Sport to rywalizacja, emocje, piękne historie, ale przede wszystkim polityka. Można się z tym nie zgadzać, można się buntować, ale jednostkowe tupnięcie lewą nogą na znak protestu przeciwko Erdoganowi, Putinowi, Infantiniemu, czy innym koryfeuszom sportwashingu, nie wywoła choćby mrugnięcia. Trawa jest zielona, niebo jest niebieskie, sport to polityka. To samo w sobie nie jest złe, nie świadczy, o tym, że ludzkość zawiodła. Sport w polityce można wykorzystać dla szeroko pojętego dobra. Nie ma wielu lepszych narzędzi, choćby z historycznych względów, do promocji pokoju i tolerancji. Z zawodem mamy do czynienia dopiero w tym miejscu, gdyż z jakiegoś powodu sport wykorzystujemy do promocji szaleństwa, destabilizacji i wybielania ludobójstwa.
Grotestkowa nagroda FIFY
Niełatwo znaleźć sportową federację nieskażoną smrodem sportwashingu. Ba, nawet trudno o pojedynczego, nieumoczonego w nic działacza. W tej FIFIE to jednak przesadzili. Gianni Infantino wraz z ekipą osiągnęli Himalaje sportwashingu.

Federacja koordynująca świat profesjonalnego futbolu proponuje przyznawanie FIFA Peace Prize. Pomysł ten nie byłby wcale tak kontrowersyjny i bezczelny, gdyby nie jej działania. FIFA wcielająca się w rolę sędziego pokoju, odznaczającego osobę, która dla dobra tego świata podjęła najwięcej skutecznych i odważnych działań wygląda tak, jakby pirat drogowy wybierał najbezpieczniej jadącego kierowcę, fast-foodowa sieciówka wyróżniała najlepszego dietetyka, czy papież odznaczał antychrysta roku. Skandalicznie groteskowe.
Raków Częstochowa, Maccabi Hajfa, skandaliczny transparent i brak konsekwencji
Ale skoro już ta nagroda jest, to być może warto wyjść z inicjatywą nominacji. Ode mnie: Raków Częstochowa, cały sztab, władze, kibice i polscy dziennikarze obecni na meczu Maccabi Hajfa – Raków Częstochowa. Za cierpliwość i spokój wobec skrajnie nieprofesjonalnego traktowania ze strony izraelskiego rywala.
Sam fakt, że ten mecz się odbył już pozostawia wiele do życzenia, ale do tego jeszcze dojdziemy. Spotkanie odbyło się na Węgrzech. Izraelscy kibice przyszli na widowisko z transparentem o treści „Murderers since 1939”. Hasło zostało skierowane do Polaków. Transparent sugeruje, iż w Polsce mamy do czynienia od grubo ponad 80 lat z systemowym antysemityzmem.
Ba, wskazuje na to, że w trakcie II Wojny Światowej ramię w ramię z hitlerowcami dokonywaliśmy zbrodni na narodzie żydowskim – jest to oczywiście historycznym kłamstwem. W gronie Sprawiedliwych wśród Narodów Świata jest najwięcej Polaków. To najwyższe odznaczenie nadawanie nie-Żydom za ratowanie Żydów przed Holokaustem.
Maccabi Haifa fans held a banner saying “MURDERERS SINCE 1939” during a match against a Polish team in Hungary. It looks like Israeli fans couldn’t cope with the defeat. pic.twitter.com/Qfg1vsBAih — Judgy Emoji (@JudgyEmoji) August 15, 2025
Tydzień później ukarano kibiców Rakowa Częstochowa za odpalenie środków pirotechnicznych. Na informację o karze dla Maccabi czekamy do dziś.
„Komisja Kontroli, Etyki i Dyscypliny UEFA wyda decyzję w tej sprawie w stosownym czasie, jednak dokładna data nie została jeszcze ustalona. W tym momencie nie mamy żadnych nowych informacji” – napisała UEFA w swoim oświadczeniu na temat skandalicznego wydarzenia.
Oświadczenie było odpowiedzią na prośbę dziennikarzy Kanału Sportowego, zostało opublikowane w połowie października. Decyzji nie mamy do dziś, a UEFA podlega FIFA. Możemy więc śmiało powiedzieć, że realizuje ich politykę charakteryzującą się wyjątkową wybiórczością. Na występki i zbrodnie Izraela oko się przymyka.
FIFA nie słyszała o ludobójstwie w Gazie albo po prostu robi interesy z mordercami i trudno im przestać
Słyszymy głupkowate usprawiedliwienia, ukazujące rzeczywistość w cukierkowych barwach, smakach i zapachach, a jednocześnie spluwające w twarz ofiarom ludobójstwa w Strefie Gazy – kto bowiem jednocześnie każe wyciągać rękę barbarzyńcy i jego ofierze, zrównuje te dwie strony ze sobą. W idei pokoju nie chodzi tylko o to, by za wszelką cenę było spokojnie, istotnym jest także wskazanie kto jest oprawcą, kto ofiarą.
Oprawca ponosi konsekwencje, ofiara otrzymuje tak wysoką rekompensatę, jak jest to możliwe – cierpienie jest walutą, której nie da się przeliczyć na jakiekolwiek pieniądze, czy dobra materialne. Ofiara ma swoją godność, trzeba o nią zadbać – stawianie jej na tej samej płaszczyźnie co oprawcę poniekąd ją z tej godności obdziera. To właśnie robi FIFA.
„W FIFA dążymy do wykorzystania siły futbolu do jednoczenia ludzi w podzielonym świecie. Myślimy o tych, którzy cierpią z powodu licznych konfliktów istniejących dziś na całym świecie, a najważniejsze przesłanie, jakie futbol może obecnie przekazać, to przesłanie pokoju i jedności” – zadeklarował Gianni Infantino w obliczu coraz częściej pojawiających się głosów na temat wykluczenia Izraela z rozgrywek organizowanych przez FIFA.
FIFA dewaluuje cierpienie Palestyńczyków
Pokój i jedność to wspaniałe wartości, pod warunkiem, że je dobrze rozumiemy. Jednoczenie ludzi jest ważne, ale w pierwszej kolejności patrzy się na fakty – kto dokonał krzywdy, komu krzywdy dokonywano. Z perspektywy czasu, nikt nie wyobraża sobie, by w 1917 pozostali, żywi Ormianie mieli podawać ręce Turkom. 27 stycznia 1945 sowieccy żołnierze wyzwalając Auschwitz-Birkenau nie kazali Żydom i nazistom przekazywać sobie znaku pokoju.
Dzisiaj Gianni Infantino kreuje się na strażnika wartości. Zupełnie poważnie mówi o mitycznym przesłaniu pokoju i jedności, byle tylko nie powiedzieć, kto dokonał ludobójstwa w Strefie Gazy. Bo, choć rozejm rozejmem, skutki krwawej polityki Izraela będą się odbijać na Palestyńczykach jeszcze bardzo długi czas. Koniec wojny nie oznacza, że od razu wszyscy otwierają najdroższego szampana, śpiewają „We are The World” i padają sobie w objęcia, choć pewnie myśli tak Donald Trump – według pogłosek, główny pretendent do najnowszej nagrody FIFY.

Dokonajmy metaforycznej sublimacji – gdyby zamienić działania FIFY na ilość śliny, którą ta organizacja strzela niczym z karabinu wszystkim porządnym miłośnikom futbolu prosto w facjatę – wyszłyby hektolitry. Organizacja, która nie wie co to pokój, nienawidzi go wciąż realizując politykę „silni wobec słabych, słabi wobec silnych”, wymyśliła pokojowego Nobla 2.0 – i chce go dać Trumpowi.
Donald Trump podobno faworytem do nagrody FIFA
Gdyby jeszcze FIFA miała interes w stawianiu pomników Donaldowi Trumpowi, byłoby to trochę bardziej jasne. Podejście prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki do futbolu jest dość chłodne. Nikt nie uwierzy w głowę USA kochającą futbol, ten nasz, europejski, bowiem nigdy nie zrobił czegokolwiek, co by na to wskazywało – a ten człowiek nie jest osobą, która jakoś szczególnie kryje się ze swoimi zainteresowaniami czy pasjami. Głowa mocarstwa miała jedną okazję, by przypodobać się fanom piłki nożnej. Zadanie nieszczególnie trudne, ponieważ piłkarskie środowisko kibicowskie jest raczej prawicowe, a praktycznie cała prawica z Trumpem sympatyzuje. Donaldowi Trumpowi wystawiono piłkę na strzał do dosłownie pustej bramki, a on i tak przestrzelił.
Trump wanted to celebrate with Chelsea 🤝🤣💙 pic.twitter.com/nkmjblJY7n
— Football Tweet ⚽ (@Football__Tweet) July 13, 2025
W ubiegłym roku odbyły się Klubowe Mistrzostwa Świata FIFA. W finale zmierzyła się Chelsea FC z Paris Saint-Germain. „The Blues” pokonali Paryżan 3:0. Cole Palmer strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Gdy piłkarze Chelsea FC mieli otrzymać trofeum, Donald Trump stał obok nich – nie miał zamiaru ich opuścić. Ci czuli wyraźny dyskomfort. W końcu to gracze londyńskiego zespołu wygrali turniej, to miał być ich moment, a prezydent USA za wszelką cenę chciał skraść show. Spotkało się to z krytyką opinii publicznej. Jak się okazało, puchar Klubowych Mistrzostw Świata trafił do Trumpa, piłkarze otrzymali jedynie replikę.
FIFA i Rosja
Ta sama FIFA, która dzisiaj z bananem na twarzy, bez skrupułów stawia siebie w roli wynagradzających tych, którzy podjęli najwięcej skutecznych propokojowych działań, zorganizowała w 2018 roku Mistrzostwa Świata w Rosji.

Rosji, która już cztery lata wcześniej rozpoczęła wojnę z Ukrainą. Rosję, która rozpoczęła dwie wojny z Czeczenami, zaczęła eliminować ruchy powstańcze na Kaukazie Północnym. Rosję, która zabija wszystkich opozycjonistów, demaskujących prawdę dziennikarzy. 8 sierpnia 2008 roku Rosjanie wtargnęli do Gruzji. Bomby zrzucano m.in. na osiedla mieszkalne. Nie minęło dużo czasu, a kraj zajmujący miejsce w ścisłej czołówce najbardziej zbrodniczych tworów w dziejach znowu zaczął mordować. Cóż za niespodzianka.
Nie musimy przypominać co wydarzyło się 24 lutego 2022 roku. Rosjanie bombardowali szpitale, są odpowiedzialni za masakrę w Buczy, roszczą sobie prawa do cudzych terytoriów. I mordują, na ogromną skalę, od wielu lat
FIFA i Katar
W grudniu 2022 roku odbyły się jedne z bardziej absurdalnych turniejów w dziejach piłki nożnej. Mistrzostwa Świata w Katarze. Podczas budowania stadionów na imprezę, panowały nieludzkie warunki. Tania siła robocza z Indii, Nepalu, Bangladeszu, Pakistanu czy Sri Lanki – to oni w dużej części pracowali przy budowie obiektów. Często pracę przepłacali życiem. Wykazało to śledztwo niemieckiej telewizji WDR z czerwca 2019 roku. Ukryta kamera pokazała, że m.in. jedna toaleta przypadała na dwustu pracowników, a robotnicy mieszkali w niewielkich klitkach. Pracodawca często zabierał paszporty i nie wypłacał wynagrodzeń. Niewolnictwo wróciło w 2025 roku, ale zawinięte w złotą folie. Zakopane przepychem, luksusem i próżnymi uśmiechami szejków, zbrodniarzy i innych przyjaciół Infantino. Takie przecież łatwiej wybaczyć, zapomnieć i cieszyć się futbolem.

Nie musimy przypominać, że FIFA promując szacunek i tolerancję wobec osób LGBTQ+, chcąc zwiększyć popularność piłki nożnej kobiet (przynajmniej z marketingowego punktu widzenia), zorganizowała wielki turniej w kraju, gdzie homoseksualizm jest zakazany, a kobieta literalnie pełni funkcje własności mężczyzny.
Sportwashing jest już normą
Sportwashing w piłce nożnej jest obecny od czasów co najmniej dwudziestolecia wojennego. Wtedy to wielcy dyktatorzy, przedstawiciele systemów totalitarnych dostrzegli ogromny potencjał ideologiczny dynamicznie rozwijającego się sportu dla mas. Przyzwyczailiśmy się, że jest to zjawisko powszechne – pokręcimy na nie głową, mając do wyboru przegródkę podpisaną „zło” i „dobro” wrzucimy do tej z napisem „zło”, ale w gruncie rzeczy na koniec powiemy, że tak już jest i nic z tym nie zrobimy. Możemy wyposażyć się w narzędzia, które ułatwią nam wykrywanie tego zjawiska. Tyle.
Ale czasami jest tego przesyt. Wymieniłem najbardziej sztampowe, sportwashingowe odpały FIFY z ostatnich lat, a tutaj moglibyśmy napisać całą litanię, stworzyć grubą encyklopedię. FIFA wyposażyła się w kolejne narzędzia do sportwashingu – FIFA Peace Prize. Jako, że podobno w tym roku ma funkcjonować za nagrodę pocieszenia dla infantylnego Trumpa, który Nobla raczej nie otrzyma, możemy się spodziewać, że to wyróżnienie stanie się przedmiotem przetargu. Do starcia staną stada frustratów, którzy jak sroki rzucają się do tego, co złote i świeci. Ci którzy głośniej krzykną i mają więcej floty w kieszeni, otrzymają FIFA Peace Prize.
FIFA już przesadziła
Już dwa akapity wyżej tłumaczyłem naturalny mechanizm ludzkiej reakcji na sportwashingowe działania. FIFA zabrnęła w tym sportwashingu tak daleko, głęboko, że mamy do czynienia z przesytem. W przypadku jej poczynań, owszem, pokręcimy głową, wrzucimy je do przegródki „zło”, użyjemy słów powszechnie uznanych za niecenzuralne, zwymiotujemy, ale w gruncie rzeczy na koniec powiemy, że tak już jest i nic z tym nie zrobimy. Tyle.
Fot. nagłówka: Wikimedia Commons

