Bezlitosne upały, które w ostatnich dniach dały się nam wszystkim we znaki, przynoszą ze sobą jednak wesołą obietnicę – nadchodzi lato, a wraz z nim długie wakacyjne dni. Pora na długo wyczekiwany odpoczynek – zanurzenie w dobrej książce, odkrycie nowego serialu czy soundtracku idealnego do wszystkich nadchodzących przygód. Jeśli nie udało wam się jeszcze ich znaleźć, redaktorki z zespołu kultury „Gazety Kongresy” mają w swoim podorędziu kilka pomysłów godnych polecenia!
Absolutni debiutanci
Netflixowy serial Absolutni debiutanci wykorzystuje znany przepis na klasyczny motyw coming of age – pomaturalne wakacje, dwójka przyjaciół poszukująca swojej życiowej ścieżki i idylliczne polskie morze. Pomysł może na papierze wydawać się bezpieczny, wręcz asekuracyjnie sztampowy, ale jego wykonanie potrafi wielokrotnie zaskoczyć. Fenomenalnie zagrani bohaterowie, Niko (Bartłomiej Deklewa) i Lena (Martyna Byczkowska, znana także z serialu 1670), wyruszają na nadmorskie wakacje, by nakręcić film, który otworzy im drogę do wymarzonej filmówki. Jak zwykle, nic nie wychodzi tak, jak można by się tego spodziewać. Odwieczni przyjaciele muszą się zmierzyć z własną wrażliwością i trudami dorastania do prawdziwej autonomii, odkrywając przy tym, że „świat dorosłych” może być zupełnie inny, niż dotąd im się zdawało. Jest prowokatorsko, ale przede wszystkim po prostu szczerze. To serial, który potrafi rozbawić, wzruszyć, ale i zachwycić – brakuje nam na naszym polskim podwórku tak pięknie nakręconych produkcji. Mamy tu do czynienia z zaledwie sześcioma odcinkami pełnymi nostalgii i młodzieńczej niepewności, jednak ujętej z niepowtarzalnym urokiem i najprawdziwszą letnią lekkością. (Julia Kardas)

My kobiety z ADHD
My kobiety z ADHD autorstwa Oli Pflumio to publikacja składająca się z jedenastu wywiadów poruszających temat diagnozy oraz funkcjonowania kobiet z ADHD, a także sposobów radzenia sobie z objawami. W książce znajdują się rozmowy zarówno z kobietami opowiadającymi o swoich doświadczeniach z diagnozą, jak i z psycholożką oraz psychiatrą. Zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi przez wiele lat był diagnozowany znacznie częściej u chłopców niż u dziewczynek. W ciągu ostatnich dwudziestu lat temat ADHD u kobiet zyskał jednak większe zainteresowanie wśród badaczy i psychiatrów. Zauważono, że u kobiet objawy mogą manifestować się w częściowo odmienny sposób, co doprowadziło do stopniowego dostosowywania kryteriów diagnostycznych. Szerzenie wiedzy w tym zakresie jest niezwykle ważne, ponieważ wciąż funkcjonuje stereotypowy obraz chłopca z ADHD, przez co wiele kobiet pozostaje bez diagnozy lub otrzymuje ją dopiero w dorosłym życiu. My kobiety z ADHD to publikacja, z którą zdecydowanie warto się zapoznać – niezależnie od tego, czy ktoś zmaga się z ADHD osobiście, czy jest bliską osobą takiej osoby, czy po prostu chce lepiej zrozumieć doświadczenia innych. (Maria Stanisławska)

you seem pretty sad for a girl so in love – Olivia Rodrigo
Choć Olivia Rodrigo już od dłuższego czasu podbija świat muzyki, tak dopiero teraz i mnie udzieliła się prawdziwa obsesja na punkcie jej najnowszego albumu. „you seem pretty sad for a girl so in love” to trzeci krążek w karierze wokalistki i – jak rozpisują się na ten temat wszelkie media – najbardziej dojrzały. Składa się on z trzynastu piosenek, razem tworzących poruszającą historię o miłości, lęku i zerwaniu. Melancholia i nostalgia przeplatają się z ekscytacją i motylami w brzuchu. Olivia Rodrigo nie tyle śpiewa, co snuje opowieści, w których analizuje nie tylko relację miłosną, ale przygląda się również temu, co dzieje się w środku osoby, która jest ponoć zakochana. Tak jak w „drop dead” czy w „stupid song” wyraźnie czuć fascynację i kompletne zauroczenie drugą osobą, której panicznie pragniemy, tak w piosenkach „the cure”, „less” bądź „whats wrong with me” zarysowuje się już znacznie inna sytuacja. Przeważać zaczyna rozczarowanie, smutek i dziwna pustka rosnąca w sercu. Pojawia się także kwestionowanie własnej tożsamości w związku, który z zewnątrz wydaje się idealny.
W porównaniu z poprzednimi albumami 23-letniej artystki, ten jest znacznie mniej rockowy, łączy dream pop z akustyką, a pojawiające się od czasu do czasu chórki w tle dodają wyraźnego dramatyzmu. Znajdują się tu utwory, do których można zarówno tańczyć w euforii, jak i płakać do poduszki. Olivia Rodrigo kołysze nas na huśtawce emocji, od których nie sposób jest się oderwać. Dawno już nie natrafiłam na album, przy którym narasta we mnie tyle tak różnych emocji. (Karolina Sobotko)

Slayyyter – WOR$T GIRL IN AMERICA
Lato to czas wzmożonego życia towarzyskiego w outdoorowych warunkach. Imprezy na powietrzu kwitną, więc warto uzbroić się w repertuar, dla którego przynajmniej warto się spocić. „WOR$T GIRL IN AMERICA” to miks inspiracji, frustracji i uniesień, z którego wyłania się album łączący electropop, punk i rap – zaskakująco spójny i niezaprzeczalnie unikalny. Jak stwierdziła artystka, to płyta stworzona z tego, czego słuchała na swoim iPodzie. Co na nim było? U2, Madonna i Kanye West.
Płyta zawiera czternaście utworów, skrojonych do jednego – tańca. Nie brakuje na niej zarówno ciężkich dropów, elektryzujących beatów jak i wściekłego wokalu, w których można się zatracić. Słuchając tej płyty, słyszę sobotnią imprezę w dusznym klubiku lub spontaniczną domówkę na tarasie. Do tego albumu wstaniecie, by zatańczyć, nawet po serii swoich ulubionych hitów. Wyobraźcie sobie współpracę Lady Gagi z Nine Inch Nails – tak właśnie brzmi Slayyyter. Tego połączenia trzeba spróbować. (Dominika Miziołek)

Kino letnie
Kiedyś końcówka czerwca kojarzyła mi się z zakończeniem roku szkolnego, a teraz z początkiem pokazów kina letniego. To inicjatywa organizowana przez wakacyjne miesiące w wielu miastach całej Polski, m.in. Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku czy Rzeszowie. Projekcje zazwyczaj odbywają się po zachodzie słońca, a repertuar jest zróżnicowany: od zagranicznych i polskich klasyków, po produkcje, które jeszcze chwilę temu mogliśmy obejrzeć na dużym ekranie.
To świetna okazja, aby nie zmarnować wieczoru przed telewizorem, spędzić czas z kimś bliskim w otoczeniu natury i móc delektować się kawałkiem dobrego kina, na własnych warunkach. Cena – 0 złotych. Wady? Poza komarami (na które można się przygotować) – brak. Przynajmniej jeden letni seans jest dla mnie obowiązkowy i serdecznie zachęcam, by spróbować tej aktywności! (Dominika Miziołek)

„Susza” Neal Shusterman

Za nami pierwsze (za) gorące dni w tym roku. Ale hej – mogło być znacznie gorzej. Przynajmniej mamy dostęp do wody pitnej, możemy w każdym momencie wziąć prysznic i nie musimy walczyć z sąsiadami o przetrwanie.
W Suszy Neala Shustermana wszystkie te oczywistości nagle znikają. W Kaliforni zaczyna się najdoktliwsza susza od stuleci. Z kranów przestaje lecieć woda. Państwo i instytucje okazują się bezradne w obliczu kryzysu. Ludzie zdani tylko na siebie tracą człowieczeństwo.
Historię kryzysu śledzimy z perspektywy grupki nastolatków, którzy pozostawieni sami sobie, muszą rozpocząć walkę o przetrwanie. Po drodze rzecz jasna podejmują kilka głupich decyzji, jak przystało na survivalową młodzieżówkę.
Książkę czyta się wyjątkowo szybko. Jest wciągająca i mimo tematyki lekka w odbiorze. Skłania do refleksji nad katastrofą klimatyczną, ale finalnie to głównie dobra rozrywka. Idealnie nada się na plażę czy na długą podróż w dusznym pociągu (gwarantuje wzmocnienie doznań. (Magdalena Lis)
Jeśli obawiacie się letniej nudy, te propozycje będą niczym odświeżający powiew wiatru. Niezależnie od tego, czy wolicie porywające książki, wciągające seriale czy po prostu kawał dobrej muzyki, zawsze znajdzie się coś wartego waszej uwagi – a redaktorzy z działu kultury nie biorą urlopu od odkrywania tych drogocennych perełek!
Fot. nagłówka: Julia Kardas/Gazeta Kongresy

