Przejdź do treści

Radziecka animacja, która uczy nas o bliskości, samotności i cierpieniu

Derevo I Koshka to animacja Jewgienija Siwokonia z 1983 roku. Trwa 9 minut, balansuje wokół kilku tematów. Jest trochę o cierpieniu związanym z utratą bliskości, samej w sobie bliskości, samotności i niezależności, oraz wszystkich niciach powiązania pomiędzy tymi bardzo bliskimi nam pojęciami. Oszczędna w kolory, słowa, bohaterów, akcję, ale bardzo ładna i pouczająca. A ładnym rzeczom zawsze warto poświęcić trochę uwagi. 

Derevo I Koshka. Przeprawa, która daje nam naukę

Zasiadając do krótkiego, ale intensywnego emocjonalnie seansu Derevo I Koshka (po polsku Drzewo i Kot), trzymając w dłoni kubek z ciepłą herbatą, czułem przeogromny spokój, gdzieniegdzie połączony ze wzruszeniem i fascynacją kontemplowanym tudzież konsumowanym przeze mnie dziełem. Nie mogę powiedzieć, że była to „dobra zabawa”, bo to określenie bardziej pasuje do opisywania wrażeń z przyswajania lekkich, rozrywkowych treści. W tej materii mamy do czynienia z bardzo prostą fabułą, jednak dającą przestrzeń do wysunięcia wielu dużo bardziej rozbudowanych, niejednoznacznych refleksji, co czyni tę animację pouczającą przeprawą.

Czynniki, które kształtują nasze oczekiwania względem animacji

Jeżeli oczekujemy historii baśniowej, z magią, przejaskrawionym morałem, cóż, nie otrzymamy tego. Musimy mieć jednak na względzie, że to nie zawsze zła wiadomość. Zresztą, w trakcie seansu dostajemy dużo podświadomych sygnałów, które raczej zahamują nasze pogrążone w pragnieniu happy endu nastawienie.  Gdy zanurzymy się odpowiednio głęboko w klimacie kreowanym przez ścieżkę muzyczną, melancholię, z domieszką niepokoju bijącego z podejrzanie nadmiernego spokoju narratora, kolory, sposób ukazywania kadrów – raczej nie odczujemy optymizmu.

Źródło: Okładka filmu I Kievnauchfilm

Jeżeli obserwujemy świat z pozycji narodowych stereotypów, mamy dodatkową czerwoną lampkę w postaci głosu z tyłu głowy, który jednak przypomina nam, że ta animacja to wytwór radziecki z lat 80. Nie oszukujmy się, istnieją takie zestawienia miejsca i czasu, które potrafią wygenerować znacznie większy optymizm względem ich samych. I, oczywiście, to także miewa przełożenie na filmy, animacje, spektakle teatralne, książki i inne dzieła kultury.

Derevo I Koshka pokazuje pozorne piękno samotności w swojej najczystszej postaci

Pozwolę sobie powoli coraz szerzej uchylać drzwi do fabularnego korytarza. Jeżeli komuś to przeszkadza – to dobry moment, by przed dalszą lekturą zapoznać się z filmem animowanym Jewgienija Siwokonia.

Animacja skupia się na dwóch tytułowych bohaterach. Rozpoczyna się sceną, w której Kot zostaje wyrzucony z wozu, najprawdopodobniej tracąc swój dom i właścicieli dotychczas dających mu schronienie.

Zapewne to pierwsza konfrontacja Kota z, na pierwszy rzut oka, ponuro wyglądającym konceptem samotności. Jego uosobieniem jest Drzewo, z którym Kot wchodzi w dialog, nie mogąc nadziwić się, że potrafi żyć, na najbardziej odległych peryferiach społecznego życia, celowo unikając kontaktu z innymi. Kot zadaje sekwencję pytań dotyczącą odczuwania smutku, strachu czy samotności. Drzewo odpowiada, że nigdy czegoś takiego nie czuło.

Możemy się dziwić, bo samotność na dłuższą metę prędzej zaklasyfikujemy jako doświadczenie wywołujące cierpienie, smutek, trud. Przyjęło się, że samotność jest potrzebna od czasu do czasu – w sytuacjach, gdy jesteśmy przeciążeni bodźcami z zewnątrz i chcemy zrobić coś dla siebie. Jeżeli jednak jest ona determinantą naszej egzystencji, musimy cierpieć.

W wielu przypadkach rzeczywiście tak jest, jeżeli jednak w życiu nie doświadczyło się empirycznie rosnącego przywiązania, radości, satysfakcji, komfortu i ciepła wynikających z bliskości, nie wiemy, z jakim bólem wiąże się ich utrata. Wówczas nie ma tego bodźca, który uwalnia cierpienie. Bliskość jest zatem skorelowana z cierpieniem w dużo większym stopniu niż samotność w swojej nieskazitelnej postaci.

Ulotna fascynacja nowym

Gdy widzimy coś nowego, pojawia się fascynacja, która po jakimś czasie ulega dewolucji w przyzwyczajenie. Dla kota nowością była życiowa filozofia Drzewa, którego niezależność, stanowczość i – na pierwszy rzut oka – ogromna siła wywołała pewne wrażenie; widzimy to po mimice bohatera i zwieńczającym dialog zdaniu, w którym Kot deklaruje, że chciałby taki być. Drzewo odpowiada, że to nietrudne do nauczenia, zaprasza Kota do życia u swojego boku i obserwacji. Swoją propozycję kończy słowami „kiedy się nauczysz, będziesz mógł odejść i żyć samemu”.

Obojętność na los innych

Widzimy wielowymiarowość samotności Drzewa – ma ono możliwość podzielenia się z innymi istotami tym, czego potrzebują, jednak nie robi tego, chroniąc jak świętości swojego dogmatu o samotności. Nie jest do niej zmuszone, to kwestia autonomicznego wyboru – choć oczywiście sytuacja, umiejscowienie Drzewa z pewnością jest pomocne w jej umacnianiu. W końcu akcja animacji dzieje się na terenie, który przypomina raczej odludzie.

Źródło: Strona Movie Quotes na Facebooku

Kot zatem obserwuje szereg perfidnych zachowań Drzewa, które chowa swoje gałęzie przed ptakiem, który chce na nich wypocząć, nie daje cienia poszukującej go żabie. Zwierzę z fascynacją obserwuje, na czym w praktyce polega niezależność, pełna autonomiczność wraz z negacją obowiązku uczestnictwa, choćby minimalnego, w życiu społecznym.

Nauka samotności nauką bliskości 

Bliska obecność drugiej osoby sprzyja poczuciu przywiązania. Drzewo w obliczu pierwszej postaci, która odczuła wobec niego fascynację, daje schronienie przed złymi warunkami pogodowymi. Kot przebywa znacznie bliżej Drzewa, mieszka na gałęzi, gdy przychodzi bardzo surowa zima, zostaje wpuszczony do środka Drzewa. Koegzystencja podoba się Drzewu, korzysta na niej także Kot. Samotność w bezpośredniej konfrontacji z bliskością, współzależnością jednak przegrywa. Gdy złe czasy przechodzą, Kot dochodzi do wniosku, że nauczył się samotnego życia – opuszcza Drzewo, które rozpaczliwie błaga zwierzę o powrót.

Jest to jednak desperackie, pozbawione sensu. Drzewo, pokazując Kotu, jak żyć samemu i być niezależnym od innych, stopniowo swoją autonomiczność traciło – a wraz z nią rosła siła jego filozofii. I kot, i Drzewo wyciągnęły wnioski z obcowania ze sobą – były one jednak przeciwstawne i uniemożliwiały dalszą koegzystancję. Drzewo musiało wrócić do samotności – uczucia znanego, do niedawna przez nie ukochanego, jednak w obliczu empirycznego poznania bliskości, samotność nie była już pięknym i godnym doświadczeniem, a gehenną i rozpaczą.

„To jest cała historia o Drzewie. Lub raczej, o Drzewie i o Kocie. Bo gdyby nie Kot, Drzewo nie miałoby historii do opowiedzenia” – to cytat, którym kończy się opowieść.

Samotność nie jest sama w sobie bólem – ból to utrata bliskości. Derevo I Koshka uczy nas wielu rzeczy o naszych uczuciach. Przede wszystkim pokazuje nam, jak istotne jest docenienie miłości, gdy ta rzeczywiście w życiu występuje – uświadomienie sobie jej wagi dopiero po jej stracie jest niemal równoznaczne z przyjęciem bardzo mocnego ciosu, po którym ból utrzymuje się przez niezwykle długi czas.

Epizodyczność życia

Ludzie w naszym życiu to także epizody. Niektóre dłuższe, niektóre krótsze. Jedni ze statystów nagle wchodzą na pierwszy plan, by później całkowicie usunąć się z tej opowieści. Inni na pierwszym planie utrzymują się dużo dłużej. Dla osób z naszego otoczenia jesteśmy bohaterami ich historii. Elementami świata przedstawionego w anegdotkach opowiadanych często kompletnie nieznanym nam ludziom nad kuflem piwa. Wspomnieniem, które w zależności od naszej roli w czyjejś historii, wygenerowało ból, szczęście, radość, śmiech, smutek, złość, czegoś nauczyło, coś udowodniło. Drzewo i Kot byli dla siebie nawzajem jedynie epizodami swojego życia, jednak ich spotkanie i wspólne doświadczenia zmieniały ich perspektywę na świat. Drzewo poznało bliskość i odkryło jej wielką wartość, Kot poznał niezależność i samotne życie, opiekę w trudnym „przejściowym” okresie swojego życia.

Tylko my sami dajemy sobie gwarancję, że będziemy ze sobą do końca naszego życia. Wobec nas nie jest ono tylko epizodem – w przeciwieństwie do relacji naszego życia wobec osób trzecich. Czy to znaczy, że powinniśmy wybrać pierwotną ścieżkę Drzewa, odciąć się od wszystkiego i wszystkich? Raczej nie, bo tak, jak widzimy w historii, i wtedy nie mamy gwarancji, że ból nas ominie. Ba, wtedy zaatakuje z kilkukrotną siłą, gdy utracimy fascynację ze strony drugiej osoby, bowiem ta jak najbardziej może przyjść i również mieć ulotny charakter. Nie mamy na to wpływu. Ważnym jest konsekwentne pisanie własnej historii, z przestrzenią na spontaniczność, bliskość, samotność, ale bez jej stuprocentowej zależności od tych czynników.

Produkcja, którą warto obejrzeć

Fascynującym jest również to, że radziecka bajka z lat 80. ubiegłego wieku, trwająca dziewięć minut, bardzo oszczędna w słowa, kadry, szczegóły, konteksty, trochę surrealistyczna, może być materiałem do podjęcia tylu rozważań. Nie chcę sprowadzać tej animacji tylko i wyłącznie do roli podręcznika życia, bo to po prostu melancholijna, naturalistyczna opowieść. W żaden sposób nie przejaskrawiona, w której każdy cytat trochę w nas uderza i zostaje. Siwokon daje przestrzeń na podziw, wyciszenie, refleksję.

Zdj. nagłówka: Kadr z animacji I Kievnauchfilm 

O autorze

Piszę o polityce, sporcie, sprawach społecznych, kebabach, młodych ludziach i Polsce moich marzeń. Próbuję być publicystą. Lubię historię, od czasu do czasu coś pogotuję. Moje kibicowskie serce jest podzielone między Lecha Poznań a Liverpool FC. Torunianin z urodzenia, Poznaniak z wyboru.