Przejdź do treści

Za kulisami kryzysu – złoty blask Białego Domu i cienie amerykańskiego głodu

W poniedziałek Senat Stanów Zjednoczonych przyjął projekt prowizorium budżetowego, który kończy najdłuższy w historii kraju paraliż funkcjonowania rządu federalnego – trwający aż 42 dni. Porozumienie, wypracowane po tygodniach impasu, zakłada finansowanie rządu do końca stycznia i cofnięcie masowych zwolnień pracowników federalnych. Prezydent Donald Trump, komentując decyzję Senatu, pogratulował Republikanom, w tym przewodniczącemu Izby Reprezentantów Mike’owi Johnsonowi, mówiąc, że „otwierają kraj”. Dla milionów Amerykanów to koniec tygodni niepewności, wstrzymanych pensji i pustych lodówek. Jednak obraz, który na zawsze zapisze się w pamięci, to nie tylko polityczne przepychanki w Kongresie – lecz kontrast między głodem a złotem.

42 dni ciszy w instytucjach – i hałasu na placu budowy

Rządowy „shutdown”, czyli czasowe wstrzymanie finansowania agencji federalnych z powodu braku zatwierdzonego budżetu, odcisnął się na życiu milionów obywateli. Gdy w domach urzędników gasły światła, a rodziny liczyły każdy cent, w centrum Waszyngtonu ruszyły prace budowlane – prezydent Trump nakazał rozbiórkę historycznego Wschodniego Skrzydła Białego Domu, by w jego miejscu wznieść nowy, monumentalny ballroom – salę balową o powierzchni 90 tysięcy stóp kwadratowych, która ma pomieścić nawet 700 gości.

Była to decyzja zaskakująca nawet dla osób z najbliższego otoczenia prezydenta. Trump zapowiadał wcześniej, że nowa sala powstanie jako odrębny budynek, nie naruszając zabytkowej struktury Białego Domu, jednak kilka dni przed rozpoczęciem prac zmienił zdanie. „Wszystko tam idzie do wyburzenia” – miał powiedzieć, uzasadniając to potrzebą stworzenia miejsca na wielkie wydarzenia państwowe i „prawdziwie godne przyjęcia”.

To, co w innych czasach byłoby ekscentrycznym projektem architektonicznym, w środku największego od dekad kryzysu finansowego administracji federalnej nabrało wymiaru symbolu. Symbolu złotej estetyki Trumpa – i braku empatii wobec Amerykanów, którzy w tym samym czasie ustawiali się w kolejkach po darmowe jedzenie.

Złoty sen o potędze

Donald Trump od lat pielęgnuje wizerunek budowniczego imperiów – człowieka, który łączy luksus, władzę i własne nazwisko w jeden brand. W jego wizji polityki architektura staje się narzędziem manifestacji siły. „To Biały Dom narodu, nie tylko mój” – przekonywał prezydent, ogłaszając plan budowy. Koszt projektu ma sięgnąć 300 milionów dolarów, ale – jak zapewnia administracja – nie zostanie on sfinansowany z pieniędzy podatników.

Źródłem funduszy są darowizny od największych korporacji i miliarderów. Wśród sponsorów znaleźli się giganci tacy jak Amazon, Google, Meta, Apple, Lockheed Martin czy Palantir, a także członkowie gabinetu Trumpa. Oficjalnie to gest patriotyzmu. Nieoficjalnie – jak ostrzegają organizacje etyczne – „bilet wstępu do sali, gdzie podejmowane są decyzje”.

Wątpliwości budzą też plany wzniesienia Łuku Triumfalnego naprzeciwko pomnika Lincolna, który już na etapie projektu zyskał przydomek „Arc of Trump”. Gdy zapytano prezydenta, komu ma być poświęcony monument, odpowiedział krótko: „Mnie”.

Fot. Heute.at

Gdy miliony głodują, prezydent świętuje

W tym samym czasie, gdy koparki pracowały na terenie Białego Domu, a władza paraliżowała się nawzajem w Waszyngtonie, Ameryka stawała na krawędzi kryzysu humanitarnego. Po 36 dniach bez uchwalenia budżetu ponad 42 miliony Amerykanów – czyli około 12 procent społeczeństwa – zaczęły tracić dostęp do programu pomocy żywnościowej SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program). Dla większości z nich była to jedyna gwarancja, że na stole pojawi się kolacja.

Według danych Departamentu Rolnictwa, 80 procent gospodarstw korzystających z SNAP to rodziny z dziećmi, osobami starszymi lub niepełnosprawnymi. Trzy czwarte z nich żyje poniżej granicy ubóstwa. W całym kraju rosły kolejki przed bankami żywności, a media pokazywały łzy matek, które nie wiedziały, czym nakarmić dzieci.

W tym samym tygodniu, w którym wstrzymano wypłaty świadczeń, w Białym Domu odbyła się kolacja dla sponsorów sali balowej. Na stołach pojawił się beef Wellington, gruszki z syropem z cynamonu i lody o smaku toffi z kruszonką. „Jeśli Demokraci chcieliby stworzyć spot kampanijny przeciwko Trumpowi, nie wymyśliliby lepszego kontrastu” – skomentował jeden z krytyków.

Co więcej, reporterzy odwiedzający Biały Dom zauważyli, że wnętrza siedziby prezydenta już wcześniej zaczęły przypominać styl znany z Trump Tower czy posiadłości Mar-a-Lago. Złote ramy, marmury, lustra, a nawet muzyka Elvisa Presleya – to codzienność w gabinetach, gdzie podejmowane są decyzje o losach państwa. W ogrodach zniknęła trawa, zastąpiły ją białe płyty i parasole w stylu resortu z Florydy.

Te zmiany można określić jako „przemianę Białego Domu w złotą klatkę”. To, co jeszcze kilka lat temu Barack Obama żartobliwie przewidywał podczas słynnego White House Correspondents’ Dinner w 2011 roku, stało się faktem: „Trumpowy” Biały Dom jak z kasyna w Las Vegas, pełen złota i przepychu.

Rozpad instytucji, paraliż zaufania

Shutdown, który trwał 42 dni, nie był tylko finansową blokadą – był testem na zdolność amerykańskiego systemu do samonaprawy. Wstrzymane zostały wypłaty dla setek tysięcy pracowników federalnych, w tym kontrolerów lotów, urzędników celnych i naukowców. Linie lotnicze zaczęły odwoływać loty z powodu braków kadrowych, a eksperci ostrzegali, że bezpieczeństwo w przestrzeni powietrznej może być zagrożone.

W wielu stanach, w tym w Wirginii i Maryland, otwarto specjalne punkty dystrybucji żywności dla pracowników rządowych. „Nie wiem, jak zapłacę czynsz” – mówiła jedna z kobiet cytowana przez lokalne media. – „Zawsze byłam dumna z tego, że pracuję dla rządu, ale teraz czuję się jak ofiara jego obojętności”.

A co na to prezydent?

W czasie, gdy jego kraj pogrążał się w kryzysie, Donald Trump koncentrował się na projektach budowlanych i podróżach zagranicznych. W dawnych czasach byłoby nie do pomyślenia, żeby prezydent opuszczał kraj podczas paraliżu administracji. Nawet wśród Republikanów zaczęło narastać zniecierpliwienie. Wewnętrzne sondaże pokazały, że shutdown obniża poparcie dla partii, zwłaszcza wśród wyborców niezależnych.

Propozycja Trumpa, by rozwiązać impas poprzez zniesienie filibusteru – zasady wymagającej 60 głosów w Senacie do przyjęcia większości ustaw – spotkała się z chłodnym przyjęciem nawet w jego własnym obozie. Senator John Thune i inni liderzy GOP przestrzegali, że usunięcie tej procedury otworzyłoby drogę do radykalnych reform, gdyby w przyszłości władzę przejęli Demokraci.

Ostatecznie to właśnie w Senacie, po tygodniach impasu, narodził się kompromis. Wspólnie z jednym z senatorów niezależnych Demokraci zgodzili się poprzeć prowizorium budżetowe, które utrzyma finansowanie rządu do końca stycznia. Decyzja oznacza powrót do pracy dla setek tysięcy urzędników i wznowienie programów społecznych.

Prezydent Trump natychmiast zareagował na platformie Truth Social, chwaląc Republikanów i szczególnie przewodniczącego Izby Reprezentantów Mike’a Johnsona. „Otwierają kraj” – napisał. Nie odniósł się jednak do dramatów zwykłych obywateli ani do kontrowersji wokół sali balowej.

Fot. Heute.at

„Złoty” przywódca a amerykańska mentalność

Choć w oczach wielu Amerykanów Trump jawi się jako symbol rozpasania i egoizmu, jego wierny elektorat nie widzi w tym nic nagannego. Dla zwolenników prezydenta to dowód siły i sukcesu. „On jest budowniczym. Robi to, co potrafi najlepiej. I robi to dla nas” – to głos, który powtarza się wśród uczestników jego wieców.

Amerykańska kultura ma głęboko zakorzeniony etos samodzielności. „Pull yourself up by your bootstraps” – wyciągnij się z biedy własnymi siłami – to hasło, które od pokoleń tłumaczy niechęć do programów socjalnych. Dla części społeczeństwa luksus Trumpa nie jest powodem do potępienia, lecz aspiracją.

Symbol dwóch Ameryk

Trwający 42 dni paraliż rządu obnażył podziały głębsze niż polityczne. Z jednej strony złote korytarze i projekty o wartości setek milionów dolarów, z drugiej – matki w kolejkach po żywność, kontrolerzy lotów bez pensji, urzędnicy żyjący na kredyt.

W ostatnich tygodniach shutdownu amerykańskie media mówiły o „dwóch ekranach”: na jednym – koparki burzące Wschodnie Skrzydło Białego Domu, na drugim – wolontariusze rozdający paczki żywnościowe. To nie był przypadek, lecz metafora: jedna Ameryka buduje salę balową, druga walczy o przetrwanie.

Choć prowizorium budżetowe zakończyło najdłuższy shutdown w historii USA, pytanie, czy ten kryzys naprawdę dobiegł końca, pozostaje otwarte. Podziały polityczne są głębsze niż kiedykolwiek, a symboliczny „bal” – w złotej sali i przy pustych stołach – może jeszcze długo trwać.

Na razie Ameryka odetchnęła. Urzędnicy wracają do pracy, programy pomocowe zostaną wznowione, a prezydent – jak sam mówi – „otworzył kraj”. Ale w pamięci zostaje obraz, który mówi więcej niż polityczne deklaracje: prezydent tańczący w świetle kryształowych żyrandoli, podczas gdy jego obywatele stoją w kolejce po chleb.

Fot. nagłówka: Heute.at

O autorze

Studentka prawa i lingwistyki stosowanej, zaangażowana w działalność Ladies of Liberty Alliance. Laureatka licznych stypendiów w Stanach Zjednoczonych, miłośniczka polityki amerykańskiej.