Przejdź do treści

50 twarzy „Lalki”

Nic nie mówi więcej o tym, jak silne emocje wywołują nowe realizacje Lalki Bolesława Prusa niż fakt, że głośno było o nich jeszcze na długo przed ostatnimi premierami. Serial Pawła Maślony oraz film Macieja Kawalskiego to temat, który utrzymywał się na ustach przez grubo ponad rok i – jak pokazują ostatnie, dość piorunujące reakcje – tylko czekał, by w pełni zagrzmieć i porwać wszystkie zakątki Polski.

Ni stąd, ni zowąd okazało się, że każdy z nas jest znawcą twórczości Prusa, a co najważniejsze: każdy ma jakąś opinię na temat jego nowych reinterpretacji. I to wszystko w kraju, gdzie rocznie po książkę nie sięga nawet co drugi obywatel! Ktoś mógłby zapytać: jakim cudem, po co, dlaczego? Najpopularniejszym pytaniem często okazuje się jednak: która z nich jest lepsza?

File:Obsada Lalka 2026.png
Obsada filmu Lalka (źr. Wikimedia Commons)

Lalka czy Lalka – oto jest pytanie

Z miejsca muszę przeprosić, bo rozczaruję wszystkich, którzy czekają na rozstrzygnięcie jakichkolwiek sporów. Moim celem nie jest wydawanie wyroków. Nie powiem nikomu, która z nowych Lalek (czy historycznych Lalek w ogóle) jest najlepsza, bo o tyle, ile o gustach nigdy się nie dyskutuje, to w tym przypadku wyjątkowo trudno o jednoznaczne osądy. Serial Maślony i film Kawalskiego to dwa zupełnie inne dzieła, które przyciągają kompletnie różnych widzów.

Produkcje te przedstawiają dwa podejścia, jakie można obrać bazując na gotowym tekście. W przeciwieństwie do filmu, Lalkę Netflixa trudno nazwać adaptacją – to raczej serial inspirowany powieścią Prusa, być może jedynie wariacja na temat Lalki (lub idei tego, czym Lalka jest). Postaci, zarówno te klasyczne, jak i te dodane przez scenarzystów, to zupełnie nowi bohaterowie, których losy tworzą kompletnie inną historię, jedynie lekko pobrzmiewającą znajomą nutą. Serial przede wszystkim stawia sobie za cel, aby realistyczną powieść zamienić we współczesne show. Tempo jest szybkie i nie brakuje dramatycznych scen, epickich zwrotów akcji, czy wszelkich (momentami ocierających się o przesadę) efektownych urozmaiceń. Od razu przychodzi na myśl cały szereg kostiumowych hitów – Peaky Blinders przemieszane trochę z Bridgertonami, a trochę z Wichrowymi Wzgórzami Emerald Fennell. Romantyczne intrygi oraz wojna interesów, które wszystko i wszystkich ukazują w skali szarości. Zdaje się to zresztą wyrażać sama kinematografia, gdyż – do czego też przyzwyczaiły nas najpopularniejsze produkcje ostatnich lat – cały serial wizualnie jest bardzo, bardzo szary.

Filmowa Lalka z pewnością zachwyci natomiast grą aktorską (mamy tu do czynienia nie z plejadą, a całą wręcz galaktyką aktorskich gwiazd), ale nie zaskoczy zbyt wielkimi modyfikacjami prusowskiej treści. Podkreślają to różne smaczki, subtelne nawiązania i mrugnięcia w stronę bardziej oczytanych widzów. Kawalski stworzył film, który z pewnością zadowoli fanów klasyki, ale raczej znudzi tych oczekujących fajerwerków. Można tu spotkać dobrze znanych bohaterów, z którymi spędzi się miłe, pozbawione większych kontrowersji trzy godziny. Bez dwóch zdań jest to obrazek przepiękny, nakręcony z niespotykaną u nas starannością, ale więcej potencjału ma na comfort movie fanów Prusa niż bycie powodem do refleksji.

Ogólnie rzecz biorąc, obie produkcje świetnie spełnią oczekiwania swojej grupy docelowej, a drugą z nich rozczarują; kluczem jest być świadomym swoich oczekiwań i nie narzucać ich innym.

File:Lalka - Loża pierwszego piętra.jpg
Ilustracja Stanisława Wolskiego do Lalki Bolesława Prusa, pt. Loża pierwszego piętra.

Co więcej, dzieła te przedstawiają dwie przeciwstawne perspektywy – film zdecydowanie skupia się na samym Stanisławie, podczas gdy serial oscyluje bardziej wokół Izabeli. Mogłoby się zdawać, że są to poniekąd Lalki o twarzach tak różnych, że jedyne, co je łączy, to ich (mniej lub bardziej istotny dla reżyserów) literacki genotyp.

Tak naprawdę okazuje się jednak, że wszystkie nowe Lalki mają podobną, być może wręcz jedną i tą samą twarz – lico XIX-wiecznego romansu z tytułową laleczką w tle. Wszystkie podejścia, niezależnie od tego, jak feministycznie przedstawią Belcię, interpretują tytuł Prusa przez pryzmat tej właśnie bohaterki (oraz jej relacji z Wokulskim), zapominając o innych sposobach jego interpretacji. Owszem, w serialu wybrzmiewają wątki klasowych nierówności, ale wciąż ustępują one romantycznym potyczkom oraz emancypacyjnym przygodom Łęckiej. Mówią o tym zresztą sami bohaterowie – serialowa Bela kilkukrotnie nazywana jest właśnie laleczką. Raz robi to nawet sama! Wychodzi więc na to, że ciągle stoimy w miejscu, które wyznacza nam najpopularniejszy sposób czytania powieści; ten, który irytuje pokolenia nastolatków głęboko wierzących, że Łęcka to po prostu zła kobieta była.

Dlaczego Lalka, czyli o drugiej polskiej epopei

Niewiele filmów czy seriali wywołuje w naszym kraju tyle emocji, co powyższe (nie)adaptacje. Dlaczego? Powieść Prusa jest jednocześnie (momentami fanatycznie wręcz) uwielbiana przez część czytelników, za to kompletnie znienawidzona przez innych. Na swój sposób stanowi ona idealny symbol polonistycznego cierpienia Polaków – to właśnie Lalkę najczęściej przywołuje się jako wspomnienie licealnych koszmarów. Wielu uczniów szczerze nienawidzi tej książki, poniekąd właśnie dlatego, że wie o niej dużo więcej, niż wiedzieć by chcieli. To bodaj druga najważniejsza szkolna lektura, ustępująca tylko naszej epopei – trudno więc dziwić się emocjom, które wywołuje. Oczywiście, jest to też książka, która wielu uczniów faktycznie interesuje; czyni to ich jednak o tyle bardziej podatnymi na boskie uwielbienie, jakim otacza się Lalkę na lekcjach polskiego. Warto się zastanowić ile awersji do nowych wersji wynika z tego, jak budowana jest w szkołach legenda Prusa – ile w naszych opiniach osobistej urazy lub, wręcz przeciwnie, fanatyzmowi, z jakim bywa nam wpajana.

A przecież, niezależnie od naszego nastawienia do historii Wokulskiego, główna lekcja, jakiej uczymy się na języku polskim, to myślenie według stałego, nienaruszalnego klucza. Każdy z nas wie, jak (no, mniej więcej) przebiega ta opowieść; wiemy jaki rozmiar miały rękawiczki Łęckiej, jak miał na imię pies Rzeckiego, potrafimy przywołać życiorysy oraz scharakteryzować prawie każdą, nawet epizodyczną postać. Wielu komentatorów żartuje, że w świetle tych wrześniowych premier każdy Polak stał się prusologiem… Ale jeśli nie znamy się na Lalce, na tym jaka Lalka „powinna być”, to na czym?

Być może problem leży w tym, że uczymy się znać Lalkę, a niekoniecznie rozumieć Lalkę. Jesteśmy wytresowani, aby podawać gotowe odpowiedzi, wymieniać kolejne fakty i spisywać plan wydarzeń – kto z nas ma jednak na temat tej lektury własną opinię? Albo inaczej: kto z nas zdołał odnaleźć w tej książce (książce, nie lekturze) coś dla siebie? Co cię zainteresowało, czytelniku, co ty wyciągnąłeś z historii Wokulskiego, Rzeckiego, Łęckich, a może Szumana, Geista, Wąsowskiej? Lalka nie jest opowieścią o nieudanym romansie kupca i niechętnej wobec zniżeniu się do jego poziomu szlachcianki. Może być równie dobrze portretem człowieka uzależnionego od adrenaliny (Wokulski, może trochę Rzecki), historią upadku ludzi niechętnych do pójścia z duchem czasu (Łęccy) lub czymkolwiek innym, co my w niej wyczytamy i, co najważniejsze, o czym chcielibyśmy z kimś porozmawiać. Lekcje języka polskiego uczą nas o lekturach wielu, być może wręcz zbyt wielu faktów, ale kompletnie niczego nie uczą nas o hipotezach. Nie potrafimy czytać, interpretować i dzielić się własnymi spostrzeżeniami w sposób inny niż „taka jest moja, za to jedyna słuszna prawda”, bo właśnie w taki sposób nie czyta, a dyktuje się te książki nam.

Internet coraz częściej staje się przestrzenią do dyskusji na temat dzieł kultury. Chodzenie do kina, jak wszystko co bardziej nostalgiczne, analogowe, wraca dziś do łask. Popularniejsze stają się książki, filmy, seriale, które uznaje się za „ambitniejsze”. Można zatem odnieść wrażenie, że wzrasta w nas potrzeba intelektualnych rozważań; chcemy wymieniać się opiniami i formułować myśli, które zostaną usłyszane. Pozostaje tylko jedno pytanie, które nie wymaga raczej odpowiedzi – czy szkoła nas do takich rozmów przygotowuje? Czy uczy nas jak obcować z kulturą i rozmawiać o niej bez narzucania własnej interpretacji, robiąc to… no właśnie, z kulturą?

 

Fot. Nagłówka: Rękopis Lalki Bolesława Prusa (źr. Wikimedia commons)

Źródła:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *