Przejdź do treści

Kiedy nagrywanie obcych osób stało się codziennością?

Przeglądając media społecznościowe, zdarza mi się natknąć na filmiki i zdjęcia ludzi nieświadomych obecności skierowanego na nich obiektywu. pewien sposób przyzwyczaiłam się do tego, choć tak naprawdę nie powinnam.

Wyobraź sobie…

Większość z nas spędza mniej lub więcej czasu, pochłaniając treści zamieszczone w mediach społecznościowych. Widzimy setki twarzy, osobowości i komentarzy. O większości z nich zapominamy, jednak niektóre zostają nam w pamięci. Teraz wyobraź sobie, że scrollując kolejne posty trafiasz na siebie samego/samą. Powiedzmy, że na nagraniu znajdujesz się w komunikacji miejskiej. Jechałeś/aś wtedy przykładowo na zajęcia. Nie miałeś/aś pojęcia, że jesteś nagrywany/a. Na pewno musisz czuć się nieswojo. Patrzysz na liczbę wyświetleń – tysiące osób widziało twoją twarz. Można powiedzieć, że zostałeś/aś z niej okradziony/a przez zupełnie obcą osobę. Teraz spójrz na komentarze. Co, jeśli ludziom nie podoba się to, jak wyglądasz lub to, jak się zachowujesz? Jakie to uczucie stracić kontrolę nad swoim wizerunkiem?

Taka moda?

Wygląda na to, że w nagrywanie obcych ludzi z ukrycia przechodzi w mediach społecznościowych do porządku dziennego. Istnieją profile, które specjalizują się w takich działaniach i tylko tym się zajmują. Od dłuższego czasu bardzo popularne są tzw. „pranks”, czyli żartowanie i wkręcanie, których celem jest zaskoczenie danej osoby. Dużą oglądalnością cieszyły się również moralizujące eksperymenty społeczne, które miały ukazać brutalność i bezduszność naszego społeczeństwa. Oglądając takie treści, wyobrażamy sobie, jak zareagowalibyśmy w podobnej sytuacji. Różnica polega na tym, że bohaterowie viralowych filmików często nie zdają sobie sprawy z tego, że są nagrywani.

Ostatnimi czasy filmowanie obcych osób przybiera coraz to różniejsze formy. Popularne stały się „Random acts of kindness”, czyli filmiki, w których internetowi twórcy wykonują „miły” gest (na przykład wręczenie kwiatów, czy liściku z dobrym słowem) wobec obcych ludzi, jednocześnie nagrywając całą scenkę bez ich wiedzy. Dobry uczynek ma zminimalizować rozterki związane z etyką takiego zachowania. Jest ona wątpliwa również ze względu na to, że trend ma przynieść twórcy korzyści materialne. Jeżeli jednak nagrywana z ukrycia osoba nie wyrazi wdzięczności, często bywa za to  krytykowana i ponizana w komentarzach.

TikTok/@lifeofharrison                                                                                                                                      Kobieta widoczna na nagraniu opowiedziała swoją wersję wydarzeń: „Zakłócił mój spokój, nagrał i opublikował wideo bez mojej zgody, przekręcając całą sytuację w coś, czym nie była i wydaje mi się, że zarabia w ten sposób całkiem sporo pieniędzy”

Przykładów jest znacznie więcej. Popularne stało się również nagranie, na którym widzimy starszego pana spożywającego samemu posiłek w restauracji. Wszystko za sprawą twórcy filmiku, który użalał się nad nieznajomym, zakładając, że skoro je sam, to musi być nieszczęśliwy i samotny. Widać, że mężczyzna nagrywany jest z ukrycia. Osoba za kamerą postanowiła wykorzystać jego wizerunek i dorobić do niego swoją historię, w której nieświadomy niczego człowiek jest ofiarą, nad którą użalają się internauci.

Mamy władzę

W dzisiejszym czasach prawie każdy ma pod ręką dobrej jakości kamerę w postaci smartfonu, który w połączeniu z mediami społecznościowymi i ich algorytmem daje nam pewien rodzaj władzy. Dziś nie tylko zawodowcy i wielkie korporacje medialne mogą tworzyć treści o dużych zasięgach. Robią to też zwykli ludzie. Mimo oczywistych zalet stwarza to również wiele niebezpieczeństw. Wyposażeni w podręczne kamery, nagrywamy to, co dzieje się wokół nas, w tym także ludzi z naszego pobliskiego otoczenia. Świat wirtualny przenika się z rzeczywistym i mało kogo oburza powyższe zachowanie. Nie powinniśmy tego jednak normalizować. Gdy nagrywamy człowieka bez jego świadomości, zawłaszczamy sobie jego wizerunek i formujemy go według własnego pomysłu. Powstaje wtedy szkodliwa nierównowaga siły, w której osoba nagrywana często nie ma jak się bronić przed narzuconą przez twórcę interpretacją.

Afera na Times Square

Do podobnej sytuacji doszło niecały rok temu, gdy internetowy twórca zamieścił nagranie z Times Square w Nowym Jorku, czyli miejsca, które słynie z nieustannie przebywających tam tłumów ludzi. Na filmiku podchodzi on do obcej dziewczyny i chcąc zwrócić na siebie uwagę, dotyka jej ramienia. Próbuje przybić z nią piątkę, jednak ta ucieka przed jego kontaktem. Za chwilę, gdy dziewczyna schodzi na drugi plan, widzimy, jak zaczyna płakać. W Internecie rozpętała się burza. Pojawiły się głosy broniące dziewczyny i potępiające dotykanie przypadkowych osób na ulicy. Wielu użytkowników naśmiewało się z bohaterki nagrania, a nawet zarzucało jej rasizm ze względu czarny kolor skóry autora TikToka.

Sytuacja wyjaśniła się, gdy siostra dziewczyny (również widoczna na nagraniu) podzieliła się swoją wersją wydarzeń. Okazuje się, że płacząca dziewczyna z nagrania ma autyzm oraz OCD (zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne). Tamtego dnia była bardzo przebodźcowana, a dotyk ze strony obcej osoby to było dla niej zbyt wiele. Jej siostra zaznaczyła, iż nie wiedziała, że są nagrywane.

Kara

Zdarzają się sytuacje, gdy osoba stojąca za kamerą ponosi konsekwencje poważniejsze niż kilka nieprzychylnych komentarzy. W zeszłym roku użytkowniczka Twittera (teraz X) zamieściła na platformie zrobione z bliska zdjęcie mężczyzny i kobiety podróżujących metrem w Tokio. „Już wiesz, że wrócą do domu i będą oglądać «Teorię wielkiego podrywu»” – tak brzmiał podpis, jaki dodała do fotografii. Internauci byli podzieleni. Jedni bronili pary, drudzy serialu, a inni naśmiewali się z obu, podobnie jak autorka wpisu. Dokładnie 12 dni później zamieściła kolejny post, tym razem z Los Angeles, po tym jak została deportowana z Kraju Kwitnącej Wiśni. Prawdopodobnie post nie był jednym powodem, dla którego doszło do jej wydalenia, ale dziewczyna zaznaczyła, że opublikowaniem zdjęcia złamała obowiązujące w Japonii prawo.

X/@p8stie

Nikt nie stoi ponad prawem

Może się wydawać, że w dobie mediów społecznościowych sfera prywatności człowieka uległa znacznemu zawężeniu, jednak każdego obowiązuje prawo. W Polsce wizerunek jest dobrem osobistym. Art. 81 prawa autorskiego stanowi, iż rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Zezwolenie nie jest wymagane, gdy osoba za pozowanie dostała wynagrodzenie, gdy fotografujemy osobę znaną w związku z pełniącymi przez nią funkcjami publicznymi lub gdy osoba jest częścią większej całości (np. występuje w tle). Warto pamiętać, że zgoda może być również domyślna. Gdy podchodzimy do kogoś z kamerą, osoba widzi kamerę i nawiązuje z nami kontakt, możemy mówić o formalnej zgodzie. Jest to zdecydowanie lepsza opcja tworzenia internetowych treści z nieznajomymi, jednak dalej nie zaszkodzi spytać się wprost o zgodę publikacji nagrania. Istnieje jeszcze jeden wyjątek, o którym trzeba pamiętać. Każdy obywatel ma prawo nagrywać działania policji podczas interwencji. Nierzadko z takiego prawa korzystają uczestnicy protestów lub świadkowie brutalności policji.

Bądźmy odpowiedzialni

Prawda jest taka, że oglądanie ludzi, którzy nie wiedzą o tym, że są nagrywani, podoba się wielu użytkownikom mediów społecznościowych. Duża popularność i pozytywny odbiór wpływają na mnożenie się takich treści. Będą się one powielać, póki nie spadnie zainteresowanie takimi materiałami lub póki nie naznaczymy tego typu zachowania jako coś jednoznacznie złego.

Fot. nagłówka: getty images