Przejdź do treści

Co się dzieje w świecie polskiego kina? Festiwal „Kamera Dawida” i premiera filmu Agnieszki Holland

Jesienne wieczory sprzyjają zagłębianiu się w inne światy. Niektórzy z nas wybierają czytanie, inni oglądanie, a są też ci stawiający na słuchanie. Wszystkich łączy jedno – chęć zanurzenia się chociaż na chwilę w życiu kogoś innego. Duże miasta oferują szeroką ofertę atrakcji, tak aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Jednym z festiwali filmowych odbywających się w Warszawie jest Warszawski Festiwal Filmów o Tematyce Żydowskiej „KAMERA DAWIDA”, którego 23. edycja miała miejsce 3–9 listopada 2025 roku.

Co nieco o samym wydarzeniu

Poprzednia edycja tego festiwalu skupiła się wokół filmu pt. „Prawdziwy ból”, który odbił się szerokim echem wśród polskiej publiczności. Jest on idealnym przykładem przedstawiającym w pigułce całe przedsięwzięcie. Warszawa, jak i cała Polska, była przed wojną skupiskiem europejskich Żydów. Przez Holokaust duża część z nich odeszła, tworząc niemożliwą do wypełnienia pustkę w polskiej kulturze (i nie tylko). Nasi przodkowie, wspólnie ze starozakonnymi, tworzyli to, do czego odwołujemy się, myśląc o patriotyzmie. Warto jednak pamiętać, że nie zniknęli całkowicie, a z pewnością nie zniknęło ich dziedzictwo. Część z potomków polskich Żydów chodzi po amerykańskich, szwedzkich czy duńskich ulicach, nosząc tym samym piętno decyzji poprzednich pokoleń.

„Franz Kafka” w reżyserii Agnieszki Holland

Tegoroczna edycja „KAMERY DAWIDA” zbiegła się w czasie z premierą polskiego kandydata do Oscara – „Franza Kafki” w reżyserii Agnieszki Holland. Pokaz filmu w muzeum POLIN powoli wprowadził widzów w klimat nadchodzącego festiwalu. Żydowski pisarz z Pragi jest dobrze znany nawet wśród najmłodszych czytelników nierzadko zmuszonych do czytania „Procesu”. Film wywołuje różne opinie, ale z pewnością niesie za sobą jedną niepodważalną wartość – możliwość zapoznania się z losami ekscentrycznego artysty. Jego życie nie było łatwe, a przykładem tego są ukazane w filmie relacje z rodzicami nieprzywiązującymi do sztuki wielkiej wagi. Ojciec zdawał się wręcz zły na twórcze zapędy syna, a matka okazywała obojętność, co najlepiej widać w scenie, gdy młody Franz chwali się im pierwszą wydaną przez siebie książką. Filmowi można zarzucić chociażby chaotyczność, ale jak to bywa w sztuce – wszystko jest subiektywne.

Łozińscy

Fot. Kamil Lubczyński

Jednymi z filmów wyświetlanych podczas festiwalu w kinie Luna były „Ojciec i syn” oraz „Ojciec i syn w podróży” w reżyserii kolejno Pawła i Marcela Łozińskich. W trakcie Q&A Paweł zdradził, że kolejność ta nie jest przypadkowa. Filmy przybliżają momentami niełatwą relację ojca z synem. Każdy z nich ma nieco inny wydźwięk pomimo często powtarzających się scen. Zmarły kilka miesięcy temu Marcel nie był od razu zachwycony pomysłem syna. Musiał to przemyśleć, aż w końcu się zgodził. Zdaje się, że podjął słuszną decyzję, ponieważ dzięki tym dwóm produkcjom mamy szansę lepiej poznać prywatne życie tak cenionego reżysera, jakim był. Z filmu wyłania się jako postać niecodzienna. Taka, która pozwala mówić swojemu synowi do niego na ty, a zarazem zrzuca na niego niepotrzebną odpowiedzialność. Przeżywający aktualnie żałobę Paweł nie ukrywał żalu do ojca, ale nie chciał go zbytnio obwiniać. Wspomniane zostało również to, że gdy dziecko wykonuje taki sam zawód jak rodzic, to nie uniknie się porównań, które nie są niczym dobrym. Każdy jest innym człowiekiem, a zatem innym twórcą.

Analogia

Różne, czasem wykluczające się, spojrzenia na tę samą sprawę są tym, co wielbiciele sztuki cenią najbardziej. Marcel Łoziński pytany w filmie o to, kim się czuje, udzielił odpowiedzi, że jest „żydowskim tatą”. Paweł przyznaje jednak, że jego ojciec nie wiedział nic o judaizmie. Posłużył się również analogią ilustrującą jego dziadków, czyli rodziców Marcela. Wierząc w nowy komunistyczny ustrój, na tyle się w nim zatracili, na tyle skrupulatnie wypełniali jego założenia, że stali się niczym ich dawni przodkowie zatrzaśnięci w klatce religii, z którą to, jako ogólnym zjawiskiem, komunizm przecież walczył. Ostatecznie system ten stał się zbrodniczy i można zaryzykować stwierdzenie, że zdradził ich tak samo jak Franz Kafka został zdradzony przez los, dostając od niego chorowite ciało i bezdusznego ojca.

Fot. nagłówka: Kamil Lubczyński

O autorze

Pochodzący z Ciechanowa student lingwistyki stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim. Początkujący pisarz – publikuje opowiadania na łamach „Akantu”, „Strzępów" i innych czasopism literackich. Interesuje się szeroko pojętą kulturą, w szczególności literaturą i muzyką, bez których nie wyobraża sobie życia. Często zagłębia się w tematy spoza głównego nurtu.