W dniach 10-19 października odbyła się 41. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego, na którą zjechali się twórcy z całego świata. Wydarzenie to było prawdziwą ucztą dla miłośników kina, którzy na przestrzeni niecałych dwóch tygodni mieli możliwość uczestniczenia w seansach ponad 100 filmów. Dokumenty, dramaty i krótkometraże stanowiły zaledwie skrawek tegorocznego repertuaru.
Coś więcej niż kino – festiwal jako furtka dla debiutantów
Warszawski Festiwal Filmowy od lat niezmiennie stanowi miejsce, w którym swoje pierwsze kroki stawiają twórcy z całego świata. Wśród reżyserów, którzy gościli na festiwalu w poprzednich latach, znajdują się m.in. Paweł Pawlikowski, Michael Haneke, Ari Folman czy Lenny Abrahamson. Nim zdobyli oni liczne nagrody, w tym Oscary, Europejskie Nagrody Filmowe czy Złote Palmy, spotkać można ich było właśnie podczas tego festiwalu. Wydarzenie to jest również przestrzenią dla debiutantów, dla których festiwal jest idealna okazją do pokazania siebie i swojej twórczości oraz zaistnienia na międzynarodowej scenie.
Filmy, które można było obejrzeć podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego, podejmują tematykę uniwersalnych wartości, takich jak wolność czy sprawiedliwość, ale także rozważań egzystencjonalnych, odpowiedzialności społecznej oraz odwagi. Stanowią również przestrzeń dialogu i refleksji. Kino bowiem ma łączyć ludzi, a nie dzielić.
Jesień w kinach studyjnych
W tegorocznej edycji festiwalu filmy oglądać można było aż w siedmiu warszawskich kinach. Należały do nich: Kinoteka, Kino Atlantic, Kino LUNA, Kino Iluzjon, Kinomuzeum MSN, Varso Tower oraz Sala Pod Pelikanem. W każdym z nich wyświetlane były filmy należące do innej sekcji, a było ich piętnaście.
- W Kinotece widzowie mieli szansę obejrzeć filmy z sekcji: Konkurs 1-2, Konkurs międzynarodowy, Pokazy specjalne, Rodzinny weekend filmowy, Rodzinny weekend filmowy – krótkometraże dla dzieci. Do filmów należały m.in. Dziewczęta, Nino, Dom dobry, Dusza idealna, Brat, Ostatni wiking, Po polowaniu czy Chopin, Chopin.
- W Kinie Atlantic wyświetlano filmy z sekcji: Animus. Kino wartości, Konkurs filmów krótkometrażowych, Konkurs filmów dokumentalnych, Najlepsze polskie filmy krótkometrażowe 2025, Rodzinny weekend filmowy, Rodzinny weekend filmowy – krótkometraże dla dzieci. Do prezentowanych tam filmów należały m.in. Szpiedzy wśród nas, 3000 km na rowerze, Tajemnica Gwiaździstej Eskadry, Co do… kury?, Mężczyźni na tratwach czy Wojna o sztukę.
- W Kinie LUNA grano filmy z sekcji: Konfrontacje, do których należały m.in. Anioł Stróż, Dracula, Dawno temu w Gazie, Chronologia wody, Najbogatsza kobieta świata oraz Ostatnia sesja w Paryżu.
- W Kinie Iluzjon widzowie mogli obejrzeć filmy z sekcji: Kino, moja miłość, do których należały m.in. Noc amerykańska, Oko w oko z życiem czy Viridiana.
- W Kiniemuzeum MSN wyświetlane były filmy z sekcji: Wolny duch, do których należały m.in. Celtycka Utopia, Cięcie skał, Niebo, Wyspa dnia wczorajszego, a także Znaki Pana Śliwki.
- W Varso Tower obejrzeć można było filmy z sekcji: Kino w Chmurach, do których należały m.in. Światłoczuła, Amelia i Bałtyk.
- W Sali Pod Pelikanem wyświetlano zaś filmy z sekcji: Boom Generation. Bezpłatne pokazy dla seniorów, do których należały m.in. Prosta historia, Sztuka pięknego życia, Maria Callas oraz Wiosna Juliette.

Człowiek-kura i pies-pacynka, czyli dzień festiwalu okiem wolontariusza
Tej jesieni postanowiłam przyłączyć się do grona wolontariuszy pomagających w zorganizowaniu Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Było to moje pierwsze zetknięcie sie z tym festiwalem, dlatego też cieszę się, że miałam okazję przyglądać się mu zza kulis. Stacjonując w kinie Atlantic już po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że moja wolontariacka bluza przesiąkła słonym zapachem popcornu, który unosił się zarówno na korytarzach, jak i w salach kinowych. Do obowiązków moich oraz pozostałych wolontariuszy należało sprawdzanie biletów, kontrolowanie sal, rozdawanie kart do głosowania na plebiscyt publiczności, liczenie głosów oraz troszczenie się o gości zaglądających do kina. W Atlanticu wyświetlano filmy dokumentalne, reportaże oraz krótkometraże, w tym krótkometraże przeznaczone specjalnie dla dzieci. Prawie codziennie organizowane były spotkania Q&A z m.in. reżyserami i obsadą filmów, podczas których widzowie mieli szansę zadać nurtujące ich pytania i bliżej poznać ludzi stojących za produkcją przed chwilą obejrzanego filmu. Z mojego punktu widzenia pozwalało to na przełamanie pewnej niewidzialnej bariery dzielącej ludzi ulokowanych po dwóch stronach ekranu. Przemieszczając się po sali, by podać mikrofon chętnym, sama z wielkim zainteresowaniem przysłuchiwałam się zadawanym pytaniom i udzielanym na nie odpowiedziom. Czasem, po zakończeniu seansu, obserwowałam obcych ludzi, zarówno zwykłych widzów, ale także reżyserów, gromadzących się przed salą w mniejszych grupkach i dzielących się swoimi refleksami. Muszę przyznać, że było w tym coś magicznego – w tym, że się nie znali, ale wszyscy rozmawiali tym samym językiem, językiem filmu.
Zgłaszając się na wolontariat na festiwal filmowy, nie przypuszczałam, że będę na nim świadkiem tak wielu abstrakcyjnych zdarzeń. 13 października premierę miał film Co do… kury? i chyba nie skłamię, gdy powiem, że wszyscy tego dnia byli w szoku, gdy na ulicy Chmielnej w centrum Warszawy pojawiła się dwumetrowa kura zaczepiająca dziobem przechodniów. Pod kurzym opierzeniem krył się tak naprawdę Łukasz Puczko, polski lalkarz i specjalista od marionetek. Kilka dni później, gdy wraz z pozostałymi wolontariuszami czuwaliśmy pod salami, zjawił się ponownie – tym razem z psem-pacynką. Największą salwę śmiechu wywołał, gdy na korytarzu pojawił się prawdziwy pies, który najwidoczniej potraktował swego pacynkowego odpowiednika za realną istotę, bo zaczął ją ganiać. Przez ten jeden moment ludzie z zewnątrz zaglądali do kina nie po to, by obejrzeć film, lecz aby przyjrzeć się dwóm psom – jednemu prawdziwemu, drugiemu poruszanemu za pomoca sznurka – ganiającym się po holu głównym.
Do ciekawszych wydarzeń zaliczyć mogę również pokaz trików na rowerze rozgrywający się tuż pod ekranem na sali kinowej. Chłopakiem na rowerze był Inaki Mazza, mistrz BMX pochodzący z Brazylii i jednocześnie główny bohater filmu 3000 km na rowerze w reżyserii Ivana Vescovo. Spośród paru filmów, które udało mi się obejrzeć, był właśnie ten. Zobaczenie trików na wielkim ekranie wywarło na mnie wielkie wrażenie, natomiast przyglądanie im się na żywo było jeszcze ciekawszym doświadczeniem. W skrócie więc, Warszawski Festiwal Filmowy okazał się być nie tylko inspirującym wydarzeniem kulturalnym i przestrzenią do zapoznania się z wieloma intrygującymi filmami, ale także miejscem, w którym spotykają się przeróżne kultury i ludzie z naprawdę niezwykłymi pasjami.

Sold outy i szczęśliwa szóstka
Podczas festiwalu zdarzały się dni, kiedy wyprzedawane były wszystkie bilety na filmy i w kinie pełno było ludzi ustawiających się w długie kolejki, by wejść do sali. Niektórzy w ostatniej chwili wbiegali do kina, by pokazać bilet i pędem zająć miejsce, a byli też tacy, którzy na seans spóźniali się pół godziny. Sold outy powodowały małe zamieszanie, lecz to właśnie one wskazywały, które filmy cieszą się największym zainteresowaniem wśród widzów. Po zakończeniu projekcji, wraz z przydzielonym mi wolontariuszem, zbierałam głosy oddawane na plebiscyt publiczności. Po dokładnym przeliczeniu spisywaliśmy wyniki, aby na koniec festiwalu móc wyłonić ulubieńców widzów.
Mimo napiętego grafiku, udało mi się obejrzeć aż sześć filmów, z których każdy był zupełnie inny i miał w sobie coś wyjątkowego. Do mojej szczęśliwej szóstki należą: Komatogen, Mężczyźni na tratwach, 3000 km na rowerze, film krótkometrażowy Po prostu, Omaha oraz Światłoczuła, którą miałam przyjemność obejrzeć w Varso Tower. Wydaje mi się, że gdyby nie Warszwski Festiwal Filmowy, nigdy nie zapoznałabym się z żadnym z tych filmów, gdyż na co dzień nie sięgam po dokumenty ani reportaże. Jestem więc szczerze wdzięczna za tę możliwość i jednocześnie uważam, że naprawdę warto czasem chodzić na filmy w ciemno. Zawsze istnieje szansa, że wybrana produkcja nam się nie spodoba, ale czy istnieje lepsze uczucie niż zupełnie nieoczekiwane odkrycie filmu, który zmieni nasze postrzeganie świata i nas samych?

Fot. Karolina Sobotko/Gazeta Kongresy
Tegoroczni laureaci festiwalu
Jak co roku, jury wyłoniło laureatów Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Nagrody przyznane zostały w kategoriach, takich jak:
- Warsaw Grand Prix – Nino, reż. Pauline Loques
- Nagroda za najlepszą reżyserię – Dziewczęta, reż. Mike van Diem
- Konkurs 1-2 – Omaha, reż. Cole Webley
- Najlepszy Film Dokumentalny – Szpiedzy wśród nas, reż. Jamie Silverman, Gabriel Silverman
- Short Grand Prix – Koniec, reż. Ward Kayyal
Poza nagrodami przyznawanymi przez jury, wybrani zostali także zwycięzcy Plebiscytu Publiczności. Nagrody te przyznawane były w kategoriach:
- Filmy fabularne – Głos Hind Rajab, reż. Kaouther Ben Hania
- Filmy dokumentalne – Znaki Pana Śliwki, reż. Urszula Morga, Bartosz Mikołajczyk
- Filmy krótkometrażowe – Lift Lady, reż. Marcin Modzelewski
- Wolny Duch – Cięcie skał, reż. Sara Khaki
Fot. Karolina Sobotko/Gazeta Kongresy

