Przejdź do treści

Książka na zimę – „Zimny dzień w Raju” Steve’a Hamiltona

Zimą wielu z nas ma trochę czasu wolnego. Uczniowie cieszą się feriami, studenci mogą na chwilę odpocząć od zajęć na uczelni, a spora część osób pracujących decyduje się w tym czasie na urlop. Jedni spędzają ten czas aktywnie, inni wolą odpocząć na kanapie, lecz łączy nas wszystkich jedno – potrzeba odcięcia się na chwilę od zgiełku codziennego życia. Niezależnie od tego, czy zaszywasz się pod ciepłą kołdrą, czy w góralskiej chacie, sięgnięcie po powieść kryminalną z pewnością ci w tym pomoże. Konstrukcja tego typu opowieści sprawia, że są one dynamiczne i wciągające od pierwszej strony, a przy tym stanowią lekką, nieobciążającą mentalnie lekturę. Taką właśnie książką jest Zimny Dzień w Raju.

Nagrodzony kryminał

To debiutancka powieść kryminalna amerykańskiego pisarza Steve’a Hamiltona, która po raz pierwszy ukazała się w 1998 roku w języku angielskim (oryginalny tytuł: A Cold Day in Paradise). Pierwsze polskie wydanie liczy 237 stron, a autorem tłumaczenia jest Sławomir Kędzierski. Przekład ukazał się w 2008 roku nakładem Wydawnictwa Amber i to właśnie z tą wersją publikacji miałam okazję się zapoznać. Książka została uhonorowana równocześnie dwiema nagrodami – Edgar Award oraz Shamus Award. Dokładny czas akcji nie zostaje w powieści określony. Na podstawie daty wydania oraz pojawiających się w tekście artefaktów świata przedstawionego, takich jak budki telefoniczne, telefony stacjonarne i pierwsze telefony komórkowe czy magnetofon, można natomiast bez większych wątpliwości stwierdzić, że wydarzenia rozgrywają się w latach 90. XX wieku.

Fabuła powieści

Były policjant Alex McKnight, chcąc zostawić przeszłość za sobą, wiedzie spokojne życie w niewielkiej miejscowości o urokliwej nazwie Raj (ang. Paradise) położonej na półwyspie Upper Peninsula w stanie Michigan. Od kilku miesięcy prowadzi także działalność prywatnego detektywa. Zlecenia, które otrzymuje od lokalnego prawnika, należą natomiast bardziej do tych monotonnych niż ekscytujących czy niebezpiecznych.

Sytuacja zmienia się w momencie, gdy ginie jego znajomy. Wtedy wszystko wskazuje na to, że sprawcą morderstwa jest mężczyzna o nazwisku Rose – ten, który przed laty postrzelił Alexa i zabił jego partnera. Taki obrót spraw zdaje się jednak niemożliwy, ponieważ Rose… od wielu lat przebywa w więzieniu. Ostatnie spotkanie z tym osobnikiem pozostawiło w ciele Alexa ponurą pamiątkę. Jedna z trzech kul, które zostały do niego wystrzelone, utkwiła tuż obok serca i lekarzom nie udało się jej usunąć. Narrator (Alex) wspomina o tym już na pierwszej stronie powieści, ujawniając swoją traumę spowodowaną tym wydarzeniem. Książka zaczyna się słowami:

Jest tam. Kula w mojej piersi, niecały centymetr od serca. Właściwie już o niej nie myślę. Jest teraz po prostu częścią mnie. Ale raz na jakiś czas, w te szczególne noce, przypominam sobie o niej. Czuję w sobie jej ciężar. Czuję jej metaliczną twardość. I chociaż kula ogrzewa się w moim ciele od czternastu lat, w noce takie jak ta, kiedy jest ciemno i wieje wiatr, wydaje się zimna, jak sama noc.

Fot. Maria Stanisławska / Gazeta Kongresy

Język i struktura tekstu

Zimny Dzień w Raju to kryminał, który czyta się szybko i bez większego wysiłku. Odpowiedzialna jest za to przede wszystkim struktura tekstu. Hamilton stawia na krótkie rozdziały, dużą liczbę dialogów oraz oszczędne opisy. Dzięki temu narracja pozostaje dynamiczna, a fabuła nie traci tempa. Świat przedstawiony jest przez to mniej rozbudowany. Opisów otoczenia jest w tej powieści jak na lekarstwo, podobnie jak w poprzednio recenzowanej przeze mnie książce Nikt nie odpisuje. Z jednej strony można odczuć pewien niedosyt, zwłaszcza że akcja rozgrywa się w malowniczej okolicy. Z drugiej strony właśnie ta oszczędność nadaje książce wyjątkowo lekki charakter. Jeśli taki był zamysł autora, należy uznać go za w pełni udany.

Podczas lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że tekst płynie niemal sam. Wypowiedzi bohaterów są potoczne, naturalne i to one w dużej mierze budują klimat powieści. Czuć również, że miasteczko o nazwie Paradise nie jest dla autora przypadkowym punktem na mapie. W „Podziękowaniach” zamieszczonych na końcu książki, Hamilton informuje, że odwiedził to miejsce i poznał jego mieszkańców. To z kolei przekłada się na autentyczność świata przedstawionego.

W polskim tłumaczeniu z 2008 roku pojawiają się jednak określenia, które z dzisiejszej perspektywy uznać należy za przestarzałe i obraźliwe. Konkretnie są to dwa słowa: „murzyn” i „inwalida”. Zostały one użyte w kontekstach sugerujących neutralne znaczenie. Uważam jednak, że w świetle współczesnej wiedzy społecznej i językoznawczej, należałoby zastąpić je innymi, niepejoratywnymi wyrażeniami. Być może, i taką mam nadzieję, zostało to poprawione w nowszym wydaniu. Jeżeli jednak podobny język występował już w oryginalnej wersji powieści, ingerencja w język autora nie byłaby wskazana.

Fot. Maria Stanisławska / Gazeta Kongresy

Na koniec

Nie jest to książka wyjątkowa i wcale nie próbuje taką być. Hamilton zręcznie powtarza schematy gatunku, dbając o przyjemny klimat i zachowując lekką formułę. Zręczna konstrukcja fabuły, ciekawa lokalizacja, dobrze zarysowane postaci oraz nuta cech czarnego kryminału sprawiły, że ta lektura pochłonęła kilka z moich zimowych wieczorów. Wystarczy zapoznać się z pierwszym rozdziałem, żeby wylewająca się z kartek mroczna atmosfera zachęciła do dalszego czytania. Sięgnięcie po tę powieść utwierdziło mnie w przekonaniu, że lektura kryminałów idealnie sprawdza się jako forma relaksu. Może ty także sięgniesz po Zimny Dzień w Raju podczas zimowej przerwy od nauki lub pracy? Jeśli się na to zdecydujesz i ta pozycja przypadnie ci do gustu, możesz zapoznać się również z pozostałymi książkami z serii o Alexie McKnightcie. Ja na pewno przeczytam kolejną, choć muszę przyznać, że będę się rozglądać za nowszym tłumaczeniem.

Fot. nagłówka: Maria Stanisławska / Gazeta Kongresy