Przejdź do treści

Polityczne znaczenie mundialu

a golden soccer trophy sitting on top of a field

11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej w Kanadzie, USA i Meksyku. To wielkie  wydarzenie dla fanów futbolu, które niezmiennie przyciąga uwagę miliardów widzów. Jak w przypadku podobnych imprez, istotne są jednak nie tylko sprawy czysto sportowe. Trudne relacje pomiędzy państwami uczestniczącymi w mistrzostwach, pytania o niezależność FIFA czy wpływ rozgrywek na soft power gospodarzy – wszystko to czyni z mundialu ważne wydarzenie również w wymiarze politycznym.

Zwaśnione trio

Każde mistrzostwa są jedyne w swoim rodzaju, ale tegoroczna impreza pod pewnymi względami różni się od wszystkich poprzednich. Na stadionach w szesnastu miastach zmierzy się aż 48 drużyn – ich liczba wzrosła o 50% w nowym, rozszerzonym formacie. Ta zmiana wzbudziła kontrowersje: komentatorzy obawiają się, że więcej meczów będzie oznaczać spadek jakości gry zawodników. Część widzów może też zwyczajnie nie nadążyć ze śledzeniem rozgrywek.

Choć organizacja 104 spotkań piłkarskich z pewnością stanowi wyzwanie, żadne państwo nie mierzy się z nim w pojedynkę. Północnoamerykański mundial jest bowiem pierwszym w historii z aż trzema gospodarzami. Okoliczności nie są szczególnie sprzyjające: Ottawa i Meksyk przechodzą kryzys w stosunkach z Waszyngtonem. Za pogorszenie relacji Stanów Zjednoczonych z oboma sąsiadami odpowiada przede wszystkim Donald Trump, który nałożył na Kanadę i Meksyk wysokie cła, a premiera Marka Carneya z uporem nazywa „gubernatorem 51. stanu”. Carney nie pozostał dłużny, ostrzegając w styczniu tego roku Światowe Forum Ekonomiczne przed „hegemonią USA” i wzywając do uniezależnienia się od Stanów.

Większość Kanadyjczyków nie postrzega USA jako sojusznika, na którym można polegać. | Fot. Politico

Jeśli mundial ma się powieść, różnice te muszą choć częściowo zostać odłożone na bok. Organizacja imprezy wymaga współpracy służb na granicach, spójnej narracji i brandingu wydarzenia. Stawka jest o tyle wysoka, że na to lato przypada również termin przedłużenia kluczowego porozumienia o wolnym handlu łączącego wszystkie trzy kraje. Zmarnowanie futbolowej okazji do ocieplenia relacji może słono kosztować zwłaszcza Kanadę i Meksyk, dla których USA pozostaje niezbędnym partnerem handlowym.

Jak duże są szanse na bezproblemowe współdziałanie przy mundialu? Przykład z Azji może dostarczyć pewnych wskazówek. Współpraca międzynarodowa przy organizacji rozgrywek ma bowiem swój precedens: w 2002 roku mistrzostwa odbyły się w Japonii i Korei Południowej. Analogia do tamtej imprezy jest o tyle uzasadniona, że relacje Tokio i Seulu uchodzi za wyjątkowo trudną i było to widać także wtedy. Niedługo przed mundialem kontrowersje wzbudził na przykład japoński podręcznik do historii, który zdaniem Koreańczyków pomniejszał drugowojenne zbrodnie. W roku samych rozgrywek relacje uległy jednak poprawie na tyle, by nie doszło do widocznych napięć pomiędzy gospodarzami. Mistrzostwa ostatecznie ani nie zniwelowały problemów w stosunkach japońsko-koreańskich, ani nie wyeksponowały ich reszcie świata. Możliwe, że mimo wszystkich obecnych animozji podobnie „bezobjawowo” będzie oceniana współpraca gospodarzy nad tegorocznym mundialem.

Przewodniczący FIFA Gianni Infantino, prezydent USA Donald Trump, prezydentka Meksyku Claudia Sheinbaum i premier Kanady Mark Carney na losowaniu przed mundialem. | Fot. Wikimedia Commons

Drony, wizy i białe róże

Problemy mogą towarzyszyć gospodarzom mistrzostw, jednak niekiedy pojawiają się one także pomiędzy poszczególnymi drużynami. Emocje fanów i zawodników odzwierciedlają napięcia na arenie międzynarodowej – to jeden z najczytelniejszych dowodów na silne związki futbolu z polityką. Armenia i Azerbejdżan, Białoruś i Ukraina, Kosowo i Serbia: jest wiele par zespołów, których meczom federacje piłkarskie starają się zapobiec, by nie doszło do przemocy. Nie zawsze to się udaje. W 2014 roku mecz kwalifikacji do Euro pomiędzy Serbią i Albanią przerwano przed końcem pierwszej połowy, gdy dron z rewizjonistyczną flagą Wielkiej Albanii przeleciał nad murawą, a piłkarze i kibice wdali się w bójkę.

Na tegorocznym mundialu trudno spodziewać się podobnych scen. Kontrowersje wiążą się jednak z udziałem Iranu w mistrzostwach, który zdaniem Teheranu utrudniają władze w Waszyngtonie. Po amerykańsko-izraelskim ataku na republikę islamską uczestnictwo Iranu stanęło pod znakiem zapytania. Wizy dla irańskich zawodników przyznano późno, a Departament Stanu USA odmówił wjazdu części członków personelu, w tym przedstawicielom federacji piłkarskiej. W ten sposób Amerykanie chcą uniknąć sytuacji, w której Iran – jak twierdzi Departament Stanu – „wykorzystałby ten system, by pod fałszywym pretekstem przemycić terrorystów do Stanów Zjednoczonych”.

Iran nie jest wyjątkiem: obywatele różnych państw doświadczają trudności z dostaniem się na mundial z powodu zaostrzonej polityki imigracyjnej administracji Trumpa. Przed rozpoczęciem mundialu światowa prasa donosiła na przykład o braku zezwolenia na pobyt w Stanach dla Omara Artana, somalijskiego sędziego, który przyleciał do Miami po nominacji przez FIFA. „Miałem właściwe dokumenty i wszystko. Miałem dobrą wizę” – zapewniał Artan, przekonany, że podobnie jak wspomnieni Irańczycy został wykluczony ze względu na kraj pochodzenia. Można było się spodziewać takiego obrotu spraw: jeszcze w tym roku Stany wstrzymały wydawanie wiz obywatelom 75 państw. FIFA długo zapewniała jednak, że ta polityka nie będzie obowiązywać podczas mundialu. W zeszłym roku przewodniczący Gianni Infantino stwierdził, że „Wszyscy będą mile widziani w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych na mistrzostwach świata FIFA”. Realia okazały się jednak zgoła inne.

Fot. – praca własna z wykorzystaniem Mapchart.net

Na szczęście w historii futbolu można doszukać się pozytywnych przykładów na to, że sport czasem przezwycięża politykę. I to u najzacieklejszych przeciwników: USA i Iranu. Przed meczem obu drużyn na mistrzostwach we Francji w 1998 roku piłkarze amerykańscy otrzymali od swoich rywali białe róże w geście pokoju. Obie federacje zostały wówczas docenione przez FIFA nagrodą fair play.

Sportowe ocieplanie wizerunku

Choć większość osób zgodziłaby się, że owa nagroda dla USA i Iranu była zasłużona, trudno powiedzieć to samo o wszystkich laurach przyznanych przez FIFA. Kiedy w styczniu naczelna organizacja piłkarska uhonorowała Donalda Trumpa nowo utworzoną nagrodą pokojową, wzbudziło to wątpliwości co do jej apolitycznego statusu. Powszechnie wiadomo było, że Trump starał się (bezskutecznie) uzyskać Pokojową Nagrodę Nobla. Odznaczenie od prezesa Gianniego Infantino miało być według komentatorów nagrodą pocieszenia. Nie jest to zaskoczeniem, jeśli weźmie się pod uwagę bliskie stosunki Infantino z Trumpem. Szef FIFA ma biuro w Trump Tower na Manhattanie, a także jest jednym z najczęstszych gości w Białym Domu podczas drugiej kadencji prezydenta USA. 

To tylko jedna z wielu kontrowersji dotyczących potężnej organizacji. Poważniejsze pytania o jej niezależność wiążą się z wyborami kolejnych gospodarzy mundialu. Propozycja organizacji mistrzostw w Ameryce Północnej uzyskała większość głosów Kongresu FIFA (skupiającego około 200 federacji), wygrywając tym samym z kontrpropozycją Maroka. Wcześniej proces był mniej transparentny: gospodarzy wyłaniał wąski zarząd złożony z 22 oficjeli FIFA. Natomiast w 2010 roku zarząd zdecydował, że mistrzostwa odbędą się w Rosji osiem lat później, a w Katarze dwanaście lat później. Odrzucono propozycje Hiszpanii i Portugalii, Belgii i Niderlandów, Anglii, Japonii, USA, Korei Południowej i Australii – państw niemal bez wyjątku lepiej przystosowanych do organizacji mundialu pod względem infrastruktury czy warunków pogodowych. Szczególnie zadziwił wybór Kataru, który FIFA argumentowała chęcią „rozwoju futbolu” poprzez organizację mistrzostw w krajach o słabszej tradycji piłkarskiej. Faktyczne motywacje odbiegały jednak od takich deklaracji. Już pięć lat później wielu czołowych działaczy organizacji usłyszało zarzuty o korupcję, także w związku z selekcją gospodarzy mundialu.

Rosja i Katar to nie jedyne bogate w ropę i gaz reżimy, którym FIFA dała szansę organizacji imprezy. Za 8 lat ten zaszczyt przypadnie Arabii Saudyjskiej, a okoliczności decyzji ponownie były kontrowersyjne. Szejkowie z Rijadu nie mieli bowiem żadnych kontrkandydatów. Wszystko dzięki temu, że następny mundial odbędzie się na aż trzech kontynentach i w sześciu państwach: Urugwaju, Paragwaju, Argentynie, Hiszpanii, Portugalii i Maroku. Zgodnie zaś z zasadami FIFA, mundialu nie mogą organizować państwa z kontynentów, na których miała miejsce jedna z dwóch poprzednich imprez. W 2034 roku na stole pozostały zatem jedynie państwa Azji lub Oceanii. Kraje Ameryki Południowej otrzymały w 2030 roku tylko po jednym meczu, ale to wystarczyło, by wykluczyć cały kontynent przy następnej selekcji. Rzekomo trzy mecze przyznano im, aby uczcić stulecie mistrzostw świata w piłce nożnej (w 1930 roku impreza odbyła się w Urugwaju). Wielu komentatorów uznało jednak, że prawdziwym celem było zrobienie prezentu Saudom, od dawna obnoszącym się z zamiarem zostania gospodarzami imprezy.

Dlaczego Moskwa, Doha czy Rijad ubiegały się o organizację mistrzostw? Kluczem jest pojęcie sportswashingu, czyli „wybielania” reżimów za sprawą ich wsparcia dla sportu. Autorytarne państwa korzystają z ogromnej oglądalności futbolu, by przedstawić swój kraj w pozytywnym świetle. Piękne stadiony i okazja do ukazania bogactwa kulturowego mają przykryć łamanie praw człowieka czy zaangażowanie w konflikty.

FIFA nie chce słyszeć o tych kontrowersjach. Gianni Infantino nazwał mistrzostwa w Katarze „najlepszymi kiedykolwiek”, pomimo doniesień o śmierci tysięcy pracowników budujących stadiony. Co więcej, przewodniczący organizacji niedawno wezwał do przywrócenia Rosji do rozgrywek piłkarskich. „Dziewczynki i chłopcy z Rosji” powinni – zdaniem Infantino – móc uczestniczyć w europejskim sporcie. Trudno nie zauważyć, że przewodniczący FIFA rzadziej mówi o losie dzieci z Ukrainy, które od lat ponoszą konsekwencje rosyjskiej agresji.

Kura znosząca złote jaja

1 U.S.A dollar banknotes
Fot. Unsplash.com

Niezależnie od tego, które państwo akurat organizuje mistrzostwa, jednym z niezmiennych priorytetów FIFA pozostaje zysk. Od rozgrywek w RPA w 2010 roku mundial wyprzedza igrzyska olimpijskie jako najbardziej dochodowa impreza. W poprzednim cyklu budżetowym przychody wyniosły 7,5 miliarda dolarów; szacuje się, że w latach 2023-2026 przychody wzrosną do rekordowych 13 miliardów. Największe pieniądze związane są ze sprzedażą praw do transmitowania meczów – tu zyski zwiększą się dzięki powiększeniu formatu do 48 drużyn.

FIFA zarabia też na biletach – ich ceny są dynamiczne, co w praktyce zazwyczaj oznacza co najmniej tysiąc dolarów za przeciętną wejściówkę. Oprócz tego organizacja korzysta na lukratywnych umowach ze sponsorami, a nawet pobiera opłaty za parkingi. Tymczasem koszty zapewnienia transportu i bezpieczeństwa na mistrzostwach spadają przede wszystkim na miasta gospodarzy – co spowodowało tarcia. Na przykład w East Rutherford w stanie New Jersey, gdzie ma odbyć się finał mundialu, politycy twierdzą, że to FIFA powinna zapłacić za transport. By zrekompensować sobie wysoki rachunek za organizację mundialu, podwyższono cenę połączenia pociągiem do stadionu z 13 do… 150 dolarów. To jeszcze nie najbardziej drapieżne działanie oficjeli. FIFA ogłosiła zakaz wnoszenia własnych plastikowych butelek na stadion, by kibice musieli zakupić je od organizatora; wycofano się jednak z tego pomysłu.

Nic dziwnego, że wraz z tymi mistrzostwami rośnie gniew w stronę FIFA, „organizacji non-profit”. Grupa aktywistów FairSquare wnioskuje o formalne dochodzenie wymierzone w Gianniego Infantino, które ma dotyczyć kwestii astronomicznych cen biletów i braku bezstronności. Ten ruch sprzeciwu jest prawdopodobnie jednym z najciekawszych politycznych aspektów wydarzenia.

Mundial w Ameryce Północnej – od komunikacji międzypaństwowej, przez problemy migracyjne, aż po korupcję w FIFA – udowadnia, że sport nie jest wolny od polityki. To, jak potoczą się poruszone w tym artykule gorące kwestie, może być równie interesujące jak wyniki meczów piłkarskich. Bez Polski w turnieju możemy obserwować inne drużyny, ale i śledzić polityczne tło największego wydarzenia sportowego na świecie.

Fot. nagłówka: Unsplash.com