Po lokalnych wyborach 4 października 2025 roku Gruzja znalazła się w punkcie krytycznym. Rządząca partia Gruzińskie Marzenie triumfuje, a tysiące obywateli wyszły na ulice Tbilisi, domagając się wolności oraz europejskiej przyszłości kraju. Policja odpowiadałana protesty aresztowaniami i użyciem siły.
W nocy po lokalnych wyborach 4 października 2025 roku w Tbilisi doszło do masowych protestów przeciwników rządu. Część demonstrantów próbowała wedrzeć się do rezydencji prezydenta, w wyniku czego wybuchły wielogodzinne starcia z policją. Funkcjonariusze użyli armatek wodnych i gazu łzawiącego, natomiast protestujący wzniecili ogniska i ustawili barykady na ulicach.
Starcia zakończyły się rannymi – obrażenia odniosło sześciu demonstrantów i dwudziestu jeden policjantów, a kilkadziesiąt osób, w tym liderzy ugrupowań opozycyjnych, zostało zatrzymanych.
Przypomnijmy, że do protestów doszło w kontekście lokalnych wyborów, które były bojkotowane przez kilka głównych partii opozycyjnych, w tym Zjednoczony Ruch Narodowy byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego. Od 2012 roku rządząca partia Gruzińskie Marzenie, kontrolowana przez miliardera Bidzinę Iwaniszwilego, jest krytykowana za przyjmowanie ustaw sprzyjających zbliżeniu z Moskwą i za zawieszenie procesu integracji z Unią Europejską.
Ataki na dziennikarzy i sprzęt medialny
W trakcie protestu ucierpieli także dziennikarze, którzy relacjonowali wydarzenia na żywo. Straty sprzętowe ponieśli między innymi operatorzy TV Pirveli, Netgazeti, Maqaruleba oraz Projekt 64 – część z nich straciła kontrolę nad dronami. Do przypadków przemocy wobec mediów doszło zarówno ze strony uczestników protestu, jak i funkcjonariuszy policji. Zdarzały się słowne i fizyczne ataki, niszczenie sprzętu i próby uniemożliwienia transmisji na żywo.
Frekwencja na wyborach lokalnych w Gruzji 2025 wyniosła 41% – częściowy bojkot i ograniczona obserwacja
Według danych Centralnej Komisji Wyborczej Gruzji, do godziny 20:00 w całym kraju dniu 4 października 2025 r. oddano 1 438 116 głosów, co stanowi 40,93% zarejestrowanych wyborców.
W wyborach wzięło udział dwanaście partii politycznych. Część głównych partii opozycyjnych zbojkotowała głosowanie, a w tym roku kluczowe lokalne organizacje obserwujące wybory odmówiły monitorowania procesu. Co więcej, po raz pierwszy nie była również obecna misja obserwacyjna OBWE/ODIHR.
Co na to Unia Europejska?
Unia Europejska wydała oświadczenie po wyborach samorządowych w Gruzji, podkreślając, że głosowanie odbyło się w atmosferze silnej presji wobec opozycji oraz ograniczania wolności słowa. W dokumencie, podpisanym przez wysoką przedstawicielkę UE Kaję Kallas oraz komisarz ds. rozszerzenia Martę Kos, zwrócono także uwagę na ataki na niezależne media, represje wobec działaczy i przeciwników politycznych oraz zmiany w kodeksie wyborczym sprzyjające partii rządzącej Gruzińskie Marzenie. Jak widać Unia wyraziła zaniepokojenie brakiem zaproszenia misji obserwacyjnej OBWE oraz rezygnacją lokalnych organizacji z monitorowania wyborów. W oświadczeniu wezwano władze w Tbilisi do poszanowania wolności zgromadzeń wypowiedzi a także do rozpoczęcia konstruktywnego dialogu z opozycją i społeczeństwem obywatelskim, podkreślając konieczność powstrzymania się od przemocy.
Gruzja na granicy politycznego kryzysu: opór obywateli nie milknie już od 11 miesięcy. George Selimashvili, aktywny uczestnik protestów, opowiada o determinacji, strachu i niezłomnej solidarności Gruzinów, którzy na ulicach Tbilisi walczą o wolność i europejską przyszłość swojego kraju.
Nikol Zelinska: Dlaczego postanowiłeś wziąć udział w protestach od samego początku?
George Selimashvili: Powiem tak, nieprzerwane proeuropejskie protesty w Gruzji rozpoczęły się wieczorem 28 listopada 2024 roku, półtorej godziny po briefingu premiera partii Gruzińskie Marzenie, Irakliego Kobachidze, podczas którego ogłosił on, że Gruzja nie zamierza umieszczać na porządku obrad kwestii rozpoczęcia negocjacji z Brukselą w sprawie członkostwa kraju w Unii Europejskiej.
W istocie ludziom powiedziano, że powinni zapomnieć o swoich nadziejach na życie w normalnym państwie, w którym panuje demokratyczny porządek, obowiązuje praworządność, przestrzegane są prawa człowieka, panuje równość i nikt nie jest prześladowany z jakiegokolwiek powodu, istnieje sprawny system opieki zdrowotnej, państwo jest społecznie odpowiedzialne i zapewnia równe szanse każdemu człowiekowi, a młodzież ma perspektywę lepszej przyszłości. To właśnie z tymi wartościami ludzie kojarzą członkostwo w Unii Europejskiej. Bycie częścią europejskiej rodziny narodów to marzenie wielu pokoleń Gruzinów – to fundamentalny, cywilizacyjny wybór narodu gruzińskiego. Zawsze, gdy Gruzja miała taką możliwość, podążała w kierunku Europy. Właśnie dlatego w 1918 roku, po rozpadzie carskiej Rosji, odrodzona niepodległa Gruzja utworzyła demokratyczną republikę opartą na europejskich zasadach prawnych i wartościach. Niestety, pierwsza republika upadła w wyniku agresji zbrojnej bolszewickiej Rosji w 1921 roku, jednak droga wyznaczona przez ojców założycieli republiki pozostała niezmienna. Sto lat później obecne pokolenie Gruzinów stara się kontynuować europejską ścieżkę.
Właśnie dlatego, że jest to kwestia fundamentalnego wyboru, ja – podobnie jak dziesiątki tysięcy Gruzinów – natychmiast wyszedłem na ulice, aby nie pozwolić oligarchicznemu reżimowi Iwaniszwilego odebrać nam naszą przyszłość.
N.Z.: Czy podczas protestów doświadczyłeś zagrożeń ze strony innych uczestników lub służb porządkowych?
G.S.: Ogólna sytuacja i warunki do organizowania protestów są niezwykle wrogie wobec obywateli, którzy chcą wyrazić swój sprzeciw. Mniej niż miesiąc po rozpoczęciu protestów reżim zaostrzył przepisy prawne, czyniąc udział w demonstracjach i marszach bardzo ryzykownym. Na przykład administracyjna grzywna za nielegalne blokowanie drogi została zwiększona dziesięciokrotnie – z 500 lari do 5000 lari (czyli z około 150 euro do 1500 euro). Ludzi zaczęto masowo karać nawet za najmniejsze przewinienia. Rządzący reżim zainstalował na dużą skalę kamery monitoringu, aby łatwiej było identyfikować osoby uczestniczące w protestach.
W tej wrogiej atmosferze siły porządkowe nieustannie wywierają presję na uczestników demonstracji, grożą im i angażują się w fabrykowanie spraw karnych. Na przykład dziennikarka Mzia Amaglobeli została aresztowana za spoliczkowanie policjanta, który ją obrażał. Podczas zatrzymania słychać, jak funkcjonariusz krzyczy za nią, grożąc, że wsadzi ją do więzienia pod zarzutem przestępstwa kryminalnego. Zdarzały się przypadki, gdy demonstrantom podrzucano narkotyki. Później trzech z około sześćdziesięciu więźniów politycznych zostało uniewinnionych z zarzutu posiadania narkotyków i zwolnionych po ośmiu miesiącach aresztu tymczasowego.
Policjanci często w sposób haniebny obrażają demonstrantów, zwłaszcza kobiety. W mieszkaniach aktywistów, którzy zajmują się zbieraniem funduszy na potrzeby protestów, przeprowadzane są rewizje. Ponadto służby bezpieczeństwa często próbują wywierać presję psychologiczną. Osobiście otrzymywałem ostrzeżenia od osób powiązanych z moją rodziną, pracujących w strukturach bezpieczeństwa państwowego, że mogą mnie pobić, aresztować lub spowodować inne problemy.
N.Z.: Jak oceniasz reakcję policji i użycie środków przymusu wobec demonstrantów?
G.S.: Zgodnie z raportem przedstawionym przez gruzińskie organizacje pozarządowe, już w pierwszych dniach protestów policja zastosowała nieproporcjonalnie brutalną siłę, a także dopuszczała się systematycznych tortur wobec zatrzymanych. Ponad 250 uczestników demonstracji zostało dotkliwie pobitych. Zatrzymanych prowadzono przez tzw. korytarz policjantów, w którym każdy funkcjonariusz po kolei bił przechodzących ludzi. Na tym jednak przemoc się nie kończyła. Później pobitych wrzucano do specjalnych mikrobusów pozbawionych siedzeń i tam również ich bito. Zdarzały się przypadki, że do tych samych pojazdów, w których znajdowali się już zakrwawieni i zakuci w kajdanki ludzie, wrzucano kapsuły z gazem łzawiącym, powodując u nich duszność i panikę.
N.Z.: Czy to nie jest jawne nadużycie władzy i naruszenie podstawowych praw człowieka? Jak to możliwe, że żaden z policjantów biorących udział w tych aktach przemocy nie został zidentyfikowany ani pociągnięty do odpowiedzialności? Czy nie jest to dla wielu Gruzinów bolesnym dowodem na to, że aparat państwowy, zamiast chronić obywateli, stał się narzędziem represji wobec własnego narodu?
G.S.: Rozgony protestów w Tbilisi przeprowadza Departament Specjalnych Zadań Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Gruzji, tzw. oddziały specjalne. Członkowie sił specjalnych są ubrani w czarne uniformy i maski, które uniemożliwiają identyfikację funkcjonariusza podczas wykonywania obowiązków. Zgodnie z prawem powinni jednak nosić na uniformie numer identyfikacyjny, który pozwalałby w przyszłości ustalić tożsamość funkcjonariusza w przypadku kontroli wewnętrznej lub śledztwa. Podczas brutalnych rozgonów protestów w Tbilisi numery te jednak nie były obecne, co znacznie utrudnia śledztwa dotyczące naruszeń ze strony organów ścigania.
Ogólnie sytuację w Gruzji można określić mianem state capture – całkowitego podporządkowania instytucji państwowych interesom i woli oligarchy Bidziny Iwaniszwilego. Sprawuje on funkcję Honorowego Przewodniczącego partii Gruzińskie Marzenie i kontroluje cały system zarządzania państwem, w tym system wymiaru sprawiedliwości. Kilka lat temu powołano niezależną służbę do ścigania poważnych przestępstw popełnianych przez policję, jednak jej niezależność jest jedynie nominalna. W niektórych przypadkach wszczęto śledztwa w sprawie przemocy, ale w praktyce nie zostały one przeprowadzone. Część aktów przemocy została dokonana przez tzw. tituszek – wynajętych sportowców. Żaden z uczestników tej zorganizowanej przemocy masowej nie poniósł kary.
Zobacz wideo na BBC.
N.Z.: Czy możesz powiedzieć, jakie emocje towarzyszą Ci podczas demonstracji?
G.S.: Emocje bywają różne – to zarówno niepokój, jak i radość, ulga, a czasem duma czy złość, ale najczęściej odczuwam lęk o bezpieczeństwo ludzi, towarzyszy, z którymi stoję na alei Rustavelego już od jedenastu miesięcy.
N.Z.: Jak oceniasz reakcję mediów krajowych i międzynarodowych na trwające protesty?
G.S.: Na początku protestów wydarzenia w Tbilisi często znajdowały się w centrum uwagi międzynarodowych mediów. Obecnie oczywiście zainteresowanie nie jest już tak skoncentrowane, jednak sytuacja w Gruzji wciąż bywa okresowo analizowana w różnych zagranicznych publikacjach. Niestety, te analizy brzmią dość niepokojąco i przygnębiająco. Ogólnie rzecz biorąc, międzynarodowe media trafnie rozumieją obraz tego, co się dzieje – że mamy do czynienia z hybrydową wojną Rosji przeciwko Gruzji. Mówiąc dokładniej, Moskwa za pośrednictwem prorosyjskiego reżimu w Tbilisi próbuje zniszczyć ostatni bastion oporu – społeczeństwo obywatelskie w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Znacznie trudniejsza sytuacja panuje na wewnętrznym froncie informacyjnym, gdzie dominują propagandowe kanały partii Gruzińskie Marzenie (takie jak Imedi, Rustawi-2, Postv oraz Pierwszy Kanał Nadawcy Publicznego). Media te szerzą antyzachodnią i antyeuropejską propagandę, zasiewając strach i nienawiść w gruzińskim społeczeństwie. Głównym elementem tej propagandy jest narracja o otwarciu drugiego frontu przeciwko Rosji – jakoby Unia Europejska żądała od Gruzji przystąpienia do wojny z Rosją w zamian za członkostwo w UE. Ludzi nieustannie straszy się wojną, a przedstawicieli opozycji, organizacji pozarządowych, niezależnych mediów oraz uczestników proeuropejskich protestów oczernia się i nazywa „agentami zagranicznymi”, którzy rzekomo działają na korzyść wrogich sił Zachodu.
Pokonanie tej machiny propagandowej jest niezwykle trudne, przede wszystkim z powodu trwającej rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jednocześnie reżim zaostrzył przepisy i faktycznie pozbawił lokalne media – zwłaszcza media internetowe – środków do życia. W rezultacie zasoby techniczne do walki z propagandą stają się coraz bardziej ograniczone.
N.Z.: Jakie doświadczenia związane z protestami najbardziej utkwiły Ci w pamięci?
G.S.: Sam fakt pojawienia się tak silnego ruchu protestacyjnego był ogromnym zaskoczeniem. Przecież jeszcze przed jego rozpoczęciem gruzińska opozycja próbowała wyprowadzić swoich zwolenników na ulice i zakwestionować wyniki wyborów parlamentarnych, które odbyły się 26 października 2024 roku – jednak bez większego sukcesu. Demonstracje miały miejsce, ale nie były liczne. 25 listopada 2024 roku odbyła się ostatnia akcja protestacyjna przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów, w których partia Gruzińskie Marzenie, stosując manipulacje, przekupstwo i zastraszanie, zapewniła sobie zwycięstwo. Społeczeństwo pogrążyło się w apatii i nihilizmie. A jednak dosłownie kilka dni później ulice Tbilisi wypełniły się dziesiątkami tysięcy rozgniewanych ludzi. Ten gniew nie zniknął – trwa do dziś. Od prawie roku nieprzerwanie stoimy na protestach.
Najbardziej zapadły mi w pamięć pierwsze dni – to, jak ludzie stawiali opór brutalności policji. Budowali barykady, używali pirotechniki, bronili się jak mogli. Pamiętam noc z 30 listopada na 1 grudnia, kiedy grzałem się przy ognisku przed budynkiem Opery w Tbilisi. Ludzie śpiewali hymn Gruzji, dodawali sobie otuchy. Ten ruch protestu stworzył niezwykłe poczucie solidarności. Na marsze wychodzili ludzie różnych zawodów, z różnych regionów i o różnych poglądach. Przez całą zimę przynoszono gorące napoje i jedzenie. Powstały grupy wolontariuszy – lekarzy, którzy udzielali pomocy po użyciu przez policję gazu łzawiącego, byli też ludzie, którzy zorganizowanie sprzątali ulice po manifestacjach. Pojawiły się też oddziały obywatelskie, które chroniły pokojowych demonstrantów przed atakami tzw. „tituszek” – prowokatorów wynajmowanych przez reżim. Czuło się troskę, solidarność i odpowiedzialność jednych za drugich. Ta więź jest naprawdę silna. Myślę, że to właśnie ona sprawia, że ludzie nie odwracają się od siebie. Możesz nie wierzyć w sukces protestu, ale nie możesz zostawić człowieka, z którym przeszedłeś przez tak wiele, wiedząc, że może być w niebezpieczeństwie.
W pamięci szczególnie utkwiła mi akcja z 16 grudnia 2024 roku, kiedy demonstranci nie pozwolili władzom na uroczyste otwarcie choinki noworocznej przed parlamentem – w tym samym miejscu, gdzie zaledwie kilka dni wcześniej ludzie byli brutalnie bici niemal do nieprzytomności. Pamiętam ten absurdalny widok – setki policjantów stojących w kordonie, „broniących” choinki. Gruzińskie Marzenie przygotowało grupy tituszek do rozbicia protestu, ale ludzie się nie przestraszyli i nie odeszli. Czekali, aż burmistrz Kaladze odwoła swoje przemówienie i koncert świąteczny. Wszystkie noworoczne wydarzenia przeniesiono z alei Rustavelego na sąsiednią ulicę. Pamiętam, jak witaliśmy Nowy Rok właśnie tam, na Rustavelim – zorganizowaliśmy ogromny stół na całej długości alei. Ludzie przynosili jedzenie, napoje, śpiewali i wspierali się nawzajem.
W pamięci pozostała mi również akcja z 9 kwietnia 2025 roku, kiedy demonstranci nie dopuścili przedstawicieli Gruzińskiego Marzenia do złożenia wieńców przy pomniku ofiar tragedii z 9 kwietnia 1989 roku w Rustawi. Ludzie spędzili całą noc, pilnując pomnika. To był pierwszy raz w historii niepodległej Gruzji, kiedy najwyżsi przedstawiciele państwa nie złożyli kwiatów pod tym miejscem pamięci – po prostu ich tam nie wpuszczono.
N.Z.: Jakie znaczenie mają dla Ciebie symbole europejskie (np. flagi UE) w kontekście protestów?
G.S.: Symbole europejskie mają ogromne znaczenie – to właśnie one wyrażają dążenie narodu gruzińskiego do Europy. Ludzie często wychodzą na protesty z flagami Unii Europejskiej, a niektórzy wieszają je na swoich balkonach. Każda większa demonstracja lub marsz rozpoczyna się od hymnu Unii Europejskiej. Przetłumaczyliśmy nawet jego tekst na język gruziński.
N.Z.: Jak uważasz, opozycja skutecznie reprezentuje interesy społeczne?
G.S.: Sądzę, że Gruzja przeżywa najgłębszy kryzys zaufania do partii politycznych i ich liderów. Tak zwany główny nurt partii ma charakter oligarchiczny – oznacza to, że partie są zarządzane nie zgodnie z interesami wyborców, lecz według woli swoich przywódców, którzy podejmują decyzje jednoosobowo. To znalazło odzwierciedlenie w wynikach wyborów parlamentarnych w 2024 roku, kiedy opozycja de facto poniosła porażkę. Ludzie głosowali nie tyle za opozycją, ile przeciwko Gruzińskiemu Marzeniu.
W społeczeństwie istnieje poważne zapotrzebowanie na stworzenie demokratycznych partii, które będą rzeczywiście reprezentować interesy obywateli i ponosić przed nimi odpowiedzialność. Ludzie są zmęczeni kultem przywódców. Domagają się przemyślanych, systemowych zmian. Potrzebują realnej politycznej alternatywy, która będzie w stanie zaproponować lepszą przyszłość.
N.Z.: A czy wierzysz, że protesty mogą wpłynąć na przyszłe wybory lokalne lub parlamentarne?
G.S.: Protesty już wpłynęły na wybory lokalne. Istniało duże zapotrzebowanie na bojkot tych wyborów, ponieważ w warunkach całodobowej antyzachodniej propagandy i pełnej kontroli administracyjnej systemu wyborczego przez Gruzińskie Marzenie ludzie nie chcieli uczestniczyć w farsie. Bojkot ze strony wyborców faktycznie miał miejsce. Frekwencja była bardzo niska, szczególnie w dużych miastach. W Tbilisi do lokali wyborczych przyszło około 30% uprawnionych do głosowania. Był to kolejny cios dla i tak zachwianej legitymacji Gruzińskiego Marzenia. Ale trudno powiedzieć, czy ruch protestacyjny wpłynie na przyszłe wybory parlamentarne.
N.Z.: Czy uważasz, że protesty przyniosą realną zmianę polityczną w Gruzji?
G.S.: Ruch protestacyjny jako zjawisko ma swoją siłę i znaczenie. Nie da się go zignorować. Muszą się z nim liczyć zarówno oligarchiczny reżim Iwaniszwilego, jak i siły opozycyjne. Protest niesie w sobie żądanie fundamentalnych zmian. To ruch, który nie dąży jedynie do zmiany rządzącej partii, lecz do całkowitej przebudowy systemu politycznego. Uważam, że nawet jeśli ruch protestacyjny zostanie stłumiony, żądanie głębokich zmian nie zniknie. My – gruzińskie społeczeństwo jako całość – będziemy musieli przejść tę drogę. Alternatywa to stać się częścią świata bez wolności, gdzie jeden człowiek jest niczym i nie ma prawa do głosu.
N.Z.: Jak oceniasz rolę społeczności międzynarodowej w obecnym kryzysie politycznym?
G.S.: Wobec przedstawicieli reżimu Iwaniszwilego wprowadzone zostały sankcje amerykańskie, brytyjskie oraz europejskie (na poziomie krajowym poszczególnych państw). Stało się to możliwe dzięki nieustającemu oporowi gruzińskiego społeczeństwa. Niestety, wprowadzenie sankcji na poziomie całej Unii Europejskiej nie powiodło się z powodu prorosyjskiego stanowiska władz Węgier i Słowacji. Państwa te, jako sojusznicy Putina, blokują sankcje. Podkreśla to ponownie słabość i nieskuteczność systemu podejmowania decyzji w Unii Europejskiej. Niestety, Gruzińskie Marzenie nie zamierza rezygnować ze swojej antydemokratycznej polityki. Represje wobec partii opozycyjnych, niezależnych mediów i społeczeństwa obywatelskiego będą trwały nadal. Uważam, że kwestia zaostrzenia sankcji nie zniknie z agendy politycznej, ale w najbliższym czasie jej wprowadzenie jest mało prawdopodobne.
N.Z.: Co chciałbyś przekazać społeczności międzynarodowej o sytuacji w Gruzji po wyborach lokalnych w 2025 roku?
G.S.: Wybory nie zostały uznane za wolne i konkurencyjne, ponieważ odbyły się w warunkach masowych aresztowań polityków opozycji oraz represji wobec niezależnych mediów i organizacji pozarządowych. Protest trwa nadal. 4 października odbyła się największa akcja protestacyjna od grudnia ubiegłego roku. Chociaż część polityków opozycji próbowała przekształcić pokojową demonstrację w próbę rewolucji (niewielka grupa demonstrantów bezskutecznie próbowała wtargnąć do pałacu prezydenckiego), ludzie pokazali, że popierają pokojowy protest.
Ważne jest, aby zrozumieć, że ruch protestacyjny sam z siebie się nie rozpadnie. Spodziewać się należy fali jeszcze silniejszych represji. Unia Europejska nie powinna dopuścić do normalizacji stosunków z władzami Gruzji, dopóki praktyki fizycznego i psychicznego terroru wobec pokojowych demonstrantów nie zostaną zakończone, polityczni więźniowie nie zostaną uwolnieni, a kraj nie powróci na demokratyczną ścieżkę rozwoju.
Onet Wiadomości Uciekajcie, uciekajcie, rozpoczęła się rewolucja!”. W Gruzji rozgrywa się dramat. Nie chcemy tego rządu [dostęp: 5 października 2025]
TVP Info, Krwawe protesty w Gruzji. Próbowali wedrzeć się do Pałacu Prezydenckiego [dostęp: 5 października 2025]
O autorze
Absolwentka stosunków międzynarodowych i studentka dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Najbardziej interesuje mnie polityka międzynarodowa, funkcjonowanie organizacji międzynarodowych, rola mediów w społeczeństwie oraz rola nowych technologii w kształtowaniu współczesnych procesów społecznych i politycznych.

