Donald Trump zerwał sojusz z jedną ze swoich najwierniejszych sojuszniczek, Marjorie Taylor Greene, po jej naciskach na pełne ujawnienie akt Jeffreya Epsteina. Konflikt, który jeszcze niedawno wydawał się niemożliwy, dziś odsłania głębokie pęknięcia w ruchu MAGA i zmusza do pytania, czy to początek ery polityki post-Trumpowskiej.
A poszło o akta Epsteina…
W świecie amerykańskiej polityki przywykliśmy już do gwałtownych konfliktów, dramatycznych zwrotów akcji i spektakularnych zdrad. Jednak niewielu obserwatorów przewidziało, że jednym z najgłośniejszych starć tej kampanii okaże się konflikt pomiędzy Donaldem Trumpem a jedną z jego dotychczas najwierniejszych sojuszniczek – Marjorie Taylor Greene. Przez lata była ona symbolem twardego skrzydła ruchu MAGA, poświęcając swoją polityczną reputację na rzecz obrony byłego prezydenta. Tymczasem dziś staje się jego otwartą przeciwniczką, a spór między nimi ujawnia głębokie pęknięcia w samym rdzeniu trumpizmu.
Oś konfliktu jest zaskakująca, choć jednocześnie jednoznacznie poważna, bo dotyczy ujawnienia akt Jeffreya Epsteina. To właśnie stanowisko Greene w sprawie tych materiałów doprowadziło do eksplozji napięcia, osobistych ataków i politycznego odwrotu, który może przedefiniować przyszłość ruchu MAGA – a być może nawet całej Partii Republikańskiej.
Zmiana kursu Trumpa – od blokady do podpisania ustawy
Jeszcze niedawno Donald Trump robił wszystko, aby uniemożliwić publikację dokumentów związanych z Epsteinem – na tyle, że według relacji miał wywierać presję na członków Kongresu, zapraszać ich do Situation Room i apelować o blokadę ujawnienia akt. Jednak w ciągu zaledwie kilku dni jego stanowisko przeszło spektakularny zwrot o 180 stopni. Trump podpisał ustawę zobowiązującą do ujawnienia części dokumentów w ciągu 30 dni, co natychmiast uznał za dowód własnej transparentności.
Ta zmiana wydaje się jednak być obliczona politycznie. Umożliwia mu powoływanie się na trwające śledztwa, szczególnie przeciwko demokratycznym postaciom, jako podstawę do dalszego ukrywania wybranych elementów akt. Procedura przeprowadzona przez Kongres pozwala mu również przerzucić odpowiedzialność na instytucje federalne, zamiast brać ją na siebie bezpośrednio. W praktyce daje to możliwość selektywnego podejścia do dokumentów – od ujawnienia części materiałów szkodzących Demokratom po blokadę treści, które mogłyby uderzyć w jego otoczenie.
Warto pamiętać, że choć nie ma dowodów bezpośrednio łączących Trumpa z przestępstwami Epsteina, istnieją liczne wątki dotyczące jego towarzyskich i biznesowych relacji z miliarderem oraz kręgiem wpływowych osób z jego otoczenia z czasów, gdy Trump był prominentną postacią nowojorskiego świata mediów i nieruchomości. Dla opinii publicznej kluczowe może nie być to, czego dowiedzą się z dokumentów, ale czego nadal się nie dowiedzą.

Marjorie Taylor Greene – od ikony MAGA do „zdrajczyni”
Greene jeszcze niedawno była jedną z najbardziej radykalnych i lojalnych reprezentantek trumpizmu. Jej kariera zaczęła się od działalności w internecie jako propagatorki teorii spiskowych, w tym QAnon, „Pizzagate” czy fałszywych narracji o zamachach i strzelaninach. W Kongresie szybko stała się symbolem stylu politycznego opartego na skandalach, agresji medialnej i antyestablishmentowej retoryce. Choć na początku nawet republikańskie kierownictwo uznawało ją za zbyt toksyczną i pozbawiło funkcji w komisjach, z czasem stała się filarem trumpistycznego skrzydła w Izbie Reprezentantów.
Kiedy jednak publicznie poparła pełną publikację akt Epsteina i zadeklarowała, że ,,bogaci i wpływowi nie powinni być chronieni”, stała się dla Trumpa wrogiem. Jego reakcja była natychmiastowa i skrajnie personalna – publiczne obelgi, zdjęcie poparcia wyborczego, a nawet sugestie, że Greene powinna zostać politycznie wyeliminowana. Trump nazwał ją między innymi „Marjorie Traitor Greene”.
Dla Greene ten atak okazał się uderzający nie tylko politycznie, ale i emocjonalnie. Otwierając się publicznie, mówiła, że etykietowanie jej jako zdrajczyni może zagrażać jej bezpieczeństwu, zwłaszcza w radykalnym środowisku, które sama współtworzyła.
Dlaczego Greene ryzykuje? Gra o przyszłość po Trumpie
Greene nie działa jednak wyłącznie z moralnego impulsu. Widać, że jej ruch ma głębszy kontekst strategiczny. Trump, nawet jeśli wygra wybory, nie będzie mógł ubiegać się o kolejną kadencję – oznacza to rychłe rozpoczęcie walki o schedę po nim i wyłonienie nowych liderów. Greene niewątpliwie chce znaleźć się w tym gronie, korzystając z narastającego zmęczenia jego stylem przywództwa. Dla części elektoratu MAGA może być bardziej autentyczną reprezentantką antyestablishmentowego gniewu niż sam Trump, zwłaszcza jeśli on zaczyna działać jak polityk broniący układów, a nie z nimi walczący. Sprawa Epstein-gate staje się dla niej symbolem tej różnicy — ujawnienie akt postrzega jako moralną konieczność i dowód konsekwencji, podczas gdy wahania Trumpa mogą wyglądać jak próba ochrony interesów elity, przeciwko której miał występować.
Greene może więc próbować przejąć to, co w MAGA było pierwotnie najbardziej pierwotne: gniew wobec elit i poczucie krzywdy. Tyle że tym razem kieruje go także przeciwko Trumpowi.
Epstein jako detonator polityczny
Sprawa Epsteina nie jest jedynie skandalem obyczajowym. To symbol systemowej bezkarności wpływowych ludzi, a także niewyjaśnionych powiązań pomiędzy politykami, celebrytami, biznesem i służbami państwowymi. Skandal pokazuje mechanizm, w którym bogaci i potężni wiedzą, że konsekwencje ich działań są niewielkie, a opinia publiczna dostaje jedynie ocenzurowane fragmenty prawdy.

Jeśli więc raporty zostaną opublikowane, ale z licznymi redakcjami, może to wywołać jeszcze większy gniew społeczny – szczególnie wśród wyborców Greene, którzy wierzą, że pełna transparentność była obietnicą Trumpa, którą dziś złamał.
Według badań PBS wsparcie dla ujawnienia akt sięga około 77% – to prawie dwukrotnie więcej niż obecne poparcie dla Trumpa, które na ten moment stanowi około 40%.
To poważny sygnał: ta sprawa może go osłabić bardziej niż dotychczasowe skandale.
Jak reagują Demokraci?
Choć konflikt dotyczy wewnętrznych napięć w prawicy, Demokraci dostrzegają w nim szansę polityczną. W sytuacji niewielkiej przewagi Republikanów w Izbie, nawet kilka głosów mogłoby zmienić układ sił w legislacji. Otwiera to drogę do taktycznych sojuszy – choć niekoniecznie trwałych.
Greene nie stanie się demokratką, ale może stać się narzędziem do osłabienia Trumpa, a przy okazji poprawienia wizerunku partii, która musi walczyć z własnym kryzysem zaufania.
Czy skandal Epsteina może być początkiem końca Trumpa?
Przez lata Donald Trump wydawał się politykiem, którego żaden skandal nie jest w stanie zatopić. Od procesów po skandale obyczajowe – wszystko odbijało się od jego wizerunku jak od teflonu. Jednak sprawa Epstein-gate jest inna, ponieważ jednocześnie dotyka wielu obszarów.
Przede wszystkim uderza w wizerunek lidera bezkompromisowego wobec nadużyć, a jednocześnie przywołuje najbardziej drastyczny aspekt całej sprawy – przemoc wobec nieletnich, która budzi oburzenie nawet wśród jego wiernych zwolenników. Do tego dochodzi fakt, że Epstein funkcjonował w świecie wysoko ustawionych elit politycznych, biznesowych i towarzyskich, z którymi Trump wielokrotnie się stykał, co otwiera przestrzeń na pytania o jego powiązania i ewentualne próby ochrony wpływowych postaci. Na końcu pozostaje kwestia wiarygodności – wyborcy mogą odebrać zmianę jego stanowiska w sprawie publikacji akt jako złamanie obietnicy przejrzystości i kolejny przykład traktowania własnej bazy jak publiczności, która ma słuchać, a nie wiedzieć.
Jedno jest pewne – to nie tylko skandal obyczajowy. To test wiarygodności w oczach jego własnej bazy.
Jeśli ta sprawa okaże się punktem, w którym wyborcy MAGA uznają, że Trump traktuje ich jak naiwnych obserwatorów, a nie partnerów politycznych, może to otworzyć drogę do nowych liderów ruchu. Niezależnie od tego, kim byliby ci następcy, jedno jest jasne: Marjorie Taylor Greene chce być jedną z nich.
Rozłam, który dopiero się zaczyna
Konflikt między Trumpem a Greene nie jest jednorazowym incydentem. To zapowiedź głębszych procesów zachodzących w ruchu, który przez lata wydawał się jednością podporządkowaną jednej osobie. Jeśli MAGA ma przetrwać politycznie, musi stać się ruchem, a nie personalnym kultem.
Epstein-gate może okazać się pierwszym momentem, w którym lojalność wobec idei okazuje się silniejsza niż lojalność wobec Trumpa.
A jeśli tak – to historia ruchu dopiero zaczyna pisać swój post-Trumpowski rozdział.
Fot. nagłówka: Heute.at
O autorze
Studentka prawa i lingwistyki stosowanej, zaangażowana w działalność Ladies of Liberty Alliance. Laureatka licznych stypendiów w Stanach Zjednoczonych, miłośniczka polityki amerykańskiej.


