Przejdź do treści

Wojna widmo na Karaibach, czyli jak Trump testuje granice władzy

Amerykańskie ataki na Karaibach, śmiercionośne operacje na morzu i groźby bombardowań stawiają pytanie, czy Donald Trump przekroczył granicę prawa i rozsądku. Wenezuela znów staje się epicentrum globalnego napięcia – tym razem z konsekwencjami, które mogą wstrząsnąć całym regionem.

Chaos w polityce USA. Czy Donald Trump przekroczył granicę?

W ostatnich miesiącach Donald Trump stara się wysłać światu jasny komunikat: w sprawie Wenezueli nie blefuje. Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiada, że amerykańskie wojsko będzie prowadzić uderzenia na terytorium tego kraju, a jego administracja prezentuje najbardziej agresywną linię wobec Caracas od dekad. Jednocześnie rosną oskarżenia o łamanie prawa międzynarodowego, seria śmiercionośnych ataków na niewielkie łodzie w rejonie Karaibów stawia zaś pytania o granice prezydenckiej władzy oraz o rzeczywiste motywy działań Waszyngtonu.

Przypadek Wenezueli – kraju od lat ogarniętego kryzysem gospodarczym i politycznym – ponownie staje się centralnym elementem amerykańskiej debaty publicznej. Ale tym razem stawka wydaje się większa niż kiedykolwiek wcześniej.

Atmosfera wojny bez wojny

Od sierpnia administracja Trumpa stopniowo podnosiła poziom napięcia, doprowadzając w końcu do bezprecedensowej sytuacji: gigantycznego rozmieszczenia sił amerykańskich w basenie Morza Karaibskiego. Uderzenia na łodzie, które administracja określa mianem „narco boats”, prowadzone są od września. Według informacji ujawnionych opinii publicznej, zniszczono już co najmniej 20 jednostek, zabijając ponad 80 osób.

Skala mobilizacji jest tak duża, że w rejonie Karaibów znajduje się dziś około jedna siódma całej amerykańskiej marynarki wojennej. To sygnał, który wykracza poza tradycyjne działania antynarkotykowe.

Trump grozi nie tylko dalszymi atakami, ale także ewentualnymi bombardowaniami na terytorium Wenezueli. Jednocześnie prowadzi do niespotykanego dotąd politycznego nacisku na Nicolása Maduro. Departament Sprawiedliwości oraz Departament Stanu ogłosiły nawet 50-milionową nagrodę za informacje mogące doprowadzić do jego aresztowania.

Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że – paradoksalnie – równolegle pojawiają się sygnały możliwej normalizacji stosunków między oboma krajami. W kuluarach mówi się nawet o potencjalnych interesach amerykańskich korporacji na terenie Wenezueli w przypadku osiągnięcia porozumienia.

Ten dysonans – jednoczesne groźby wojny i sygnały możliwej współpracy – oddaje szerszą cechę obecnej administracji: całkowitą nieprzewidywalność.

Fot. Heute.at

Motyw nr 1 – upokorzenie z 2019 roku

Dlaczego Trump tak obsesyjnie koncentruje się na Maduro? Część analityków sugeruje, że motywacja prezydenta ma podłoże osobiste. W 2019 roku USA próbowało wymusić zmianę władzy w Caracas, popierając Juana Guaidó jako „tymczasowego prezydenta”. Mimo szerokiego międzynarodowego wsparcia, plan zakończył się fiaskiem – Maduro pozostał u władzy.

Dla polityka, który buduje swój wizerunek na nieomylności, była to dotkliwa porażka. Dziś Trump zdaje się robić wszystko, by wyrównać symboliczne porachunki.

Motyw nr 2 – doktryna Don Roe

Nie bez znaczenia jest także nowa wersja starej Doktryny Monroe’a. Jej współczesna reinterpretacja, określana niekiedy jako „doktryna Don Roe”, ma jeden główny cel: ograniczyć wpływy Rosji i Chin w Ameryce Łacińskiej. A Maduro w ostatnich latach intensywnie wzmacniał relacje zarówno z Moskwą, jak i Pekinem.

Pod tym względem działania USA można postrzegać jako element geopolitycznej rozgrywki, a nie tylko wewnętrznej polityki amerykańskiej.

Motyw nr 3 – retoryka migracyjna

Trump argumentuje, że ucieczka milionów Wenezuelczyków jest dla Stanów Zjednoczonych zagrożeniem. Twierdzi – bez dowodów – że Maduro „opróżnia więzienia i szpitale psychiatryczne”, wypychając niebezpieczne osoby w kierunku granic USA.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Od 2013 roku kraj opuściło około 8 milionów ludzi, głównie zwykłych rodzin dotkniętych załamaniem gospodarczym. Co więcej, liczne badania i relacje terenowe nie potwierdzają teorii o masowym wypuszczaniu więźniów czy pacjentów szpitali psychiatrycznych, a grupy przestępcze, choć obecne w regionie, stanowią jedynie marginalną część całej migracji.

Wiele rodzin wędruje pieszo przez Amerykę Południową, nierzadko bez butów, uciekając przed dramatycznym upadkiem gospodarczym swojego kraju. To ludzie, którzy – jak opisują korespondenci – nie odpowiadają żadnym stereotypom, które Trump próbuje narzucić opinii publicznej.

Motyw nr 4 – wojna z narkotykami

Kolejnym elementem narracji Białego Domu jest utrzymywanie, że Wenezuela odpowiada za napływ fentanylu do USA. Jednak, według relacji ekspertów, wszystko wskazuje na to, że substacja ta wytwarzana jest z prekursorów pochodzących głównie z Chin i Azji Południowo-Wschodniej, a jego szlak przerzutowy prowadzi przede wszystkim przez Meksyk. W praktyce Wenezuela nie ma istotnego udziału w tym procederze. Przez jej terytorium przepływa jedynie część kokainy, i to w ograniczonej skali, a większość tego ładunku kierowana jest nie do USA, lecz na rynek europejski.

Fot. latinamericareports.com

Śmiercionośne ataki na morzu – czy popełniono zbrodnię wojenną?

Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak działań zbrojnych. Wśród serii nalotów szczególne kontrowersje budzi pierwsza operacja, ujawniona przez „Washington Post”. Z relacji tej wynika, że część załogi zaatakowanej łodzi przeżyła pierwszy ostrzał, po czym miał pojawić się rozkaz wykonania tzw. „double tap”, czyli ponownego uderzenia w ludzi walczących o życie na morzu. Ostatecznie, z jedenastu osób znajdujących się na pokładzie, nie ocalał nikt.

Fakt ten budzi szczególne oburzenie, ponieważ prawo międzynarodowe oraz wielowiekowe zwyczaje obowiązujące na morzu nakazują ratowanie rozbitków, nawet jeśli należą do wrogiego podmiotu. Co więcej, liczba ludzi na pokładzie – aż 11 – nie odpowiada typowej załodze łodzi przemytniczych. Istnieje podejrzenie, że część z nich mogła być zwykłymi migrantami lub rybakami.

Jeśli te oskarżenia się potwierdzą, opisane działania mogą nosić znamiona zbrodni wojennej.

Sekretarz wojny z memami i przeciekami

Szczególny cień pada na Pete’a Hegsetha – sekretarza, który sam zmienił swój tytuł na „Secretary of War”.

To właśnie on – według niektórych relacji – miał wydać polecenie, by „nie zostawić żadnych ocalałych”. Administracja próbuje obarczyć odpowiedzialnością jednego z admirałów, sugerując, że sam podjął decyzję o podwójnym ataku. Jednak wersja ta budzi wątpliwości wśród obserwatorów.

Hegseth już wcześniej naruszał podstawowe zasady bezpieczeństwa, ujawniając tajne informacje w prywatnym czacie na Signal. W tej samej grupie znajdował się nawet redaktor naczelny „The Atlantic”, co pokazuje skalę chaosu panującego w Waszyngtonie.

Trudno nie zauważyć również jego publicznej aktywności w mediach społecznościowych – publikował memy przedstawiające postać w stylu kreskówkowego żółwia strzelającego do łodzi. Dla wielu dyplomatów i analityków z Ameryki Południowej fakt, że taki człowiek jest odpowiedzialny za potencjalne działania wojenne, jest wręcz przerażający.

Fot. Flickr

Presja na Maduro – i ryzyko katastrofy

W ostatnich tygodniach Trump miał rozmawiać z Maduro, oferując mu „bezpieczny wylot” z kraju w zamian za natychmiastową rezygnację. Ten jednak nie zamierza ustąpić. W Caracas pojawiły się nawet nagrania, na których tańczy i żartuje, porównując swoją popularność do gwiazd muzyki pop.

Według obserwatorów Maduro zdaje się świadomie wybierać pozostanie u władzy – być może dlatego, że system, który go otacza, nie pozwala mu na ucieczkę, nawet gdyby chciał.

Gdy dyplomatyczne naciski nie przynoszą rezultatów, pojawia się pytanie: co dalej zrobi Trump? Czy pozwoli, aby kolejna próba obalenia Maduro zakończyła się niepowodzeniem? A może zdecyduje się na bombardowania celów w głębi terytorium Wenezueli?

Scenariusze te budzą poważne obawy: od ryzyka masowego napływu uchodźców po możliwość rozbicia kraju na strefy kontrolowane przez różne militarne frakcje – tak samo jak w Libii.

Trudno nie dostrzec, że działania Trumpa wpisują się w szerszy trend. W całej Ameryce pojawia się fala politycznych strategii opartych na demonizowaniu migrantów. W Brazylii brutalne operacje policyjne z setkami ofiar potrafią zyskać masowe poparcie. Z kolei w Chile rośnie popularność polityków wyznających „trumpowski” styl, wzywających do budowy murów na pustyni.

Retoryka prezydenta USA, wymierzona ostatnio także w Somalijczyków i w kongresmenkę Ilhan Omar, znajduje swoje echo w innych krajach regionu. Dla wielu migrantów oznacza to kolejną falę strachu i niepewności.

Czy Trump posunął się za daleko?

Wobec rosnących niejasności, śmiercionośnych operacji oraz coraz głośniejszych głosów krytyki – również ze strony Republikanów – pojawia się zasadnicze pytanie: jak daleko gotów jest posunąć się Donald Trump?

Celem jest wywarcie presji? Czy próba zdobycia politycznego kapitału na strachu przed migracją i narkotykami? A może rzeczywiście rozważana jest pełnoskalowa operacja militarna?

Konsekwencje takiego kroku mogłyby być dramatyczne – zarówno dla Ameryki Łacińskiej, jak i samych Stanów Zjednoczonych.

Jedno jest pewne: gra, którą prowadzi administracja Trumpa, stała się jednym z najbardziej niebezpiecznych i nieprzewidywalnych elementów światowej polityki. Wenezuela, osłabiona wieloletnim kryzysem, stała się polem, na którym mogą rozegrać się wydarzenia o ogromnym znaczeniu dla całego regionu.

Fot. nagłówka: Flickr

O autorze

Studentka prawa i lingwistyki stosowanej, zaangażowana w działalność Ladies of Liberty Alliance. Laureatka licznych stypendiów w Stanach Zjednoczonych, miłośniczka polityki amerykańskiej.