Zima to pora roku, która kojarzy nam się z mrozem i krótkimi dniami, ale również z obchodami Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Pierwsze z tych świąt to dla katolików pamiątka narodzin Chrystusa oraz czas duchowej zadumy, a dla pozostałych Polaków – szansa na to, aby na chwilę zwolnić, odpocząć i spotkać się z rodziną. Niezależnie od tego, jak spędziliście ten szczególny okres, mam nadzieję, że udało wam się urozmaicić go ciekawymi aktywnościami. Może wyruszyliście na zimowy spacer albo upiekliście coś pysznego? A może tak jak ja wybraliście się na Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy, który jak co roku odbywa się na rynku?
Co słychać na jarmarku?
Nad alejkami rozwieszono ozdoby i światełka, ustawiono liczne stoiska z jedzeniem i upominkami, a w centralnym miejscu stanęły kilkupiętrowe drewniane „domki”, w których można napić się podawanego w kultowym świątecznym kubku zimowego grzańca. Jedną z wielu wysokich budowli ozdobiła gadająca głowa renifera, ciesząca się uznaniem głównie u dzieci. Atrakcjami idealnymi dla najmłodszych okazały się także karuzela w kształcie choinki oraz animatorzy przebrani za pluszaki. Starsze dzieci mogą natomiast spróbować swoich sił w „domu elfów”, czyli, mówiąc prościej, na ogromnym torze przeszkód.
Na jarmarku nie zabrakło także rozrywki dla dorosłych. Ci mogą napić się grzańca oraz skosztować różne dania podawane na ciepło. Na specjalnym podwyższeniu utworzona została też scena. Odbywały się na niej pokazy taneczne i koncerty, przyciągające uwagę wielu osób bez względu na wiek. Mnie udało się natrafić na widowisko pod tytułem Magiczna opowieść Elfów. Grupa tancerzy w czerwono-zielonych kostiumach wykonywała bardzo ciekawe układy taneczne, wymagające sprawności oraz umiejętności synchronizacji ruchów. Z tymi zadaniami performerzy poradzili sobie bardzo dobrze, wprowadzając ponadto na scenę kukłę renifera. Ten rekwizyt swoim kształtem oraz kolorystyką przyniósł mi na myśl dekoracje znane z obchodów Chińskiego Nowego Roku.
Magiczna atmosfera
Opisywanemu wydarzeniu towarzyszy wyjątkowa atmosfera. Udział w nim niewątpliwie najwięcej frajdy sprawia dzieciom, które mogą tutaj poczuć magię świąt. Kolorowe światełka, zapach cynamonu, goździków i pieczonych słodkości, klimatyczna muzyka oraz gwar rozmów sprawiają, że rynek na chwilę zamienia się w baśniową przestrzeń, oderwaną od codzienności. Taka sceneria stwarza okazję do tego, aby na moment zwolnić i po prostu pospacerować bez konkretnego celu. Osobiście, przechadzając się zimą po wrocławskim rynku, wracam myślami do dzieciństwa, gdy życie było prostsze, a wszystko wokół wydawało się fascynujące – czuję się wtedy jak bohaterka Sklepów cynamonowych Brunona Schulza. Nawet jeśli nie planuję zakupów, samo przebywanie w tym miejscu poprawia mi nastrój i wprowadza w zimowy klimat.

Kicz i ceny z kosmosu?
Głównym argumentem przeciwników jarmarku są wysokie ceny oferowanych tam produktów. Postanowiłam więc przyjrzeć się im z bliska i sprawdzić, ile kosztują najpopularniejsze z nich. Kubek grzańca to wydatek rzędu około 20 złotych (w zależności od rodzaju). Za kawę lub herbatę zapłacimy trochę mniej, bo kilkanaście złotych. Ciepłe dania, takie jak kiełbasa (40 zł), hot-dog (45 zł) czy karkówka (49 zł) również nie należą do tanich. Podobnie jest w przypadku słodyczy – gofry z bitą śmietaną, owocami i polewą kosztują aż 33 zł.
Wysokie ceny to zatem fakt, z którym trudno się nie zgodzić, chociaż rozważając tę kwestię, warto pamiętać o kosztach wynajmu stoisk, logistyki i pracy w trudnych, zimowych warunkach. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy cena nie idzie w parze z jakością. W moim odczuciu poziom oferowanych produktów z roku na rok spada – dania są przeciętne w smaku i często przygotowywane masowo. Trudno więc uzasadnić, dlaczego miałabym jeść drogą kiełbasę na mrozie, skoro w pobliskiej restauracji lub w domu mogę zjeść taniej i lepiej.
Często krytykuje się także sprzedaż kiczowatych drobiazgów – plastikowych ozdób, pluszaków czy gadżetów, które niewiele mają wspólnego z tradycją czy lokalnym rzemiosłem, które swoją drogą powinno być na takich wydarzeniach bardziej promowane. Choć na jarmarku da się znaleźć ręczne wyroby i ciekawsze upominki, giną one w natłoku kiczowatych pamiątek. Kolejnym zarzutem są wszechobecne tłumy, co szczególnie daje się odczuć w weekendy. Przemieszczanie się między stoiskami bywa wtedy męczące, co odejmuje zimowemu spacerowi uroku.
Podsumowanie
Osobiście lubię wpaść na jarmark co roku, nawet jeśli tylko na chwilę. Po kilku latach spędzonych we Wrocławiu stało się to dla mnie swego rodzaju tradycją i trudno mi wyobrazić sobie sezon zimowy bez wizyty na rynku. W mojej ocenie Wrocławski Jarmark Bożonarodzeniowy mimo swoich wad ma w sobie coś wyjątkowego. Niemniej traktuję udział w tym wydarzeniu bardziej jako miły spacer, podczas którego mam okazję doświadczyć świątecznej atmosfery niż jako okazję do zakupów czy spożywania posiłków.
Fot. nagłówka: Maria Stanisławska / Gazeta Kongresy
O autorze
Absolwentka twórczego pisania i edytorstwa na Wydziale Filologicznym UWr. Studentka publikowania cyfrowego i sieciowego na Wydziale Komunikacji Społecznej i Mediów UWr. Uwielbia sztukę filmową, literaturę oraz długie spacery.


