Jedna klatka przekonuje, by obejrzeć ten film. Kompozycja idealnie groteskowa. Plama czerni na tle zielonej polany. Co właściwie się tu dzieje? Co kryje Kobieta w ogrodzie (2025)?
OKROPNY, STRASZNY, NIEZBYT DOBRY, BARDZO ZŁY DZIEŃ
Jaume Collet-Serra najwyraźniej zatęsknił za horrorem – The Woman in the Yard to już czwarta produkcja tego typu w jego dorobku. Zaczęło się od odwiedzin kinowego klasyka o imponująco długim rodowodzie, którego korzenie sięgają aż do niemieckiego ekspresjonizmu. Mowa o Gabinecie figur woskowych (House of Wax). Była też Sierota (2009), film grozy, gdzie zło zostaje zaproszone do zamieszkania pod naszym dachem. Poza tym, tego hiszpańskiego reżysera można kojarzyć z Wyprawą do dżungli (2021), czyli family-friendly historią uwarzoną na bazie Indiany Jonesa z domieszką współczesnego Jumanji.
Tym razem koncept wygląda następująco: niewielka rodzina mieszkająca w izolacji. Dom stoi na uboczu, daleko od wszystkiego i wszystkich. Prowincjonalna cisza, mimo szlachetnej intencji spokoju, staje się rezonatorem dla brzęczącego napięcia. Napięcia, które drży między mieszkańcami, jak owad uwięziony pod szklanką. Jest ich troje: zmęczona matka, nastoletni syn i ucząca się alfabetu córka. Gdzie ojciec?
Szybko zdajemy sobie sprawę z tego, że ich sielankowa rzeczywistość przyjęła nastrój koszmaru. A tego dnia absolutnie nic nie idzie po niczyjej myśli: auto wciąż nie chce zapalić, noga nie domaga, odcięto prąd, telefon się rozładował… Jakby tego było mało, wyłania się też nowy problem – na ich posesji pojawia się dziwna kobieta (ze swoim własnym krzesłem!). Ubrana mocno funeralnie, tylko siedzi i patrzy. Czego może chcieć?
Matka – Ramona – zmuszona przejąć rolę strażniczki dbającej o bezpieczeństwo i porządek na podjeździe, postanawia skonfrontować tajemniczą wizytorkę. Z każdym krokiem coś w jej ciele zdaje się mówić, że ta interakcja nie będzie należała do zwyczajnych. Istota na końcu ścieżki przypomina cmentarny posąg. Skryta za czarnym welonem, nie zdradza pośpiechu, by wyjawić swe zamiary. Co najbardziej złowróżbne: wie o Ramonie więcej, niż powinna.
ICH TROJE: UKŁAD ZAMKNIĘTY
Collet-Serra zaplanował to dość prosto. Początkowe sceny opierają się na zasadzie zasiewu i zbioru (planting and payoff). Kamera przesuwa się po wnętrzu domu, pokazując obiekty, które później okażą się istotne, co przypomina trochę Anatomię upadku z 2023 roku. Jest w tym pewna subtelność, obawa pulsuje podskórnie, a zanim chaos uderzy, mamy okazję przyjrzeć się rodzinie w ich codziennym rytmie. Kiedy tempo eskaluje, dom wydaje się być pod wpływem jakiejś nieznanej siły, podczas gdy kobieta na podwórku pozostaje w swojej nieznośnej cierpliwości. A teraz jeszcze nigdzie nie mogą znaleźć psa… Staje się jasne, że trójka domowników jest zdana wyłącznie na siebie.
Cały ciężar filmu spoczywa na współpracy trojga aktorów. Najwięcej uwagi skupia na sobie matka, grana przez Danielle Deadwyler (to już druga współpraca z Colletem-Serrą). Jej bohaterka to kobieta, która każdy dzień spędza w ciągłym rozdarciu: z jednej strony rządzi nią pragnienie, by zaszyć się w bezpiecznych fałdach kołdry, by choć na chwilę po prostu zniknąć. Z drugiej – nieustanne poczucie powinności, obowiązku zadbania o dobrobyt dzieci, mimo że sama nie ma już siły. Obserwujemy jej zrezygnowanie i momenty mobilizacji. Strach i bezsilność, ale również wolę walki. To zdecydowanie skutecznie humanizująca charakteryzacja: Ramona, poddenerwowana i zdolna do wybuchów, potrafi też okazać skruchę i przyznać się do błędu.
Peyton Jackson w roli nastoletniego syna prezentuje całe spektrum zachowań chłopaka u progu dojrzewania. Młody Tyler rozumie, że powinien być wsparciem dla matki, jednak ma też ochotę wszystko rzucić i trzasnąć drzwiami. Czuje, że przy braku ojca w rodzinie, to on musi wejść w buty mężczyzny, obrońcy. Jest pyskaty, impulsywny i w gruncie rzeczy równie bezradny wobec nowej rzeczywistości. Gdy chłopak wylewa swoją frustrację na Ramonę i staje się irytujący, widz dostaje rykoszetem.
Jeśli chodzi o małą Annie (Estella Kahika), pozostaje ona raczej w tle wydarzeń. Gra aktorska jest tu oszczędna. Można przypuszczać, że postać dziewczynki ma pełnić funkcję emocjonalnego lustra dla Ramony, pokazywać niemoc i poczucie winy. Oczywiście, z narracyjnego punktu widzenia jej istnienie podnosi stawkę – skoro na szali jest życie bezbronnego dziecka, to przetrwanie bohaterów ma nam się jawić o tyle ważniejsze.
Kończąc o aktorach, należy wspomnieć Okwui Okpokwasili, wcielającą się w tytułową Kobietę w Ogrodzie. Choć jej obecność ekranowa jest krótka, trudno ją przeoczyć. Przynosi ze sobą rozedrganie, a gdy w powietrzu wisi widmo konfrontacji z Nieznanym, widz może zastanawiać się, czy bliżej jej do uśpionego zagrożenia czy niemego znaku ostrzegawczego.

(NIE)UDANY MINIMALIZM
Dynamika między postaciami to fundament tego filmu. To znaczy, powinna nim być. W końcu jesteśmy skazani na nich i tylko na nich – trójkę pogubionych ludzi w odosobnieniu gdzieś na prerii w stanie Georgia. Minimalistyczna przestrzeń, typowa dla utworów typu chamber play sprawdziła się już wiele razy, zarówno w dramatach jak i w horrorach. W pamięci kinowej podskakuje chociażby film Inni z 2001 roku (ten z zasłoniętymi oknami i Nicole Kidman krzyczącą na swoje dzieci). Samo to skojarzenie dowodzi, że przytoczona technika działa, a gdy działa, to trafia dokładnie tam, gdzie ma trafić. Bez zbędnych rozproszeń, jesteśmy zmuszeni przyglądać się wyłącznie temu, co istotne.
A skoro pole widzenia jest zawężone, tym bardziej, to, co pokazuje nam reżyser, musi być warte spojrzenia.
Nie można powiedzieć, że któraś z postaci naprawdę rezonuje z widzem. Żadna nie wychodzi poza schemat: cierpiącego dziecka albo rodzica próbującego wszystko poskładać. To wdzięczny trop, logicznie uzasadniony pod względem emocjonalnym, lecz w tym wykonaniu przypomina zabawkę bez baterii – niby cieszy, ale na opakowaniu wyglądało fajniej. Trudno nie wyobrażać sobie, o ile lepiej mogłoby by być, jeśli producent nie poskąpił tych kilku paluszków.
Fot. nagłówka: FilmAffinity
O autorze
Po zmierzeniu się ze studiami z twórczego pisania UWr, na mojej drodze stanął nowy przeciwnik – dziennikarstwo. Oddaję się głównie publicystyce audiowizualnej i popkulturowej. Bardzo lubię filmy. Poważnie. Bardzo.


