Przejdź do treści

Niania w wielkim mieście. Wywiad z Au Pair

Jadąc, nie wiedziała, czego się spodziewać. Całe tegoroczne wakacje spędziła w obcym, zagranicznym mieście, z dala od rodziny i przyjaciół. Dzisiaj jest wdzięczna za tak wspaniałą przygodę. Posłuchajcie o doświadczeniach Au Pair z Polski.

Mikołaj Ługowski [M.Ł.]: Zanim przejdziemy do sedna naszej rozmowy, powiedz kilka słów o sobie. 

Kornelia Mistarz [K.M.]: Obecnie uczę się w czwartej klasie w liceum ogólnokształcącym, tak więc w tym roku szkolnym podchodzę do matury. Pasjonuje mnie nauka języków obcych (nie tylko nowożytnych) i uwielbiam podróżować.

M.Ł.: Oba te zainteresowanie są poniekąd powodem naszej rozmowy. Pozwól, że zdradzę więcej: wakacje spędziłaś w Niemczech, w Berlinie, w ramach projektu Au Pair. Powiedz, czym on jest i skąd się o nim dowiedziałaś? 

K.M.: W skrócie, Au Pair to internetowa agencja, która pozwala skontaktować się nianiom i rodzinom goszczącym z całego świata. Ten pomysł kilka miesięcy wcześniej podsunął mi znajomy, który mieszka w Niemczech. Wie, że przygotowuję się do egzaminu DSD i uznał, że nie ma lepszego sposobu na naukę języka, niż wykorzystanie go w praktyce. Zaproponował, abym zapoznała się z warunkami i zasadami takiego wyjazdu.

M.Ł.: Jakie są główne kryteria, które musi spełniać Au Pair? 

K.M.: Przede wszystkim musi być osobą pełnoletnią, dowolnej płci. Oprócz tego nie może być w związku małżeńskim ani posiadać własnych dzieci.

Kopuła Reichstagu | Fot. Kornelia Mistarz, archiwum prywatne

 

M.Ł.: Jak wyglądają następne kroki? 

K.M.: W zasadzie później jest już z górki. Cały proces na szczęście nie jest specjalnie skomplikowany. Na oficjalnej stronie projektu należy założyć bezpłatne konto i utworzyć profil, umieszczając tam szczegółowy opis siebie, swoich preferencji, zainteresowań i ewentualnych doświadczeń w opiece nad dziećmi (polecam wypełniać to w języku urzędowym danego kraju i/lub w języku angielskim oraz dodać zdjęcie z dzieckiem, którym wcześniej się opiekowało, dla uwiarygodnienia). Na końcu pozostaje najważniejsze, czyli wybór rodziny. Warto to przemyśleć i dokładnie przeanalizować, tak żeby od początku mieć poczucie bezpieczeństwa i niepotrzebnie się nie przejmować. Ja ten proces zaczęłam w kwietniu, więc dwa miesiące przed wyjazdem. W tym czasie miałam okazję wstępnie zapoznać się z rodziną goszczącą, m.in. dwukrotnie rozmawiając z nimi online przez kamerkę.

M.Ł.: Jak twoi rodzice zareagowali na fakt, że całe wakacje spędzisz sama za granicą? 

K.M.: W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że na co dzień nie mieszkam w domu rodzinnym. Pochodzę spoza Krakowa i ucząc się tutaj, mieszkam w bursie. Dlatego zdążyli się już przyzwyczaić, że przez większość czasu jestem daleko od nich i jakoś potrafię sobie poradzić. Jasne, mieli obawy czy ludzie, do których jadę, okażą się gościnni i uczciwi, ale uspokoiłam ich i wyjaśniłam, jak to krok po kroku wygląda. Dzięki temu szybko przystosowali się do tej sytuacji i wspierali mnie od początku.

M.Ł.: Domyślam się, że przed samym wyjazdem towarzyszyło ci trochę stresu. 

K.M.: Najwięcej dotyczyło transportu. Podróżowałam pociągiem z ogromna walizką i obawiałam się, czy uda mi się to samej wszystko ogarnąć.

M.Ł.: A oprócz logistyki? 

K.M.: Dzięki temu, że rodzina sprawiała wrażenie bardzo miłej i troskliwej, nie czułam niepokoju co do pobytu w samych Niemczech. Zwłaszcza, że już od pierwszego naszego spotkania na żywo, kiedy odebrano mnie z dworca, poczułam między nami nić porozumienia.

Hackesche Höfe | Fot. Kornelia Mistarz, archiwum prywatne

M.Ł.: Z dzieckiem też wyglądało to tak sprawnie? 

K.M.: Początkowo musieliśmy się ze sobą oswoić i przede wszystkim polubić. Kiedy już nam się udało, uwielbiałam się nim opiekować. Dzisiaj oboje bardzo za sobą tęsknimy.

M.Ł.: W jakim jest wieku? 

K.M.: Ma niecałe dwa lata.

M.Ł.: Dzieci w tym wieku potrafią napsuć trochę krwi. Było coś, co sprawiało ci problem lub dyskomfort? 

K.M.: Początkowo były to dość prozaiczne rzeczy. Przykładowo wyzwaniem dla mnie była zmiana pieluchy, bo chłopiec, którym się opiekowałam, bywał niezwykle uparty i nie ułatwiał sprawy [śmiech]. Podobnie zachowywał się, gdy musieliśmy nakarmić go przed snem albo w trakcie naszych wspólnych spacerów, kiedy nie dawał za wygraną zaraz obok ruchliwej ulicy. Na szczęście w razie czego w każdej chwili mogłam liczyć na rodzinę goszczącą, przez co odczuwałam większy komfort.

M.Ł.: Udało ci się nawiązać jakieś znajomości w trakcie wyjazdu? 

K.M.: Tak, chociaż nie od razu. Najpierw musiałam przystosować się do mojego harmonogramu i podziału obowiązków. Małym opiekowałam się zwykle popołudniami, sporadycznie też rano, w ciągu tygodnia, do tego od poniedziałku do czwartku przez cały miesiąc uczestniczyłam w kursie językowym. Wolne miałam w weekendy. Głównie wtedy była okazja poznać kogoś i spędzić z nimi trochę czasu. Często te relacje zaczynały się dość przypadkowo, ale ostatecznie udało mi się nawiązać w Berlinie przyjaźnie i znaleźć bratnie dusze. W dodatku nadal utrzymuję bliski kontakt z rodziną, która mnie gościła i mam nadzieję, że odwiedzę ich w najbliższej przyszłości.

Berliner Dom | Fot. Kornelia Mistarz, archiwum prywatne

M.Ł.: Najlepsze wspomnienie z tych dwóch miesięcy? 

K.M.: Trudno wybrać jedno. Pamiętam wiele magicznych i pięknych chwil. Np. bardzo spontaniczny wyjazd nad morze z moją host rodziną, czy wypad nad jezioro ze znajomymi, których tam poznałam. Poza tym nawet takie małe gesty, jak przytulanie czy buziaki od małego, sprawiały, że wokół panowało sporo czułości i świetnej atmosfery.

M.Ł.: A ulubione miejsca w Berlinie? 

K.M.: Fenomenalnie wspominam Mauerpark czy Fruedrishan, gdzie jest bardzo przytulnie i czeka na was wiele atrakcji. Ponadto kawiarnia Wine & Coffee naprzeciwko Marienkirche, w której serwują przepyszną kawę i ciastka. Jako bonus mogę powiedzieć też o Alexanderplatz, czyli tamtejszym odpowiedniku krakowskiego rynku. W przeciwieństwie do poprzednich, ta okolica nie przypadła mi do gustu. Przeludniona, hałaśliwa i ciężko się tamtędy gdziekolwiek sprawnie przedostać. Także polecam te bardziej niszowe lokalizacje.

Park w Friedrishan | Fot. Kornelia Mistarz, archiwum prywatne

M.Ł.: Czego się nauczyłaś dzięki takiemu doświadczeniu? 

K.M.: Na pewno niemieckiego [śmiech]. Również odpowiedzialności za siebie i za innych, samodzielności, samodyscypliny i zorganizowania.

M.Ł.: Czy masz jakieś rady dla kogoś, kto chciałby zostać Au Pair? 

K.M.: Przede wszystkim, tak jak mówiłam wcześniej, warto zadbać o wybór odpowiedniej rodziny. Najlepiej poznać ich w jakimś stopniu już przed przyjazdem, upewnić się, że pasujecie do siebie i będziesz się dobrze czuła/czuł w ich towarzystwie. Poza tym pamiętajcie, aby kiedy jesteście już na miejscu, nie bać się mówić, jeśli coś wam nie pasuje i zapoznać się z regulaminem projektu, żeby nie łamano waszych praw (np. wymiaru 30 godzin pracy tygodniowo, którego bez ustalenia z wami nie wolno rodzinie przekroczyć).

M.Ł.: To na koniec krótka piłka – Kraków czy Berlin? 

K.M.: Gdyby to było takie proste [śmiech]. Kraków to oczywiście świetne miasto, mam tutaj przyjaciół, uczę się i mieszkam, ale Berlin ma w sobie coś magicznego. Z chęcią jeszcze tam wrócę!

Fot. nagłówka: Kornelia Mistarz, archiwum prywatne

O autorze

Mieszka w Krakowie, uczeń I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego. Interesuje się kinem, polityką i historią, sporo czyta i z zaciekawieniem śledzi wyniki rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy. W wolnych chwilach korzysta z dobrodziejstw Spotify, zasłuchując się w dźwiękach bluesa albo odtwarzając różne podcasty.