Wrocław – miasto spotkań i muzyki
Wrocław w 2019 roku dołączył do grona polskich miast z chlubą promujących lokalną muzykę. To właśnie wtedy grupa ludzi, wśród których znaleźli się zarówno artyści, jak i zwykli entuzjaści muzyki, postanowiła stworzyć festiwal, którego wyraźnie brakowało na Dolnym Śląsku. Początkowo pod nazwą wrOFFław, obecnie funkcjonujący jako wrOFF Showcase, dolnośląski festiwal muzyczny jest jednym z większych wydarzeń odbywających się pod koniec maja we Wrocławiu. Na jego miejsce wybrano starą zajezdnię tramwajową, miejsce o niezwykłym klimacie. Zajezdnia, znana wśród Wrocławian jako Czasoprzestrzeń, jest imponującej wielkości halą, do której przyklejony jest Klub Łącznik – to właśnie w nim odbywają się wszystkie koncerty.
Organizatorzy stawiają na brak ograniczeń gatunkowych, dlatego wybierając się wieczorem na koncerty można spotkać się z szerokim spektrum stylistycznym, od popu, przez rock i elektronikę, aż po muzykę alternatywną. Każdy, kto wpadnie do Łącznika, choćby przypadkowo, znajdzie tam coś dla siebie. Sami artyści wybierali się przez dziesięcioosobowe jury, które przesłuchuje wszystkie demówki nadesłane przez twórców z całego Dolnego Śląska. Pośród wybranych muzyków znajdują się zarówno tacy z tysiącami słuchaczy na Spotify w miesiącu, jak i tacy, których odsłuchania liczyć można w dziesiątkach. Każdy twórca, mniejszy czy większy, ma szansę się wypromować.
Festiwal oferuje nie tylko zapadające w pamięć koncerty, ale posiada również elementy edukacyjne. Każdego dnia wrOFFu organizowane są konferencje i warsztaty mające na celu uświadamianie dolnośląskim muzykom oraz publiczności jak działa branża muzyczna. Prelegenci dzielą się z widownią własnym doświadczeniem i zdobytą wiedzą, opowiadają historie ze świata muzyki, rozdają mnóstwo rad i wskazówek, aby początkujący artyści nie popełnili tych samych błędów, co oni, a także by byli lepiej rozeznani ze światem, w który wchodzą.

Rozmowy o muzyce
Podczas tegorocznej edycji każdy z trzech dni festiwalu otwierały konferencje, na które bilety zakupić można było zarówno przez stronę internetową, jak i stacjonarnie u wolontariuszy. Tematy prowadzonych konferencji obracały się wokół muzyki, lecz każda z nich dotykała zupełnie innych jej aspektów. Mateusz Kredens opowiadał o tym, w jaki sposób początkujący twórcy mogą przybliżyć się do słuchaczy, nie bombardując ich masą treści reklamowych, a w przyjemny sposób zachęcając publikę do zapoznania się z ich muzyką. Podczas spotkania z Ewą Bujak, osoby z widowni miały szansę dowiedzieć się nieco więcej na temat zdrowia psychicznego w branży muzycznej, natomiast wszyscy ci, którzy wybrali się na spotkanie z Rafałem Marczakiem mogli dowiedzieć się, w jaki sposób artyści powinni budować fanbase podczas granych koncertów. Anatomia piosenki – czym różni się piosenka alternatywna od mainstreamowej? – tak natomiast brzmiał temat spotkania prowadzonego przez Kubę Antkowiaka.
Poza konferencjami osoby zainteresowane festiwalem mogły wziąć również udział w speedmeetingach. Była to świetna okazja do poznania i porozmawiania z osobami pracującymi na rynku muzycznym, zwykłymi miłośnikami dobrej muzyki, a nawet artystami. Tuż przed koncertami odbywały się także spotkania jeden na jeden oraz Dobry Wywiad w Praktyce.

Koncerty w Łączniku
Gdy niebo oblewało się różem i fioletem, a teren zajezdni tramwajowej rozświetlały girlandy lampek, nadchodził czas na koncerty, których wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali. Ludzie tłumnie gromadzili się pod sceną w Klubie Łącznik. Niektórzy popijali piwo zakupione chwilę wcześniej w barze, inni delikatnie się kołysali w oczekiwaniu na pojawienie się zespołu. Jeszcze inni prowadzili ożywione rozmowy dotyczące konferencji, w których danego dnia wzięli udział. W momencie, gdy na scenie, zza oparów niebieskawej mgły, wyłaniali się artyści, witani byli głośnymi okrzykami oraz szczerymi oklaskami. Pierwszym zespołem, który zapoczątkował tegoroczny ciąg koncertowy, był SAFE WORD. Tuż po nim zagrali Mysłaki, DONIKĄD, Kixi oraz Moa Tears. Następnego dnia, w sobotę, wystąpili TANTFREAKY, Snowman Skeletons, Uranus Space Club, Sienia i Beach Cruisier. Ostatniego dnia wrOFFu na scenie zagościli kilka czułości, Purple Strain, oda nova, Norbi & Wika. Idealnym zwieńczeniem trzech dni festiwalu okazał się Monsier Premiere, którego występ porwał wszystkich do tańca.
Z racji, że w tym roku zaangażowałam się w wolontariat podczas wrOFFU, nie udało mi się wysłuchać wszystkich artystów. Natomiast obecność na pięciu występach uważam za naprawdę niezły wynik. Olbrzymie wrażenie zrobili na mnie Norbi & Wika, których piosenki wyśpiewywane były na całe gardło przez znaczną część publiczności. Sama również niezwykle dobrze bawiłam się podczas dwukrotnego przesłuchania Niebieskiego kwiatu oraz Znużonego głosu. Oba te utwory przeniosły mnie w pewne oniryczne przestrzenie, w których mogłabym tkwić jeszcze dłużej. Snowman Skeletons, których piosenki utrzymane były w stylu amerykańskiej muzyki drogi, również niezwykle mi się podobały. (Choć muszę przyznać, że białe maski przysłaniające twarze członków zespołu były nieco creepy.)
Oda nova – jej delikatny głos i senna muzyka też wywarły na mnie olbrzymie wrażenie. Podobnie jak zespół DONIKĄD i Monsieur Premiere, którzy natomiast porwali mnie znacznie żywszym i bardziej rockowym brzmieniem. Kręcąc się po terenie Czasoprzestrzeni jeszcze przed nadejściem koncertów miałam okazję podsłuchać próby Moa Tears. Straszliwie żałowałam, że nie mogłam zostać na ich koncercie, bo czuję, że i on niezaprzeczalnie by mnie oczarował.

Kawa z tramwaju i krzyżówki
Uczestnicząc w festiwalu po raz kolejny jako wolontariuszka, jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że była to właściwa decyzja. Jest to naprawdę fantastyczny sposób na jeszcze lepsze i dogłębniejsze przeżycie tak hucznego wydarzenia. Czy momentami było męcząco? Owszem, natomiast możliwość doglądania prób zespołów, czy chociażby wdychanie atmosfery zza kulis było tego warte. Do moich zadań należało sprawdzanie biletów i wydawanie festiwalowych opasek, sprzedawanie merchu, pomoc przy obsłudze stolików z jedzeniem i piciem. Odpowiadałam również za dostarczanie plakietek artystom i prelegentom oraz czuwanie nad nad spokojnym przebiegiem festiwalu. Dzięki temu, że przez całe dnie kręciłam się między główną halą a Łącznikiem mogłam uczestniczyć prawie we wszystkich konferencjach i koncertach.
Drugiego dnia temperatura na zewnątrz dramatycznie wzrosła i słońce raziło w oczy. Podczas przerwy schowałam się w schłodzonej strefie chillu, zaszywając się na jednym z leżaków z książką i kawą zakupioną w tramwajowej kawiarni stojącej tuż przed Czasoprzestrzenią. Z klubu obok dochodziły mnie przygłuszone odgłosy prób zespołów, które rozpływały się w gorącym powietrzu, roznosząc je po całym wrocławskim Biskupinie. Przyniesione przeze mnie krzyżówki także wędrowały od jednego wolontariusza do drugiego. W którymś momencie spostrzegłam, że rozwiązuje je z nami jeden z członków z zespołu. Popularnością – poza krzyżówkami – cieszył się także stół do ping-ponga rozłożony w samym sercu hali. Co chwilę rozbrzmiewał cichy stukot odbijanej piłeczki, malując pod moimi powiekami obrazy z Wielkiego Marty’ego.
WroFF Showcase bezsprzecznie trafił do grona moich ulubionych festiwali, w którego następnych edycjach już nie mogę doczekać się wziąć udziału. Dzięki niemu zaznajomiłam się z muzyką kilku rewelacyjnych zespołów, o których istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia. Dodatkowo poznałam ciekawe osoby, które podobnie do mnie, interesują się muzyką oraz liznęłam odrobinę wiedzy z branży muzycznej. Czy festiwal ten uzmysłowił mi, że mniej znani dolnośląscy artyści mają wiele do zaoferowania? Zdecydowanie!

Fot. nagłówka: Karolina Sobotko/Gazeta Kongresy

