Przejdź do treści

2026 r. w polityce Europy

Miniony rok był dla Europy burzliwym czasem. Nagłówki medialne zdominował konflikt w Ukrainie, a raczej zmienne stanowisko w jego sprawie administracji Trumpa. Europejscy przywódcy mierzyli się z groźbą transatlantyckiej wojny celnej i z niepokojem obserwowali wydarzenia w Gazie. Utrzymała się tendencja wzrostu partii skrajnej prawicy. Niemiecka AfD, francuska RN czy brytyjska Reform UK biją rekordy popularności.

Czy 2026 rok również będzie obfitował w polityczne wydarzenia? W Polsce, po zeszłorocznym, rozgrzewającym silne emocje boju o Pałac Prezydencki, zapewne nadejdzie czas na moment wytchnienia. Po raz pierwszy od czterech lat na następne dwanaście miesięcy nie zaplanowano żadnych wyborów. W skali europejskiej obecny rok może przynieść jednak poważne zmiany: od sytuacji w Ukrainie po potencjalną klęskę wyborczą Orbána. Co spotka Stary Kontynent? Zapraszam do lektury.

Na Wschodzie bez zmian

Kwestia przełomu w wojnie rosyjsko-ukraińskiej jest zagadnieniem pierwszorzędnej wagi. Obecnie wydaje się przy tym, że losy konfliktu może rozstrzygnąć nie tyle przewaga na polu walki, co ustalenia polityków.

Sytuacja na froncie nie daje żadnej ze stron nadmiernych powodów do optymizmu. Rosja posuwa się do przodu – zajęła lub jest bliska zajęcia kluczowych miast Pokrowska i Siewierska. Na niekorzyść Ukrainy działa skuteczne wykorzystywanie dronów na masową skalę przez Moskwę czy zaangażowanie w wojnę Korei Północnej. Ta ostatnia, oprócz wysłania 15 tysięcy żołnierzy, zaopatruje rosyjską armię w około połowę wykorzystywanej przez nią amunicji.

Postępy agresora są jednak powolne i okupione ogromnymi stratami. Według BBC w 2025 r. w Rosji ukazało się o 40% więcej nekrologów w porównaniu z poprzednim rokiem. Pozostająca przy Ukrainie część Donbasu, z potężnym pasem fortyfikacji wokół Kramatorska i Słowiańska, jest najlepiej przystosowana do obrony. Ponadto Kijów odnosi sukcesy w destabilizacji infrastruktury agresora. W listopadzie ukraińskie ataki na rafinerie naftowe w Rosji osiągnęły swój szczyt od początku wojny. Trudności z produkcją paliw zmusiły Moskwę do ogłoszenia zakazu eksportów ropy, który potrwa co najmniej do lutego.

Prawdopodobne wydaje się zatem, że militarne zmagania nie dadzą rozstrzygnięcia w 2026 roku – powyższe czynniki sprzyjają dalszej wojnie na wyniszczenie.

Zniszczony budynek w Kijowie. | Fot. Unsplash

Problematyczne 10%

Może to dyplomacja doprowadzi do końca konfliktu? Do tej możliwości też należy podchodzić sceptycznie. Wbrew głośnym deklaracjom, wojny w Ukrainie nie udało się zatrzymać w 24 godziny. Co więcej, zaangażowanie USA i państw europejskich w inicjatywy pokojowe ujawniło znaczne różnice w podejściu kluczowych graczy. Najjaskrawszy przykład stanowi zaproponowany przez Waszyngton 28-punktowy plan, który, według komentatorów, oznaczałby kapitulację wobec wszystkich żądań Moskwy.

Niemniej końcówkę roku cechowała wzmożona aktywność dyplomatyczna, która może sygnalizować, że rozejm jest bliski. Ukraina i sojusznicy z UE odpowiedzieli na 28-punktowy plan kontrpropozycją, a efektem najnowszych prac jest 20-punktowa wersja. Według Wołodymyra Zełenskiego porozumienie pokojowe jest gotowe w 90%.

Z publicznie dostępnych informacji wynika przy tym, że nie uzgodniono kwestii zasadniczych. Po pierwsze, problemem pozostaje sprawa terytorium. Amerykańscy negocjatorzy naciskają, aby Ukraina oddała część obwodu donieckiego, która pozostaje pod jej kontrolą. Wspomniany pas tamtejszych fortyfikacji chroni większą część kraju przed natarciem Rosji, dlatego dla Kijowa to nie wchodzi w rachubę. Kolejną kwestią sporną jest elektrownia atomowa w Zaporożu – Stany chciałyby włączyć Moskwę do kierowania nią, co budzi sprzeciw Ukrainy. Nie wiadomo wreszcie, na czym miałyby polegać gwarancje bezpieczeństwa Waszyngtonu, od których Zełenski uzależnia jakiekolwiek porozumienie.

Pewne jest natomiast, że Kijów ma zapewnione wsparcie na nadchodzący rok. 19 grudnia przywódcy UE zdecydowali bowiem o nowym pakiecie pomocy dla Ukrainy, którego wykorzystanie potrwa do 2027 roku. W tej historii pojawiły się niestety rysy na szkle. W finansowaniu nie będą uczestniczyć Czechy, Słowacja i Węgry. Tym samym Praga, gdzie miesiąc temu premierem został miliarder i prawicowy populista Andrej Babiš, dołączyła do prorosyjskiego bloku w Unii. Ponadto sprzeciw Belgii i Włoch zablokował przekazanie Ukrainie zamrożonych rosyjskich aktywów – wsparcie będzie więc sfinansowane przez mechanizm wspólnotowego długu.

Demokracja po węgiersku

Zdarzenia polityczne 2026 r. prawdopodobnie nie ograniczą się do sytuacji w Ukrainie. Warte uwagi są choćby wybory parlamentarne w Węgrzech w kwietniu, które zapowiadają się na najważniejsze europejskie głosowanie w tym roku. Na horyzoncie jest wizja porażki Viktora Orbána, który rządzi nieprzerwanie od 2010 roku i chwali się utworzeniem „nieliberalnego państwa”.

W praktyce oznaczało ono jak dotąd erozję demokracji. Orbán stanął na czele koalicji z większością wystarczającą do zmiany konstytucji, co szybko wykorzystał. Ustawa zasadnicza z 2011 roku pozwoliła mu na usunięcie sędziów i zastąpienie ich nominatami partii Fidesz. Kluczowe dla skonsolidowania władzy Orbána było także podporządkowanie rządowi mediów – poprzez wykup niezależnych stacji i nacisk prawny. Zmieniono również ordynację wyborczą, ustanawiając korzystne dla Fideszu granice okręgów.

Orbánowi wyrósł jednak potężny przeciwnik w osobie Pétera Magyara przywódcy Partii Szacunku i Wolności (TISZA). TISZA jest najpoważniejszą opozycją wobec Fideszu od 15 lat. Od roku sukcesywnie prowadzi w sondażach – ostatnie badania dają jej przewagę 12 punktów procentowych nad Orbánem. To absolutna nowość w niedawnej historii Węgier.

Sondaże od roku dają prowadzenie partii TISZA. | Fot. Politico.com

Co sprzyja Magyarowi? Po pierwsze, może konkurować o wyborców z Orbánem, bo sam należał do jego obozu politycznego. Magyar był członkiem Fideszu, ale opuścił partię w 2024 roku. Urósł w siłę dzięki skandalom godzącym w popularność władzy – między innymi sprawie ułaskawienia przez prezydent kraju człowieka, który wspierał pedofilów. Piętnowanie wad państwa Orbána, takich jak korupcja czy niedemokratyczne zmiany, jest ważną częścią strategii partii TISZA, która w celu zwycięstwa ogranicza zajmowanie stanowiska w sprawach ideologicznych.

Być może za opozycją przemawiają też czynniki ekonomiczne. Wzrost PKB jest minimalny, a inflacja – wyższa niż w większości państw europejskich. Co kluczowe, UE wstrzymuje fundusze o wartości 18 miliardów euro, które mogłyby postawić gospodarkę na nogi. Winny jest sam Fidesz: Węgry toczą spór z Unią o praworządność. Wspólnota krytykuje opisane powyżej „reformy”, ale i bardziej niedawne działania Fideszu. Wśród nich jest projekt ustawy o przejrzystości w życiu publicznym, która uniemożliwia organizacjom pozarządowym uzyskania funduszy z zagranicy bez zgody państwa. Według Parlamentu Europejskiego, ustawa ma wyciszyć krytykę władz Węgier i kopiuje rozwiązania z Rosji.

Pomimo optymistycznych sondaży warto jednak zachować ostrożność w prognozach. Nie wiadomo, czy wybory będą przeprowadzone uczciwie; po ostatnim głosowaniu (2022 r.) organizacja Freedom House stwierdziła, że nie było ono sprawiedliwe. Nawet jeśli wygra partia Magyara, nie musi to też oznaczać radykalnej zmiany. TISZA sprzeciwia się pomocy Ukrainie, a jej stanowisko w kwestiach społecznych nie odbiega dalece od konserwatywnego światopoglądu Orbána.

Postscriptum

Rewers bułgarskiej monety €2 przedstawia mnicha Paisjusza, autora „Słowianobułgarskiej historii”. | Fot. ECB

Ukraina i Węgry zapewne będą w centrum uwagi – co zaś wydarzy się w pozostałych państwach europejskich?

Wybory parlamentarne czekają także Szwecję i Danię. Choć w Skandynawii stawką nie jest przywrócenie demokracji, istnieje szansa zmiany koalicji rządzących. Dotyczy to szczególnie Danii, której premierka Mette Frederiksen łączy tradycyjne socjaldemokratyczne postulaty z twardą polityką wobec migrantów.

Z kolei w lokalnych głosowaniach wezmą udział mieszkańcy największych państw Unii: Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii. Będzie to test popularności tamtejszych rządów – z wyjątkiem Paryża, który raczej już jest przekonany o swojej niepopularności.

Choć w Bułgarii również odbędą się wybory, ciekawsza może okazać się sytuacja ekonomiczna tego kraju. Bułgaria przyjęła euro 1 stycznia. Jej doświadczenia dodadzą argumentów zwolennikom bądź przeciwnikom europejskiej waluty w Polsce. Ponieważ polska siła nabywcza prezentuje się lepiej od bułgarskiej, pozytywne rezultaty zmiany podważyłyby tezę, jakoby Warszawa na podobny krok była nieprzygotowana.

Lista oczywiście na tym się nie kończy, a wielu wydarzeń nie sposób przewidzieć. Zachęcamy zatem wszystkich fanów europejskiej polityki do śledzenia Gazety Kongresy w 2026 roku.

Fot. nagłówka: Bernhard Ludewig | Spotkanie w Berlinie w sprawie Ukrainy

O autorze

Jestem licealistą ze Szczecina. Pasjonuję się polityką krajową i międzynarodową, historią (szczególnie XX wieku), geografią polityczną i pokrewnymi dziedzinami. Lubię też gry planszowe oraz muzykę rockową.