Przejdź do treści

Dlaczego ukraińscy komandosi walczą w sercu Afryki?

Alexander McKinley/Unsplash

Współczesne media rzadko pochylają się nad wyniszczającą wojną domową w Sudanie oraz towarzyszącą jej katastrofą humanitarną o niewyobrażalnej skali. Nic zatem dziwnego, że hasła o ukrytym froncie ukraińsko-rosyjskim czy wojnie zastępczej między Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi a Arabią Saudyjską budzą u odbiorców niedowierzanie. Sudan stał się poligonem, na którym regionalne i globalne ambicje ścierają się kosztem milionów ludzkich istnień.

W niniejszym artykule nakreślę fundamenty konfliktu o Darfur. Wykażę cele, jakimi kierują się zewnętrzni aktorzy, czyniący z tego państwa szachownicę dla swoich geopolitycznych interesów.

Początki konfliktu

Od ogłoszenia niepodległości w 1956 roku Sudan zmaga się z nieprzerwaną serią zamachów stanu, wyniszczających wojen domowych i permanentną niestabilnością polityczną. Nadzieję na nowy początek i stabilizację regionu przyniósł historyczny podział kraju w 2011 roku na Sudan i Sudan Południowy. Jednak secesja południa, mimo relatywnego uspokojenia nastrojów w nowo powstałym państwie, stała się katalizatorem jeszcze głębszego kryzysu na północy. Zarzewiem konfliktu stały się nierozwiązane spory o podział władzy oraz nieudane negocjacje dotyczące integracji struktur militarnych.

Kością niezgody okazał się proces wcielenia paramilitarnych Sił Szybkiego Wsparcia (RSF) do regularnych Sudańskich Sił Zbrojnych (SAF). Dowódca armii, generał Abdel Fattah al-Burhan, domagał się pełnej fuzji w ciągu dwóch lat. Podczas gdy lider RSF, Mohamed Hamdan Dagalu (znany jako Hemedti), optował za okresem dziesięcioletnim. Fiasko tych rozmów doprowadziło w kwietniu 2023 roku do wybuchu otwartej wojny domowej. Konflikt ten błyskawicznie stał się idealnym podłożem dla wielowarstwowej wojny zastępczej. Z jednej strony między Arabią Saudyjską a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, z drugiej zaś między Rosją a Ukrainą. Czyni to z Sudanu jeden z najbardziej skomplikowanych poligonów geopolitycznych współczesnego świata.

Annie Spratt\ unsplash
Annie Spratt\ unsplash

Siły Szybkiego Wsparcia

Wywodzące się z arabskich milicji Dżandżawidów Siły Szybkiego Wsparcia (RSF) to dziś podręcznikowy przykład tego, jak paramilitarna bojówka może przerosnąć struktury oficjalnych sił zbrojnych. Formacja ta zyskała ponurą sławę po krwawych czystkach etnicznych w Darfurze, które przeprowadzała na zlecenie dyktatora Omara al-Baszira. RSF miało stanowić prywatną gwardię prezydenta, chroniącą go przed ewentualnym puczem ze strony regularnej armii. Dziś na jej czele stoi Mohamed Hamdan Dagalo, znany jako „Hemedti” – postać nietuzinkowa i kontrowersyjna. Jako były handlarz wielbłądami bez formalnego wykształcenia, w zestawieniu z elitarnym generałem al-Burhanem, Hemedti sprawia wrażenie politycznego outsidera, posługującego się potocznym językiem i pozbawionego dyplomatycznego obycia.

Mimo to jego znaczenie gwałtownie wzrosło po obaleniu al-Baszira w 2019 roku, gdy objął funkcję wiceszefa Suwerennej Rady. To właśnie ten moment stał się preludium do dzisiejszego krwawego rozłamu. Obecnie RSF jest strukturą całkowicie niezależną finansowo od aparatu państwowego. Dzięki kontroli nad największymi kopalniami złota w Sudanie i ich eksportowi – m.in. do Dubaju – formacja ta finansuje nowoczesny arsenał, który pod wieloma względami przewyższa wyposażenie regularnych Sudańskich Sił Zbrojnych. Istotnym źródłem dochodów RSF jest również handel usługami najemniczymi; bojownicy Dagalo brali udział w konfliktach w Jemenie i Libii. Pieniądze oraz doświadczenie bojowe zdobyte na zagranicznych frontach pozwoliły grupie rozwinąć zdolności operacyjne do poziomu, który dziś realnie zagraża jedności państwa sudańskiego.

Sudańskie Siły Zbrojne 

Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) występują w obecnym konflikcie jako oficjalny reprezentant struktur państwowych. Jako narodowa armia Sudanu, SAF od momentu uzyskania niepodległości w 1956 roku niemal nieprzerwanie sprawowały władzę. Bezpośrednio poprzez liczne zamachy stanu lub pośrednio, jako filar kolejnych reżimów. Dziś formacja ta pozycjonuje się jako jedyny gwarant suwerenności państwa. Reprezentuje interesy i dominację elit zamieszkujących dolinę Nilu w centralnej części kraju. Historycznie to właśnie ta koncentracja wpływów w centrum generowała trwałe napięcia z marginalizowanymi i uboższymi regionami, takimi jak Darfur.

Na czele SAF stoi generał Abdel Fattah al-Burhan – zawodowy wojskowy, który karierę zbudował w czasach dyktatury al-Baszira. Obecnie przewodniczy on Suwerennej Radzie, pełniąc de facto funkcję głowy państwa. Pod względem militarnym SAF prezentuje zupełnie inny model prowadzenia działań niż ich rywale. Największym atutem armii jest dominacja w powietrzu. Posiadanie myśliwców MiG oraz śmigłowców szturmowych Mi-24 to główny czynnik powstrzymujący RSF przed przejęciem całkowitej kontroli nad krajem. Choć SAF dysponuje ciężkim sprzętem w postaci czołgów i artylerii, w starciu z wyjątkowo mobilnymi jednostkami RSF, wspieranymi przez nowoczesne drony, tradycyjna przewaga ogniowa traci na znaczeniu.

Dodatkowym obciążeniem dla Sudańskich Sił Zbrojnych jest bagaż polityczny. Armia regularna od lat oskarżana jest o podtrzymywanie struktur decyzyjnych pozostałych po erze al-Baszira. Wielu wysokich rangą oficerów to zdeklarowani konserwatyści powiązani z ruchem islamistycznym. Ten fakt sprawnie wykorzystuje propaganda RSF-u, kreując wizerunek walki z „powrotem radykalnego islamu”. Ma to na celu zohydzenie oficjalnej armii w oczach opinii międzynarodowej i liberalnej części sudańskiego społeczeństwa.

Obraz wygenerowany przez AI o charakterze czysto podglądowym.
Obraz wygenerowany przez AI o charakterze czysto podglądowym.

Wojna Zastępcza Arabia Saudyjska – Zjednoczone Emiraty Arabskie 

Od kilku lat można dostrzec postępującą asertywność i wzrost agresji w polityce zagranicznej Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) oraz Arabii Saudyjskiej. Oba państwa odgrywają rolę zworników stabilności Półwyspu Arabskiego i posiadają strategiczne znaczenie w globalnych układach sił. Zaczynając od relacji USA z Rosją i Iranem, po konflikt ukraiński czy proces normalizacji stosunków z Izraelem.

W sprawach regionalnych (takich jak tłumienie ruchów separatystycznych, czy reakcje na niepokoje w Iranie) oba kraje często przemawiają jednym głosem. Inaczej było na terytorium Jemenu, gdzie toczyły de facto brutalną wojnę zastępczą, której kontynuacja ma teraz miejsce w Sudanie. To właśnie skrajnie odmienne wizje architektury bezpieczeństwa we Wschodniej Afryce i basenie Morza Czerwonego najmocniej dzielą te dwa mocarstwa.

Relacje Zjednoczonych Emiratów Arabskich z formacją RSF datują się na rok 2015, kiedy to Hemedti wysłał tysiące swoich bojowników do walki w Jemenie w ramach koalicji dowodzonej przez Abu Zabi. To finansowanie z ZEA umożliwiło przekształcenie RSF z lokalnej bojówki w pełnoprawną armię. Obecnie sojusz ten opiera się na twardych fundamentach ekonomicznych: kontroli nad wydobyciem i eksportem złota.

Dla Emiratów Sudan jest jednak przede wszystkim ogniwem w planie budowy sieci portów w akwenie Morza Czerwonego. Symbolem tego jest warta 6 miliardów dolarów umowa z Hemedtim na budowę portu Abu Amama. Dodatkowym atutem RSF w oczach Abu Zabi jest ich deklaratywna wrogość wobec Bractwa Muzułmańskiego, które ZEA postrzegają jako egzystencjalne zagrożenie dla swojej władzy.

Z kolei Arabia Saudyjska jednoznacznie stawia na Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) i generała al-Burhana jako jedyną legalną reprezentację państwa. Po obaleniu al-Baszira w 2019 roku Rijad zaangażował ogromne środki w stabilizację nowych struktur władzy i pomoc rozwojową. Strategia saudyjska jest nierozerwalnie związana z programem Vision 2030 oraz budową megamiasta NEOM. Projekty te wymagają absolutnego spokoju po drugiej stronie Morza Czerwonego. Jako aspirujący lider i mediator świata arabskiego, Rijad popiera tradycyjne struktury władzy, obawiając się rewolucyjnego chaosu. Prowadzone przez Saudyjczyków rozmowy pokojowe wskazują na dążenie do jak najszybszego wygaszenia walk. 

Ukraina i Rosja

Działania Rosji i Ukrainy na terytorium Sudanu to rzadki przykład otwarcia nowego frontu wojny konwencjonalnej setki kilometrów od jej głównego teatru działań – w sercu zupełnie innego państwa. Rosja od lat postrzega Sudan jako jeden z kluczowych filarów kremlowskiej wizji nowego ładu w Afryce. Realizację tych interesów powierzono Grupie Wagnera, której miejsce sukcesywnie zajmuje nowa, bezpośrednio podległa Ministerstwu Obrony struktura – Africa Corps. Rosyjska dyplomacja próbuje lawirować między RSF a regularną armią. Jednak to względy historyczne i wspólnota interesów wskazują, że głównym beneficjentem wsparcia Moskwy pozostają Siły Szybkiego Wsparcia.

Africa Corps kontroluje kluczowe kopalnie złota, w tym strategiczne złoża na obrzeżach Darfuru. Kruszec ten stał się dla rosyjskiej gospodarki niezbędnym narzędziem stabilizacji rubla, a jego wydobycie determinuje lojalność Kremla wobec Hemedtiego. Nie bez znaczenia pozostają również ambicje geopolityczne. Rosja od lat dąży do budowy własnej bazy logistycznej i portu nad Morzem Czerwonym, co pozwoliłoby jej na stałą obecność militarną w tym strategicznym akwenie.

Dla Kijowa obecność w Sudanie stanowi element przemyślanej strategii asymetrycznej. Wysyłając na miejsce wysokiej klasy specjalistów z Głównego Zarządu Wywiadu (GUR), Ukraina rzuciła wyzwanie rosyjskim wpływom na obcej ziemi. Oficjalne poparcie dla armii rządowej (SAF) stało się faktem pod koniec 2023 roku, gdy ukraińscy komandosi wzięli udział w operacjach mających na celu odbicie Chartumu z rąk rebeliantów. 

Głównym celem zaangażowania Kijowa jest neutralizacja najemników z Grupy Wagnera, paraliżowanie wydobycia złota zasilającego rosyjską machinę wojenną oraz pozyskiwanie cennych danych wywiadowczych. Jednocześnie aktywność ta pozwala Ukrainie budować wizerunek aktywnego dostawcy bezpieczeństwa. Dostawcy zdolnego do skutecznego uderzenia w rosyjskie interesy wszędzie tam, gdzie Kreml próbuje budować swoje wpływy.

Dlaczego strony nie chcą pokoju?

Konflikt w Sudanie wymyka się klasycznym definicjom wojny domowej. To starcie dwóch radykalnie odmiennych życiorysów, które połączył ten sam system. Zawodowego generała cieszącego się poparciem elit oraz byłego handlarza wielbłądami, który polityczne obycie zastąpił brutalną siłą milicji. Obaj są dziećmi tej samej dyktatury Omara al-Baszira i oboje w równym stopniu odpowiadają za zbrodnie, które czynią rozróżnienie między dobrem a złem niemożliwym.

W tej tragicznej grze prawdziwym celem może wcale nie być pokój. Dla al-Burhana i Dagalo trwająca wojna stała się paradoksalnie najskuteczniejszym narzędziem utrzymania władzy. Dopóki trwa, żaden z nich nie musi odpowiadać przed narodem i społecznością międzynarodową. Sudan stał się tym samym zakładnikiem tragicznego paradoksu: konfliktu, którego kontynuacja jest dla jego liderów bardziej opłacalna niż jego zakończenie. Dodać do tego należy brak prostej możliwości zaangażowania Stanów Zjednoczonych. Zarówno Arabia Saudyjska, jak i Zjednoczone Emiraty Arabskie to bliscy sojusznicy USA, którzy determinują milczące przyzwolenie Waszyngtonu na kontynuację konfliktu.

Fot. nagłówka: Alexander McKinley/Unsplash