Jeszcze rok temu jego nazwisko nie mówiło nic nawet najbardziej zaangażowanym obserwatorom amerykańskiej sceny politycznej. Dziś Zoran Mamdani – muzułmanin, przedstawiciel pokolenia milenialsów i polityk o południowoazjatyckich korzeniach – został pierwszym w historii takim burmistrzem największego miasta Stanów Zjednoczonych. Nowy Jork, który przez dekady był symbolem różnorodności, lecz rzadko odzwierciedlał ją w swoich władzach, dokonał wyboru o znaczeniu wykraczającym daleko poza granice metropolii.
Kampania, która narodziła się na ulicach
Mamdani, który jeszcze dziewięć miesięcy temu notował w sondażach zaledwie dwa procent poparcia, stał się sensacją amerykańskiej polityki. Jego zwycięstwo – z ponad 50-procentowym poparciem – nie tylko potwierdziło jego mandat, ale i zapisało się w historii jako jedno z najbardziej nieoczekiwanych politycznych zwycięstw ostatnich lat.
Był praktycznie nieznany, porównywalny z rubryką ‘inni’ w badaniach opinii, a jednak zdołał przekształcić swoją kampanię w ruch społeczny o skali niespotykanej w Nowym Jorku. Według danych sztabu, w jego akcję zaangażowało się sto tysięcy wolontariuszy – liczba bez precedensu w historii miasta.
Kiedy media wciąż ignorowały jego kandydaturę, Mamdani ruszył w teren. Zaczął od dzielnic, w których mieszkają młodzi nowojorczycy z klasy średniej i niższej, sfrustrowani rosnącymi kosztami życia. Tam zdobył pierwszych zwolenników – i to oni stali się trzonem jego społecznej „armii”. Kampania „One City, One Day, One Car” zachęcała mieszkańców do wychodzenia z domów i wspólnego działania. W krótkim czasie stała się wiralowym symbolem jego ruchu.
Wszystko to działo się w mieście, które przez dekady nie potrafiło sprostać swojej reputacji „stolicy progresywnej Ameryki”. Od menedżerskich rządów Michaela Bloomberga po rozczarowującą prezydenturę Billa de Blasio – Nowy Jork nie raz „bił poniżej swojej wagi”. Wybór Mamdaniego miał być korektą tego kursu – i jak twierdzą jego zwolennicy, wreszcie spełnieniem obietnicy miasta, które naprawdę reprezentuje wszystkich mieszkańców.
Zwycięstwo pokolenia
Mamdani nie tylko wygrał wybory – on je zdefiniował na nowo. Kluczowym czynnikiem jego sukcesu była mobilizacja młodych wyborców. W grupie poniżej 45. roku życia uzyskał przewagę 44 punktów procentowych nad rywalem, byłym gubernatorem Andrew Cuomo. Wśród najmłodszych – poniżej 30 lat – różnica wyniosła aż 61 punktów.
To tak zwane „trzęsienie młodości” (ang. youthquake), które przekształciło krajobraz polityczny Nowego Jorku. Mamdani udowodnił, że polityka może przemawiać do młodych ludzi – pod warunkiem, że nie traktuje ich z góry. „Pokazaliśmy, że kiedy polityka mówi do nas bez protekcjonalnego tonu, potrafimy otworzyć nową erę przywództwa” – powiedział po ogłoszeniu wyników.
Socjalista bez kompleksów
Jego przemówienie zwycięskie było manifestem odwagi i ideowej szczerości. W pierwszych słowach zacytował Eugenea Debsa, pięciokrotnego kandydata na prezydenta z ramienia Partii Socjalistycznej USA: „Widzę świt lepszego dnia dla ludzkości”.
Nie ukrywał swoich poglądów – przeciwnie, uczynił z nich oś kampanii. „Jestem młody. Jestem muzułmaninem. Jestem demokratycznym socjalistą. I, co najważniejsze, nie zamierzam za żadne z tego przepraszać” – powiedział z mównicy. Jego wystąpienie było pełne odwagi i konfrontacyjne. Bezpośrednio zwrócił się do Donalda Trumpa: „A więc, Donaldzie Trumpie, wiem, że mnie oglądasz. Mam dla ciebie cztery słowa: podkręć głośność”.
W jednym przemówieniu uderzył w trzech przeciwników: w Trumpa, w swojego rywala Cuomo – którego nazwiska, jak zapowiedział, „nigdy więcej nie chce wymawiać” – oraz w kierownictwo własnej partii.
„Zbyt długo klękaliśmy przed ołtarzem ostrożności i zapłaciliśmy za to wysoką cenę. Zbyt wielu ludzi pracy nie potrafi rozpoznać siebie w naszej partii. Czas zostawić przeciętność w przeszłości” – grzmiał nowy burmistrz.
Bez poparcia establishmentu
Co ciekawe, Mamdani odniósł zwycięstwo bez formalnego wsparcia partyjnych elit. Ani lider demokratów w Senacie Chuck Schumer, ani Barack Obama, ani Hillary Clinton nie zdecydowali się na jednoznaczne poparcie jego kandydatury. Clinton w rozmowie z dziennikarzami unikała nawet odpowiedzi na pytanie, czy głosowałaby na niego, gdyby była mieszkanką Nowego Jorku.
Dla Mamdaniego to jednak nie był problem, lecz potwierdzenie jego strategii – budowania ruchu od dołu, w oparciu o obywateli, a nie partyjne struktury.
Choć kampania była triumfem, droga do zwycięstwa nie obyła się bez potknięć. Mamdani wielokrotnie był krytykowany za swoje wypowiedzi dotyczące Bliskiego Wschodu. Jego niechęć do potępienia hasła „Globalize the Intifada” została przez przeciwników wykorzystana do oskarżeń o antysemityzm. Trump nazywał go „komunistą” i „nienawidzącym Żydów”.
Mamdani, ucząc się na błędach, podjął dialog z nowojorskimi społecznościami żydowskimi i muzułmańskimi. W swoim przemówieniu zwycięskim wyraźnie podkreślił, że będzie „stał ramię w ramię z żydowskimi nowojorczykami w walce przeciw antysemityzmowi”, a jednocześnie zapewnił milion muzułmanów w mieście, że „należą tu tak samo jak wszyscy inni”.
Jego umiejętność wyciągania wniosków z krytyki i gotowość do budowania mostów stały się jednym z powodów, dla których jego wizerunek w oczach opinii publicznej zaczął dojrzewać wraz z trwaniem kampanii.
Nowy Jork – mozaika głosów i emocji
Na wieczorze wyborczym w centrum Brooklynu panowała euforia. Wolontariusze, którzy od miesięcy chodzili od drzwi do drzwi, mówili o „odrodzeniu ducha Nowego Jorku”.
„Przez lata miliarderzy przejęli nasze miasto. Teraz mamy kogoś, kto naprawdę wierzy, że rodziny pracujące powinny być w centrum wszystkich decyzji” – mówiła jedna z uczestniczek wieczoru.
Inny dodał: „To moment, który zapamiętam do końca życia. Będę o nim opowiadać wnukom. Pierwszy muzułmanin jako burmistrz Nowego Jorku – to historia, którą piszemy wspólnie”.
Słowa te oddają ton kampanii Mamdaniego: radość, nadzieję i przekonanie, że polityka może znowu dawać poczucie wspólnoty.

Polityka z ludzką twarzą: autobus, przedszkole, mieszkanie
Kluczem do sukcesu Mamdaniego była nie tylko osobowość, lecz konkretne postulaty. W centrum jego programu znalazła się „polityka przystępności” – realna odpowiedź na bolączki mieszkańców. Obiecał zamrożenie czynszów w mieszkaniach regulowanych, bezpłatne przedszkola i transport publiczny dostępny dla wszystkich.
„Sprawię, że autobusy będą szybkie i darmowe. Stworzę opiekę nad dziećmi bez kosztów. Chcę wychować swoje dziecko w Nowym Jorku, w którym można sobie na to pozwolić” – mówił w spotach.
Paradoksalnie, to właśnie analiza poparcia dla Donalda Trumpa była punktem wyjścia dla tych postulatów. Po wyborach w 2016 roku Mamdani rozmawiał z mieszkańcami Bronksu i Queensu, którzy głosowali na Trumpa lub nie głosowali wcale. Ich odpowiedzi brzmiały podobnie: „Nie stać mnie na jedzenie”, „Nie mogę opłacić opieki nad dziećmi”, „Czynsz zjada połowę mojej pensji”. Z tych rozmów zrodził się jego program.
Właśnie dlatego wielu komentatorów uważa, że jego zwycięstwo niesie lekcję dla Partii Demokratycznej w skali ogólnokrajowej – by mówić o ekonomii codziennego życia, a nie tylko o ideologii.
Starcie z dynastią
Rywalem Mamdaniego był nie byle kto – Andrew Cuomo, były gubernator Nowego Jorku, zmuszony do odejścia w 2021 roku po oskarżeniach o mobbing i molestowanie. Choć startował jako niezależny, wciąż miał ogromne wpływy i nazwisko znane w całych Stanach. Mamdani w swoim przemówieniu mówił wprost: „Moi przyjaciele, obaliliśmy polityczną dynastię”.
Cuomo zdobył 42% głosów – wynik niemały, szczególnie w mieście o tak liberalnym elektoracie. Poparli go bogatsi mieszkańcy Manhattanu, część ortodoksyjnych Żydów z Brooklynu oraz konserwatywni wyborcy ze Staten Island. Ale jego kampania była, jak oceniali komentatorzy, „arogancka i leniwa”. Brak entuzjazmu i poczucie samozadowolenia kontrastowały z energią młodego rywala.
Konfrontacja z Trumpem – bitwa dopiero się zaczyna
Dla Donalda Trumpa, nowojorczyka z urodzenia, zwycięstwo demokratycznego socjalisty w jego rodzinnym mieście było policzkiem. W odpowiedzi prezydent zagroził ograniczeniem federalnych funduszy dla miasta, argumentując, że „nie warto finansować komunizmu”. Choć prawnicy wątpią, by mógł to zrobić legalnie, nikt nie ma złudzeń, że Trump może próbować obejść prawo – tak jak czynił to w przeszłości.
Niektórzy komentatorzy ostrzegają nawet, że do miasta mogą zostać wysłane wojska federalne, jak w innych amerykańskich metropoliach. Dla Mamdaniego oznacza to, że jego walka dopiero się zaczyna – tym razem nie z lokalnym establishmentem, lecz z prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Pokolenie zmiany – triumf Partii Demokratycznej?
Zwycięstwo Mamdaniego zbiegło się z innymi sukcesami Demokratów: Abigail Spanberger została pierwszą kobietą-gubernatorem Wirginii, a Mikie Sherrill zwyciężyła w New Jersey. Choć reprezentują one bardziej centrowe skrzydło partii, łączy je jedno z nowym burmistrzem Nowego Jorku – mówienie o ekonomicznej codzienności obywateli.
„Obie wygrały dzięki skupieniu na kuchennym stole Amerykanów – na kosztach życia” – komentowali analitycy.
To jednak rodzi pytanie: jaka powinna być strategia Demokratów w skali kraju? Czy należy iść drogą socjalistycznego populizmu Mamdaniego, czy umiarkowanego pragmatyzmu Sherrill i Spanberger? Jak zauważyła Alexandria Ocasio-Cortez, „nasza partia nie musi mieć jednej twarzy”. Ale na poziomie ogólnokrajowym – szczególnie w wyborach prezydenckich – taka różnorodność może być trudna do utrzymania.
Jedno jest pewne: wybory w Nowym Jorku 2025 roku otworzyły nowy rozdział w amerykańskiej polityce. Pokazały, że młodzi, różnorodni i ideowi kandydaci mogą nie tylko inspirować, ale i wygrywać. Mamdani w wieku 34 lat stał się symbolem przemiany – nie tylko dla muzułmańskiej społeczności, ale dla całego pokolenia, które przez lata czuło się pomijane przez polityków obu partii.
Jego wygrana to nie tylko sukces jednego człowieka. To sygnał, że w kraju, gdzie wielu straciło wiarę w politykę, wciąż istnieje przestrzeń na nadzieję – i że ta nadzieja może mieć imię Zorana Mamdaniego.
Fot. nagłówka: Heute.at
O autorze
Studentka prawa i lingwistyki stosowanej, zaangażowana w działalność Ladies of Liberty Alliance. Laureatka licznych stypendiów w Stanach Zjednoczonych, miłośniczka polityki amerykańskiej.


