Przejdź do treści

Lizbońska Europa – Walka o Byt

blue flag on pole near building

Z ust polityków często daje się usłyszeć wiele opinii na temat Unii Europejskiej. Głosy te odwracają uwagę społeczeństwa od kluczowych problemów, z którymi spiera się dzisiaj wspólnota europejska, jak wspólna polityka imigracyjna lub zagraniczna. Sam fakt, iż społeczeństwa europejskie nie znają struktury Unii, stawia ją pod ścianą. Borykamy się z powszechnym niezrozumieniem europejskości – podstawowych zagadnień prawnych oraz wartości. Stan ten utrzymuje się od momentu podpisania Traktatu Lizbońskiego lub poprzedzającej propozycji wprowadzenia Konstytucji dla Europy. Ponadto sprytny sposób przejścia pomiędzy tymi dwoma aktami przysporzył wielu argumentów eurosceptykom lub brexitowcom. Traktat Lizboński wprowadzony ostatecznie w 2009 roku wykrystalizował w największym stopniu kształt obecnej Unii, tym samym wykopał dla niej kilkumetrowy grób.

Unia bez twarzy

Początkowo system Unii Europejskiej budził na arenie międzynarodowej wątpliwości, ze względu na brak osobowości prawnej. Traktat z Maastricht, który powołał w 1993 roku do życia Unię, nie przyznawał jej podmiotowości, co w połączeniu z możliwością zawierania przez nią umów budzi śmiech oraz niedowierzanie. Zresztą wielokrotnie głowy państw członkowskich zastrzegali, iż przepisy zawarte w umowach z Unią nie znajdują się w ramach jej kompetencji. W celu zobrazowania tego absurdu należy wyobrazić sobie dorosłego mężczyznę, który przychodzi do swojego kolegi obejrzeć mecz, ale w połowie drogi spotykają go jego rodzice i idą razem z nim. Wieczór na pewno był trochę dziwny, co najmniej dla gospodarza. O ile przykład może być trywialny, to jednak był to wówczas ogromny problem. Politycy musieli wymyślić sposób na przeobrażenie maminsynka w asertywnego osobnika; Z europejskiej przykrywki dla państw narodowych we wpływowego i poważanego gracza na arenie międzynarodowej.  

Kształt Unii Europejski zawarty w zapisach traktatu z Maastricht dzielił jej charakter działania na trzy filary. Pierwszy odnosił się do polityki wspólnotowej, która odnosi się do unii gospodarczej, czyli wspólnego rynku, wspólnej polityki rolnej i strukturalnej, unii walutowej i rozwoju regionów. O ile w pierwszym filarze znajdują się organizacje o charakterze czysto międzynarodowym, tak dwa pozostałe charakteryzują się już polityką międzyrządową (odpowiednio drugi filar – wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa; trzeci – współpraca policyjna i sądowa w sprawach karnych). Może się zdawać, że podział ten trwał aż do 2009 – kiedy to traktat lizboński ostatecznie został wprowadzony w życie – aczkolwiek z perspektywy praktycznej II i III filar pracowały na podstawie instytucji z I filaru. Wydaje się to zagmatwane, ale w uproszczeniu można powiedzieć o „wypożyczeniu tych instytucji” z I filaru. Tak również postrzega to środowisko prawnicze.

Fot. Uroczystość podpisania Traktatu z Lizbony

Spojrzenie z zewnątrz

Uwzględniając podmiotowość Unii oraz jej prawny ustrój, zmusiło to doktrynę międzynarodową do określenia Unii Europejskiej mianem organizacji szczególnej (sui generis), której rozwój jest w toku (in statu nascendi). Nie niesie to żadnych skutków prawnych, a jedynie porządkuje pewne nieścisłości.

Przebudzenie

Wzrost znaczenia Unii należy odnotować wraz z ratyfikacją Traktatu Amsterdamskiego z 1999 roku. Zdynamizował on rozwój instytucjonalny Unii Europejskiej i w pewnej formie utwierdził kierunek jej ewolucji. Ustanawiał on instytucje – o szczególnym charakterze – w dwóch pozostałych filarach (II i III), przy czym ich ustrój był dalej konkretyzowany w formie prawa pochodnego (czyli mające swoje źródło poza zapisami traktatowymi). Potwierdził to w swojej linii orzeczniczej Trybunał Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich. Również podmiotowość Unii – która wówczas nie została formalnie nadana – stawała się coraz poważniejsza, a symbolem tego było zawarcie umowy o pomocy prawnej i ekstradycji ze Stanów Zjednoczonych.

Końcowym krokiem – w procesie dojrzewania Unii Europejskiej – była ratyfikacja Traktatu z Lizbony w 2007 roku (w 2009 roku została faktycznie wprowadzona). Na podstawie art. 47 TUE Unia stała się podmiotem na arenie międzynarodowej oraz osobą prawną w ramach prawa krajowego państw członkowskich. Stała się następczynią Wspólnoty Europejskiej, a jej struktura została znacznie uproszczona w stosunku do jej poprzedniczki. Ujednolicono: system prawny, proces legislacyjny, proces decyzyjny. Sprecyzowano podział kompetencji między UE a państwami członkowskimi, przeprowadzono reformę instytucji unijnych, nadano Karcie Praw Podstawowych charakter prawny oraz umocniono rolę parlamentów narodowych wobec spraw zachodzących w strukturach UE (jest to sprawa wyjątkowo obszerna, nadająca się na objaśnienie w następnym artykule).

Wartości prawem

Od tego momentu za „Konstytucję” Europy uznaje się dwa traktaty: Traktat o Unii Europejskiej, który konkretyzuje ogólne zasady działania Unii oraz Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej regulujący bardziej szczegółowe zagadnienia. Na co warto zwrócić uwagę z tych dokumentów to artykuł 2 TUE, który traktuje o wartościach unijnych, które mają określać cele i fundamenty Unii:

„Unia opiera się na wartościach poszanowania godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, jak również poszanowania praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości”.

Art. 2 TUE

Pomimo iż mogą się one wydawać „pustymi hasłami”, to jednak są one głównym zapalnikiem między Warszawą i Brukselą. Do punktów spornych należy zwłaszcza rekonstrukcja sądownictwa, interpretowana przez instytucje unijne jako złamanie zasad podziału władzy, praworządności reguł państwa demokratycznego. Konflikt ten ciągle się rozwija i nie widać jego końca. Najlepszym sposobem na zrozumienie tej całej burzy to monitorowanie strony Archiwum Osiatyńskiego, które na ten moment najlepiej dokumentuje pogarszanie jakości praworządności w Polsce.

Fot. Archiwum Osiatyńskiego

Ponadto krytycy liberalnego ujmowania integracji podkreślają, że definicje wartości europejskich są interpretowane w taki sposób, aby zagwarantować wzrost znaczenia Unii w celu zmarginalizowania państw narodowych oraz realizacji projektu „imperium europejskiego”. Nie ma wątpliwości, że kryzys wartości to właśnie jeden z największych problemów, jaki Wspólnota Europejska ma przed sobą.

Krzyk topielca

Kompetencje nowej Unii wzrosły radykalnie, dzięki czemu nie jest ona już jedynie jakąś organizacją międzynarodową, ale również ponadnarodową (obie cechy się nie wykluczają). Unia Europejska cieszy się szczególną koncentracją kompetencji, uzyskała autonomię własnego systemu prawnego, który jest „ponad” prawem krajowym. Jej przepisy są stosowane bezpośrednio przez sądy krajowe i rządy państw członkowskich. Jej organy prawodawcze – szczególnie Parlament Europejski – cechują się znacznym wpływem na stan prawny wewnątrz państwa członkowskiego.

Właśnie ta kwestia budzi największe wątpliwości i sprzeciw eurosceptyków. W jakim stopniu możemy uznawać Polskę, Niemcy, Francję itd. za państwa suwerenne, gdy ich prawo jest komponowane przez organy międzynarodowe? W wyroku 11 maja 2005 roku Trybunał Konstytucyjny słusznie odrzucił twierdzenie skarżących, jakoby wraz z przystąpieniem do Unii Europejskiej Polska przystąpiła do „organizacji ponadnarodowej”, o której nie ma mowy w polskiej Konstytucji. Oskarżenia uznane zostały za niemające dostatecznych przesłanek prawnych opowiadających się za rozróżnieniem organizacji „ponadnarodowych” i „międzynarodowych”. Teza ta nie znajduje oparcia ani w prawie, ani też zapisach traktatu akcesyjnego. Można zatem wyciągnąć wniosek, iż Unia Europejska jest organizacją ponadnarodową, która tym samym, wpisuje się w cechy organizacji międzynarodowej.

W tym momencie można powiedzieć o dość zaawansowanym tempie rozwoju integracji europejskiej, co poniekąd wrzuca ją w spiralę krytyki. Wiadomo, że żadna siła polityczna nie chciałaby rozwiązania Unii Europejskiej, co najmniej na płaszczyźnie gospodarczej. Jednakże trudno sobie wyobrazić Viktora Orbana oraz Emanuela Macrona ściskających sobie dłoń, przy dużej różnicy poglądów na temat demokracji. Współczesność wydaje się nie mieć miejsca na 27 państw narodowych trudniących się – każde z osobna – problemem klimatycznym lub imigracyjnym. Wartości ratyfikowane w Lizbonie są minimum tego, co stawia przed nami przyszłość. Powinniśmy jedynie zadać w takim razie pytanie: czy tak pojmowana europejskość jest aktualna?  

O autorze

Artykuły

Uczeń Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Pawła II w Żarach. Interesuje się polityką, historią oraz prawem. Finalista 63 edycji Olimpiady Wiedzy o Polsce i Świecie Współczesnym.