Ile znaczy jeden moment? Jak ważny jest humor? Tego możemy dowiedzieć się z wystawy poświęconej retrospektywnej ekspozycji fotografii Elliotta Erwitta. Od 20 marca 2026 roku w warszawskim Domu Spotkań z Historią można obejrzeć blisko 130 zdjęć tego mistrza. Co czeka odbiorców na miejscu? Zwykły przegląd archiwaliów, czy może coś więcej?
Wyczulony na codzienność
Elliott Erwitt to wybitny fotograf, od którego prac początkujący fotografowie zaczynają swoją edukację. W branży stał się postacią absolutnie ikoniczną, przez co jego dorobek nie jest obcy kolegom po fachu. To kluczowy przedstawiciel nurtu fotografii humanistycznej, który podróżował po całym świecie, dokumentując wydarzenia społeczno-polityczne XX wieku.
Za pomocą aparatu przedstawiał codzienność celebrytów, polityków, artystów oraz zwykłych ludzi. Przed jego obiektywem stawali chociażby John F. Kennedy, Fidel Castro, Che Guevara, Humphrey Bogart, Grace Kelly, Andy Warhol, Marilyn Monroe. Ponadto był członkiem prestiżowej agencji fotograficznej Magnum oraz działał na zlecenie największych redakcji pokroju „Life”, „Look”, czy „Time”. I chociaż dla pewnej części społeczeństwa sam autor może być nieznany, pytanie brzmi: czy jego zdjęcia również?
Elliott Erwitt pojawiał się z aparatem zarówno na salonach, jak i na ulicach zwykłych miast. Nieważne gdzie robił zdjęcia, łączył je wspólny mianownik. Według tego, co możemy przeczytać na stronie DSH:
Szukał w ludziach piękna, prawdy, zaś będąc wobec nich szczerym, portretował ich trochę na poważnie, a równocześnie żartobliwie. Najsłynniejsze fotografie Erwitta są całkiem serio, a trochę nie, pozwalają spojrzeć na siebie z dystansu, są afirmacją życia i wywołują uśmiech na twarzy oglądających.
Sam artysta wychodził z założenia, że „fotografia to sztuka obserwacji, polegająca na znalezieniu czegoś interesującego w zwyczajnym miejscu”. Właśnie to widzimy w jego klatkach. Niezależnie czy oglądamy serię „Dogs”, w której Erwitt uwieczniał psy oraz ich opiekunów, czy zdjęcia poświęcone legendzie kinematografii, Marilyn Monroe – zawierają one decydujące momenty, dawkę humoru, ale też czułości.

Oczy społeczeństwa
Elliott Erwitt zgromadził za życia pokaźny katalog najróżniejszych fotografii. Z roku na rok budował pozycję w branży, jednocześnie tworząc zapis swoich czasów (a więc drugiej połowy XX wieku). Przy użyciu aparatu zatrzymywał sceny, które kojarzymy, lecz nie do końca wiemy skąd. Był świadkiem wielkich wydarzeń, które zgrabnie uwieczniał, będąc tam gdzie trzeba.
Poniekąd taka jest właśnie rola fotografa – pozostać niezauważonym i tworzyć zapis codzienności. Być oczami społeczeństwa. Nie figurować na pierwszych stronach gazet, a jedynie wykonywać zdjęcia osobom, wydarzeniom, które się tam znajdą. Nie wyklucza to oczywiśie tego, że fotografowie także bywają rozpoznawalni; nigdy jednak do tego stopnia co aktorzy czy sportowcy.
Jeżeli spojrzymy na dorobek Erwitta przedstawiony w warszawskim DSH właśnie w ten sposób, otworzy nam się dodatkowa ścieżka interpretacji. Zauważymy pojedyncze klatki, choć niezwiązane ze sobą bezpośrednio, tworzące zapis kondycji pokolenia. Tylko czy taki zbiór, bez narracyjnego spoiwa, jest w stanie to wyrazić?
Retrospektywa
Konfrontując się z dorobkiem amerykańskiego fotografa jeszcze przed wystawą, możemy dostrzec jego różnorodność. Zdjęcia polityczne, humanistyczne, lifestylowe w tysiącach kopii. Stąd rodzi się pytanie: jak to wszystko uporządkować i przedstawić odbiorcy? I tu z pomocą przyszedł sam Elliott Erwitt, który u schyłku kariery postanowił uporządkować swoje zbiory, co poskutkowało stworzeniem katalogu fotografii podsumowujących jego dokonania.
Przychylność i chęć autorskiego dobrania zdjęć do wystawy ułatwiły wybór materiałów, dzięki czemu mogły zostać one użyte w wystawie DSH. Początkowo zamysł był inny – publika warszawskiej galerii miała obejrzeć ekspozycję poświęconą konkretnie fotografiom Elliotta Erwitta wykonanym w Polsce. Niestety, prace zatrzymała śmierć artysty. Możemy o tym przeczytać w tekście kuratorskim:
Elliott Erwitt nie zdążył przygotować pierwszej selekcji swoich nieznanych zdjęć z Polski. Niemniej wierzymy, że w przyszłości we współpracy z Magnum Photos zrobimy to i zaprezentujemy je w DSH. Tymczasem zapraszamy na pierwszą w Polsce retrospektywę Elliotta Erwitta prezentującą 130 zdjęć (…).

Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia
Prace Erwitta rozmieszczono na czterech płynnie zmieniających się salach. To cała przestrzeń wystawiennicza, jaką dysponuję DSH. Już na pierwszy rzut oka widzimy, że będziemy mieli do czynienia z klasycznym ułożeniem fotografii – rama obok ramy. Widz po samym wejściu dostrzeże również pojedyncze nadruki na ścianie.
Ekspozycja nie ma żadnej chronologii, nie towarzyszy jej żadna narracja. To prezentacja archiwum. Pomimo braku narzuconej opowieści wizualnej, każdy z kadrów opowiada swoją własną historię. Ta konstelacja momentów siłą rzeczy zawiera w sobie opowieść o świecie, który Elliott Erwitt widział przez wizjer aparatu.
W przypadku prezentacji dorobku jednego fotografa, taki zabieg nie sprawia problemu w odbiorze. Można odnieść wrażenie, że fotografie układają się w zbiory tematyczne, jednak nie zostało to zasugerowane odbiorcom. Na początku oglądamy prace, które wydają się wizytówkami warsztatu Elliotta Erwitta. Zmierzając w głąb galerii, napotykamy kadry o tematyce dokumentalno-ulicznej, żeby w dalszym etapie dotrzeć do zdjęć polityków, celebrytów oraz artystów.
Kilka fotografii na ścianach – i co dalej?
Z pozoru ekspozycja „ELLIOT ERWITT. RETROSPEKTYWA” to 130 zdjęć wywieszonych obok siebie na niewielkiej przestrzeni. W rzeczywistości to jednak coś więcej. Kuratorki nie silą się tutaj na nietypową formę wizualnej opowieści, gdyż nie ma takiej potrzeby. Zawieszone ramy oglądamy z przyjemnością, niczym kadry ulubionego filmu. Płynnie wertujemy wzrokiem tematy, kolory, postaci.
Oddajemy się historiom ze zdjęć i nagle stoimy przy wyjściu. Płynne przejścia między sekwencjami to największy atut wydarzenia. Twórczynie wystawy nie miały łatwego zadania, gdyż musiały rozmieścić na niewielkiej przestrzeni ponad setkę zdjęć. Wychodzi na to, że się udało, ponieważ po dotarciu do końca nie czujemy się przytłoczeni.

Moc fotografii
W dobie mediów społecznościowych, zdjęcia nam spowszedniały. Każdego dnia jesteśmy zalewani setkami wirtualnych obrazów. Trzeba zaznaczyć, że w zdecydowanej większości są one autorstwa użytkowników portali, a nie profesjonalnych fotografów. Przecież każdy obecnie potrafi zrobić zdjęcie smartphonem, więc co to za różnica?
Ogromna. Szczególnie dzisiaj, w czasach nadmiaru materiałów wizualnych, potrzebujemy jakościowych opowieści. Właśnie takich, które tworzył Elliot Erwitt. Pełnych czułości, humoru i cierpliwości do kluczowych momentów. Tylko tak możemy w adekwatny sposób stworzyć zapis wydarzeń, które będą znaczące dla historii naszego pokolenia.
W zrozumieniu tego podejścia pomaga właśnie wystawa „ELLIOT ERWITT. RETROSPEKTYWA”. Konfrontacja z wydrukowanymi, nieruchomymi zdjęciami mistrza skłania nas do namysłu. Pomimo że to tylko prezentacja archiwum, widz może dostrzec jaka siła tkwi w fotografiach definiujących rzeczywistość.
Wystawa pozostaje dostępna w warszawskim Domu Spotkań z Historią do 20 września 2026 roku.
Fot. nagłówka: Kacper Lipka

