Przejdź do treści

Made in Türkiye – turecka ofensywa dyplomatyczna

Trzeciego czerwca Turcja zmieniła swoją oficjalną nazwę z „Turkey” na „Türkiye”. Po części po to, żeby przestać kojarzyć się z indykiem, po części jako symbol szeregu działań na scenie polityki międzynarodowej, które w ostatnim czasie poczyniła.

Szwecja i Finlandia w NATO

W maju i w czerwcu turecki rząd podjął kilka kluczowych decyzji. Pierwszą, która przychodzi do głowy, jest oczywiście zablokowanie akcesji Szwecji i Finlandii do NATO. Szerzej o przyczynach, niuansach i tureckich argumentach mówiłem w wywiadzie, którego niedawno udzieliłem.

W kontekście zmiany wizerunkowej ważne jest głównie to, że jest to pójście na dosyć otwarty konflikt z krajami zachodnimi. Szczególnie w sytuacji wojny w Ukrainie zdaje się, że jest to zachowanie dosyć nietypowe. Jednak po uważniejszym prześledzeniu ostatnich poczynań Turcji można zauważyć, że wpisuje się ono w pewien trend.

Przede wszystkim, Turcja od wielu lat gra na wielu frontach. Od etapu, kiedy jej głównym celem zdawało się dołączenie do Unii Europejskiej, wiele się zmieniło. Głównym aspektem jest silne zaangażowanie się w sytuację w Syrii.

W tej kwestii również Recep Tayyip Erdoğan wraz ze swoją administracją w ostatnich miesiącach podjęli kluczową decyzję. Prezydent ogłosił wznowienie ofensywy na północ Syrii. Jeśli taka akcja rzeczywiście zostanie przeprowadzona, to będzie ona kontynuacją rozpoczętej w 2019 roku strategii przejęcia szerokiego na kilkadziesiąt kilometrów pasa ziemi przy północnej granicy Syrii. Celem tych operacji oficjalnie jest ustabilizowanie regionu, lecz w rzeczywistości głównym motywem najprawdopodobniej jest przejęcie kontroli nad najważniejszym regionem kontrolowanym przez Kurdów.

Grecja

Krajem, z którym w ostatnich latach Turcy wielokrotnie znajdowali się na granicy konfliktu, jest właśnie Grecja.

Po serii incydentów z turecką marynarką wojenną czy siłami powietrznymi naruszającymi grecką przestrzeń, ustanowiony został dialog pomiędzy oboma krajami, mający na celu pokojowe rozwiązanie sprawy. Również w tym miesiącu Recep Tayyip Erdoğan postawił sprawę na ostrzu noża – Turcja oficjalnie wycofała się z rozmów, a jej prezydent stwierdził otwarcie, że grecki minister spraw zagranicznych „dla niego nie istnieje”.

Poza konfliktem z krajami zachodnimi, władze Turcji przez ostatnie miesiące działają aktywnie na rzecz dobrych relacji z krajami, których Zachód zdecydowanie nie popiera.

Dobre relacje ze złymi chłopcami

W maju Turcja zrobiła również potężny krok w stronę naprawienia relacji z Arabią Saudyjską. Były one zdecydowanie napięte od 2018 roku, kiedy to saudyjscy agenci zamordowali niepokornego dziennikarza, Jamala Khashoggiego, w konsulacie w Stambule.

Turcy poczuli się tym mocno urażeni, w wyniku czego zdegradowali swoje relacje z Rijadem. Teraz jednak się to zmienia. W maju Recep Tayyip Erdoğan ogłosił przeniesienie procesu dotyczącego śmierci Khashoggiego z Turcji do Arabii Saudyjskiej. W praktyce oznacza to, że sprawcy nie zostaną osądzeni.

Zawieszenie własnej dumy i zadziałanie po myśli Saudyjczyków dowodzi tureckich chęci naprawienia relacji. Ewentualna współpraca, która może z tego wyniknąć będzie stanowić zdecydowany game-changer dla krajów Bliskiego Wschodu.

Wenezuela

W drugim tygodniu czerwca Nicolas Maduro, prezydent Wenezueli, rozpoczął międzynarodowe tournée. Jednym z krajów, które odwiedził, była właśnie Turcja. W tym samym czasie odbywał się Szczyt Ameryk, na który Stany Zjednoczone Wenezueli nie zaprosiły ze względu na to, że jest autorytarna i niedemokratyczna.

Wizyta w Stambule miała charakter głównie symboliczny. W relacjach pomiędzy oboma krajami zachodzą jednak również realne zmiany. W kwietniu minister spraw zagranicznych Turcji, Mevlüt Çavuşoğlu, poleciał z wizytą do Wenezueli. Podczas tej wizyty podpisanych zostało 7 nowych kontraktów.

Tureckie władze mówią otwarcie, że ich celem jest zwiększenie wymiany handlowej pomiędzy oboma krajami – do 3 miliardów dolarów. Dla porównania w 2019 roku jej wartość wynosiła 150 milionów dolarów, a w roku 2021 już 850 milionów.

Stanowisko wobec wojny w Ukrainie

Trzeba Turcji oddać, że na początku wojny zachowała się zgodnie z zachodnimi oczekiwaniami. Na krótko po wybuchu wojny zamknęła dla rosyjskiej floty cieśniny Dardanele i Bosfor. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan dzień po wybuchu wojny potępił rosyjskie działania.

Później jednak Ankara starała się wykonać dyplomatyczny rozkrok. Jej podejście opiera się głównie na tym, że wojnę trzeba zakończyć jak najszybciej, z niewielką uwagą przywiązywaną do tego, czyja to wina, że w ogóle wybuchła.

W czerwcu w Stambule toczyły się rozmowy pomiędzy przedstawicielami Rosji i Turcji dotyczące możliwości ponownego otwarcia ukraińskiego eksportu zboża.

W marcu to właśnie w Stambule toczyły się rozmowy pomiędzy Ukrainą a Rosją.

Podczas gdy absolutnie nie można uznać Turcji za rosyjskiego sprzymierzeńca w kontekście wojny w Ukrainie, widać jednak, że jej podejście i cele są lekko rozbieżne z tymi prezentowanymi przez resztę NATO.

Szczyt NATO w Madrycie – odpowiedź na pytanie „jaki jest cel?”

Intensywność tureckich działań w ostatnim czasie wskazuje, że administracja Recepa Tayyipa Erdoğana musi mieć coś na celu.

W mojej opinii przede wszystkim jest to kontynuacja i nasilenie działań, które można obserwować już od lat. Wraz ze zmianą nazwy Turcja podkreśla swoją niepodległość i dążenie do ostatecznej podmiotowości w polityce międzynarodowej.

Uważam również, że działania wymierzone w Zachód mają jaśniej określony cel. Najprawdopodobniej poprzez pokazywanie krajom NATO, jak łatwo Turcja może przyblokować ich działania, Ankara ma na celu ugranie dla siebie profitów. Biorąc pod uwagę szalejący kryzys ekonomiczny, portretowany idealnie przez inflację na poziomie 75%, można się spodziewać, że to właśnie w sferze gospodarki leży turecki cel.

Na stole leży wiele możliwości: od ponownego włączenia do programu F-35, poprzez uchylenie szwedzkich sankcji na turecką broń, aż po negocjacje związane z puszczeniem gazociągu EastMed przez tereny Turcji zamiast przez Morze Śródziemne.

Bardzo prawdopodobne, że odpowiedź na pytanie „jaki jest cel?” padnie właśnie podczas najbliższego szczytu NATO w Madrycie 29-30 czerwca.

Fot. nagłówka: Murad Sezer/Reuters

O autorze

Strona internetowa | Artykuły

Jestem Olaf, mam 17 lat, chodzę do 3 klasy liceum w Warszawie. Uważam, że geopolityką nie powinni się interesować tylko starsi panowie z brodą. Te globalne szachy dotyczą każdego, nas młodych również. W swoich artykułach pokazuję dlaczego i w jaki sposób.