerokiej i gorącej dyskusji wśród rodziców i pedagogów. Jest to także świetna okazja do refleksji nad systemem szkolnictwa w Polsce oraz miejscem w nim uczniów.

Słowem wstępu

Jako uczeń jednej z wyróżnionych szkół, lecz przede wszystkim czynny uczestnik systemu edukacji oraz obserwator debaty wywołanej publikacją rankingu, uznałem, że także muszę zabrać głos w tej sprawie. W artykule będę chciał wskazać zarówno wady, jak i zalety omawianego problemu, pozostając jednocześnie, na ile to tylko możliwe, obiektywnym komentatorem. Wszystkich Czytelników i Czytelniczki zachęcam także do merytorycznej dyskusji. Przed przystąpieniem do rozważań warto jeszcze doprecyzować, że tego rodzaju rankingi opierają się na uśrednionej wartości wyników wszystkich uczniów danej szkoły. Nie oznacza to więc, że decydując się na wybór szkoły spoza czołówki, podejmuje się złą decyzję, ani też, że uczniowie ze szkół ocenionych niżej w rankingu, są w jakikolwiek sposób gorsi.

Niewidzialni uczniowie

Nie będę ukrywał, że debatę dotyczącą „Perspektyw” śledzę głównie w sekcji komentarzy na Facebooku pod postami różnych redakcji o rankingu. Stąd nie mogę się dziwić, że dominują tam głosy osób starszych – głównie rodziców i nauczycieli – które szkołę już dawno ukończyły. Przygnębiający jest dla mnie jednak brak jakiejkolwiek dyskusji wśród uczniów, czy to na innych mediach społecznościowych, czy pośród znajomych. Przecież to oni wiedzą najlepiej, jaka jest rzeczywista sytuacja w ich szkołach i czy pozycja w rankingu jest tożsama z przyjazną atmosferą, dobrymi relacjami między uczniami a nauczycielami i, przede wszystkim, komfortem psychicznym wszystkich uczestników systemu edukacji. W imieniu uczniów wypowiadają się ich rodzice (ale często także dziadkowie), którzy z reguły nie szczędzą krytyki zarówno dla rankingu, jak i dla szkół w nim wyróżnionych.

Wyścig szczurów

Koronnym argumentem za tym, że do szkół, które ogólnie osiągnęły najwyższy wynik, nie powinno posyłać się swoich dzieci, jest ilość presji i stres spowodowane wysokimi wymaganiami nauczycieli. Jedna z uczestniczek debaty uważa, że do rankingu „dodać należałoby liczbę uczniów z depresjami i próbami samobójczymi z tychże »najlepszych« szkół”. Rzeczywiście jest to niezwykle poważny zarzut, a dyskusja nad kondycją psychiczną i odpowiednią opieką psychiatryczną młodzieży w Polsce trwa, niestety bez większych skutków od lat. Globalnie za problem odpowiada jednak polski rząd i Ministerstwo Edukacji, które od lat narzucają na nauczycieli niezwykle rozbudowane programy edukacyjne, których realizacja nie pozwala na indywidualne podejście do każdego ucznia. Ci, którym należałoby poświecić więcej uwagi, zgodnie z tzw. efektem błędnego koła, tracą dodatkowo jakąkolwiek chęć do nauki, a bezradni nauczyciele, chcąc utrzymać poziom, zaczynają wymagać jeszcze więcej. Ponieważ wynagrodzenie w tym sektorze jest niewspółmiernie niskie do wykonywanej pracy, poziom kształcenia oraz podejście do ucznia staje się coraz mniej istotne. Trzeba podkreślić, że jest to proces zachodzący we wszystkich szkołach, niezależnie od ich ogólnych wyników, a tego typu zarzuty wobec konkretnych szkół są nieuczciwe i krzywdzące.

Fot. Katarzyna Olejak/tygodnik.polsatnews.pl

Fot. Katarzyna Olejak/tygodnik.polsatnews.pl

Zasługa nauczycieli czy uczniów?

Przewijają się także liczne głosy o tym, kto w największym stopniu odpowiada, za sukcesy edukacyjne, a raczej wyniki w rankingach. Czy jest to efekt pracy pedagogów w danej placówce, czy może chęci i zaangażowania poszczególnych uczniów? W tej kwestii, na podstawie własnych doświadczeń muszę zgodzić się ze stwierdzeniem, że „to raczej zależy od tego, jak zdolni uczniowie idą do danych szkół… mniej chyba od poziomu nauczania”. Przy czym, gwoli ścisłości znów należy zaznaczyć, że przeciętna umiejętność wpasowania się w obecny system edukacji (czyli de facto rozwiązywanie testów i niezapowiedzianych kartkówek, a na koniec wyuczenie się schematów zadań maturalnych) nie oznacza, że dany uczeń jest „niezdolny”. Jak już wspominałem nauczyciele, zniechęceni niskimi zarobkami i obojętnością władzy (ten proces jest szczególnie widoczny po strajku nauczycieli z 2019 r.) przywiązują coraz mniejszą uwagę do przekazywania wiedzy. Niestety bardzo rzadko idą za tym zmniejszone wymagania wobec uczniów, co prowadzi niekiedy do patologicznych sytuacji, gdy uczniowie szkół z góry rankingu są dyskredytowani przez swoich nauczycieli, bo zamiast najlepszych ocen, mają te prawie najlepsze. „Może w innych szkołach czwórka by wystarczyła, ale tutaj od uczniów wymaga się więcej” – to słowa mojej wychowawczyni. Podobnie jest na innych przedmiotach. Nie raz byłem świadkiem, jak uczniowie pod presją nauczycieli zaczynali płakać. Pomoc psychologów ogranicza się do rozwieszenia plakatów nt. zdrowia psychicznego. Oczywiście nie każdy nauczyciel ma takie podejście, a po drugiej stronie znajdą się również niezwykli, zaangażowani i wspierający pedagodzy. Odważę się stwierdzić, że podobnie wygląda to w większości szkół, niezależnie od ich pozycji w rankingu „Perspektyw”.

Reforma – gwóźdź do trumny?

Artykuł dot. omawianego rankingu na Facebooku TVP INFO opatrzony został podpisem „Ogólnopolski ranking szkół ponadgimnazjalnych po raz 25. przygotował miesięcznik  »Perspektywy«”. Z komentarzy pod nim jasno wynika, że ta niespójność nie umknęła szerszej publice. Państwową telewizję zaczęto wyśmiewać, że „nie wie nawet o reformie, przeprowadzonej przez własnych pracodawców”. Rzeczywiście, tak rażąca ignorancja nie mogła pozostać obojętna. Oprócz powodu do podśmiechiwań, przypomina także smutny fakt zmiany systemu, która od początku jest krytykowana. Jako drugi rocznik zreformowanego liceum wyraźnie dostrzegałem różnice między absolwentami gimnazjum, a szkół podstawowych. Większość nauczycieli żali się, że „to przecież jeszcze dzieci, nienauczone do takiego trybu nauki”. Chociaż może się wydawać, że ten temat odbiega od kwestii „perspektyw”, w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Jest to jeden z podstawowych powodów, dlaczego ranking wzbudza coraz więcej kontrowersji. Po prostu przez lata wykonywany był pośród uczniów, którzy zdążyli zobaczyć w gimnazjum, jak wygląda „prawdziwa nauka”. Wybierając szkoły ze szczytu Rankingu, uczniowie po szkołach podstawowych, ale także ich rodzice, często zderzali się ze ścianą. Stąd tak wiele krytycznych komentarzy.

Wnioski?

Chociaż debata o polskiej szkole trwa już od lat, wciąż nie udało się osiągnąć kompromisu, który rozwiązywałby najpoważniejsze problemy, a wśród nich: zapewnienie opieki psychologicznej dla uczniów, odpowiednie rozłożenie treści edukacyjnych czy zagwarantowanie nauczycielom godnych zarobków. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebujemy, są kolejne, niekiedy absurdalne przedmioty wprowadzające dodatkowy chaos, choć ten po ostatniej reformie jeszcze nie opadł. Debata nad systemem nauczania w naszym kraju musi trwać nadal i miejmy nadzieję, że najpóźniej po tegorocznych wyborach władze także dostrzegą targające nim problemy. Na ten moment mogę tylko poprosić wszystkich uczniów, szczególnie tegorocznych ósmoklasistów, ale także ich rodziców, żeby pamiętali, że żaden ranking nie jest jednoznaczny. Decyzję o wyborze szkoły najlepiej podejmować po uwzględnieniu także opinii jej obecnych uczniów, mając z tylu głowy, że ten wybór nie jest ostateczną determinantą przyszłego sukcesu.

Fot. nagłówka: Eliott Reyna/Unsplash

O autorze

Artykuły

Uczeń krakowskiego liceum o profilu prawniczo-ekonomicznym i członek Młodzieżowej Rady Miasta Krakowa. Interesuje się historią XX wieku (szczególnie PRL-u). W wolnym czasie podróżuje, jeździ na rowerze lub chodzi po górach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *