„Ale dziś piękna pogoda!” słyszane z ust niezbyt dobrze znanej osoby oznacza tylko jedno: zaraz nastąpi small talk. Ta forma komunikacji, przez jednych kochana, a przez drugich nienawidzona, często każe szybko decydować o dalszym losie rozmowy. Potakujemy głową lub silimy się na zdawkową odpowiedź. Jeśli chcemy wyjść na jeszcze milszych – odnosimy się szerzej, dodajemy informację od siebie i kontynuujemy rozmowę. Ale czy realnie tego potrzebujemy?
Small talk stanowi jeden z fundamentów podtrzymywania rozmowy. Aby uniknąć niezręcznej ciszy, sięgamy po sprawdzone rozwiązania: pytamy o samopoczucie, plany na cały dzień lub nawiązujemy do pogody. Te pozornie banalne kwestie tworzą bezpieczną przestrzeń do kontynuowania dialogu. Dzięki nim możemy wybadać, czy łatwo będzie nam się dogadywać z rozmówcą, czy też lepiej zrezygnować z dalszych prób.

Pierwszy krok w rozmowie
Pierwsze minuty spotkania są często kluczowe dla jego dalszego rozwoju. Wszystko zależy właściwie od tego, co ma się dziać dalej. Jeśli spotykamy się, by negocjować warunki umowy, to small talk jest niezbędny, by wprawić się w dobry nastrój, poznać bliżej przeciwnika i zbudować spokojną atmosferę. Z kolei gdy stoimy w kolejce w sklepie i odezwie się do nas starsza pani, kontynuowanie rozmowy służy temu, by nie pozostawić jej z poczuciem samotności, a i przy okazji samemu móc się z kimś podzielić oceną rzeczywistości. Sprawa robi się nieco bardziej skomplikowana przy spotkaniach z osobami, których nie znamy zbyt dobrze, bo mamy zbyt krótki staż relacji lub przyszli w towarzystwie tych, których lubimy. Wtedy rozmowa może zacząć się niezręcznie i wcale nie musi skończyć się dobrze, ale jest potrzebna.
– Widzę small talk jako nieodłączny element, np. zetknięcia się z nowo poznawaną osobą; w tym sensie jest to coś, czego nie jestem w stanie przeskoczyć, nawet jeśli bym chciała. Widzę go jako bezpieczny element relacji, bo stały, czy on mi się podoba, czy nie, mogę się go spodziewać – mówi Dominika Miziołek, liderka zespołu Kultury Gazety Kongresy. Zwraca jednak uwagę na to, że ta forma komunikacji nie obowiązuje wśród osób, które są jej bliskie.
– Small talku z osobami, które dobrze znam, nie praktykuję, więc nie rozpatruję go nawet w kategorii elementu rozmów. „Najgorzej” jest z dawnymi bądź nie tak odległymi znajomymi – ktoś, kto „coś kojarzy” i ja o nim niewiele pamiętam. Wtedy z bezpieczeństwem pół na pół – dodaje Dominika.
Small talk nie taki łatwy
Prowadzenie small talku nie należy do najłatwiejszych zadań. Jeśli nasz rozmówca jest komunikatywny i zależy mu na odpowiedzi, sytuacja staje się prosta i nawet przyjemna. Trudniej robi się w sytuacji, gdy nasze słowa są niczym rzucanie grochem o ścianę. Rozmówca kręci nosem na jakąkolwiek próbę zaangażowania go i zaczyna się ta okrutna, niezręczna cisza i ciche błaganie, by ktoś ją przerwał.
– Im dłużej small talk się ciągnie, tym gorzej – nie z wszystkimi jestem w stanie przeskoczyć jego bariery, co zwiększa napięcie. To też zależy od mojej kondycji tego dnia, czy mam w sobie na to siłę – dzieli się Dominika. Przytacza też, jaka konieczność użycia small talku powoduje u niej największy stres. – Dzieje się to w sytuacji poznania masowo wielu osób. Wtedy tej energii społecznej przestaje starczać, ja też szybko irytuję się na rozmowy, które donikąd nie prowadzą. Jeszcze gorzej, jeśli okoliczności nie pozwalają pociągnąć za język, np. w tramwaju czy na ulicy.
Szczególnie na ulicy trudne wydaje się panowanie nad rozmową. Trudno wtedy odgadnąć, co ma na głowie rozmówca i czy będzie w stanie porozmawiać, czy jego słowa będą zdawkowe.
Wszystko ma swoje wady
Small talk to taka rozmowa dla ludzi, którzy nie mają sobie nic do powiedzenia, ale bardzo nie chcą, żeby to było widać.
– Moim głównym zarzutem w kierunku prowadzenia small talku jest poczucie prowadzenia rozmowy donikąd. Jeśli mam w perspektywie z daną osobą jakieś spotkanie, świetnie. Skupię się na celu i odliczaniu do tego czasu, gdy będę mogła przejść od razu do omawiania spraw ważniejszych – ocenia Dominika.
Jednym z ważnych problemów jest też brak poczucia kontroli, z którym mierzy się osoba rozpoczynająca tę wymianę zdań. Dominika dodaje, że wydaje jej się, że często zostaje prowadzącym rozmowę, jeśli ktoś nie pociągnie tematu. – Paradoksalnie, nie czuję wtedy kontroli nad rozmową, być może przez jej small talkowy charakter. Myślę, że w każdej rozmowie, w której potencjalnie small talk można odbyć, taki moment nadciąga i jak ktoś nie jest w stanie go wyłapać, to trudno jest wydobyć cokolwiek sensownego od drugiej strony – dodaje.
W praktyce small talk bywa też testem wytrzymałości – sprawdza, ile potrafimy udawać zainteresowanie czymś, co w gruncie rzeczy nas nie obchodzi. Odbija też nasze własne napięcie i niepewność. Im bardziej boimy się ciszy, tym bardziej rozmowa staje się mechaniczna, pełna frazesów i pustych uśmiechów.
Wstęp do szczerej rozmowy
Small talk może być też preludium czegoś większego. Oczywiście, w wielu sytuacjach jest tylko grzecznościową formułką. Jednak jeśli odpowiednio się go poprowadzi i załapie dobry kontakt z drugą osobą, rozmówka ma szansę przekształcić się w pełnowartościowy, dobry dialog. Składa się na to jednak wiele czynników. Podstawowym jest to, że nie sposób nam dogadać się z każdym. Różnimy się od siebie doświadczeniami, środowiskami, trybami życia, planami i wiele, wiele więcej. Z niektórymi po prostu nie będziemy wiedzieli, o czym rozmawiać, bo nie będziemy nadawać na tych samych falach. Nie każdy też ma na tyle wykształconą zdolność komunikowania, by umieć dobrze rozmawiać. Do dobrej rozmowy potrzeba osób, które umieją dobrze zadać pytanie i równie dobrze na nie odpowiedzieć. A także skierować dialog na inny temat i nie czuć przy tym dyskomfortu. A znalezienie takich rozmówców jest bardzo trudne.
Żeby small talk dobrze potoczył się dalej, potrzeba odpowiednich warunków.
– Przede wszystkim czas. Jeśli mogę się otworzyć, to znaczy: nie siedzę z zegarkiem w ręce, wiem, że nie wsiądę zaraz w tramwaj albo nie będę musiała się z osobą rozstać – wówczas mogę się otworzyć. Ponadto, miejsce ma ogromne znaczenie. Najlepiej, jeśli to będą ustronne warunki, na pewno nie gdzieś, gdzie jest dużo ludzi. Choć np. w restauracjach to z jakiegoś powodu nie ma znaczenia, o ile obie strony rozmawiają odpowiednio cicho. Może być zacisze domowe – dzieli się liderka Kultury Gazety Kongresy.
Szczególna rola rozmówcy
Zwraca też uwagę na samego rozmówcę, podkreślając dwustronność komunikowania. Ważne jest to, jak zareaguje druga osoba, bo samemu niestety nie da się pociągnąć rozmowy.
– Towarzystwo to osobna kwestia. Jeśli jestem sam na sam z nowo poznaną osobą, pewnie, mogę się otworzyć, o ile mi „pozwoli”. W towarzystwie pięciu nowych osób, które śmieją się do rozpuku z żartu, którego nie znam, raczej takich warunków nie ma – mówi.
Jestem zdania, że moment „teraz albo nigdy”, gdy ktoś albo podłapuje moją chęć przeniesienia rozmowy na głębszy poziom, albo nie, występuje zawsze. Jeśli mam od kogoś sygnał na tak, to kończymy small talk. Jeśli nie – zawsze kończy się to na niezręcznej ciszy. To w dużej mierze zależy od bardzo nieuchwytnego czynnika, flow, jakie z kimś masz, czasem tego, co o sobie wiedzieliście wcześniej, i czy w ogóle. Dotyczy to obu stron.
Small talk daje też pewne poczucie komfortu, bo rozmawiamy o tematach prozaicznych. Te głębsze, dotyczące kwestii wrażliwych czy po prostu ważnych, nie są raczej przeznaczone dla mało nam znanych osób.
– Z reguły nowo poznanym osobom nigdy nie mówię nic takiego, co mogłoby nadszarpnąć moje zdrowie, jeśli by się wydało. Na przykład, wszyscy lubimy się chwalić swoimi osiągnięciami, ale tylko z niektórymi będę w stanie podzielić się moimi planami na przyszłość lub obawami z nimi związanymi. Jeśli widzę aktywne uczestnictwo w rozmowie, flow, chęć przeniesienia rozmowy na głębszy poziom choćby z odpowiedzi, jakich druga strona udziela, wtedy powiem więcej – podsumowuje Dominika Miziołek.
Choć wielu z nas podchodzi do small talku z rezerwą, jego znaczenie w budowaniu relacji i testowaniu społecznej interakcji jest nie do przecenienia. Umiejętność prowadzenia go w sposób świadomy i wyczulony na reakcje rozmówcy może zdecydować o tym, czy zwykła wymiana zdań zamieni się w inspirujący dialog.
Fot. nagłówka: Pixabay
O autorze
Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pasjonatka języka polskiego, psychologii i różnych form dziennikarskich. Lubi bawić się słowem i szukać nowych perspektyw w rozmowach z ludźmi. W wolnym czasie chętnie wybiera się na city breaki.

