Przejdź do treści

Wywiad z Wojciechem Niedziółką, uczestnikiem 16. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu

man playing violin

O skrzypcach, konkursie, emocjach i planach na przyszłość opowiada Wojciech Niedziółka, uczestnik 16. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu.

Dzień dobry, cześć. dzisiaj moim gościem jest Wojciech Niedziółka, uczestnik 16. Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu.

Cześć Wojtek! Dziękuję, że przyjąłeś moje zaproszenie!

Cześć, witam wszystkich bardzo serdecznie!

Jak się zaczęła Twoja przygoda ze skrzypcami?

Zaczęła się dość nietypowo w sumie, bo nie pochodzę z żadnej muzycznej rodziny i tak naprawdę takim zapalnikiem, żeby kształcić się muzycznie, była muzyka Chopina, którego płytę jako jeszcze kilkuletni chłopiec znalazłem w domu. Byłem nią zafascynowany, kazałem puszczać sobie tę muzykę do snu. Potem odkryłem rzeczywiście, że jest szkoła muzyczna. Moim marzeniem stało się pójść do takiej szkoły, oczywiście na fortepian, ze względu na Chopina. Zostałem przyjęty do szkoły muzycznej w Warszawie na Wiktorskiej, ale na skrzypce, ku mojemu rozczarowaniu. Na szczęście trafiłem od razu w bardzo dobre ręce i dzisiaj jestem bardzo wdzięczny, że skończyło się tak, a nie inaczej, że skrzypce mogą być moim instrumentem zamiast fortepianu.

A co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze w grze na skrzypcach?

Skrzypce w ogóle mają opinie najtrudniejszego instrumentu ze względu chyba na to, że wymagają dużo precyzji – głównie technicznej. Wystarczy tutaj tak naprawdę przesunąć palec o jeden milimetr w którąkolwiek stronę i już wydobędziemy inną wysokość dźwięku. Ale również różne techniki artykulacyjne, kontrola smyczka czy szybkie przebiegi, więc tego jest bardzo dużo w samym aspekcie technicznym, a oprócz tego trudne jest także wydobycie rzeczywiście takiego rodzaju dźwięku, żeby on poruszał, żeby nie był tylko konkretną wysokością, którą słyszymy.

A jakie emocje towarzyszą Ci w czasie Konkursu?

Szczerze mówiąc chyba wszystkie możliwe… (Śmiech) Teraz już troszkę ochłonąłem, wróciłem też do domu na kilka dni, teraz przyjechałem do Poznania na Galę. Rzeczywiście od takiego bardzo dużego zmęczenia, po ekscytację i radość, generalnie przeważają te pozytywne emocje, bardzo się cieszę, że tutaj mogłem być i uważam, że była to dobra decyzja, aby przyjechać do Poznania.

A jak oceniasz to, że Jury składa się zarówno z teoretyków, jak i praktyków, którzy równie dobrze mogliby dziś stanąć na scenie i grać zamiast was?

Myślę, że nie mnie jest oceniać Jury, ale raczej odwrotnie… (Śmiech) Uważam, że w Jury znalazło się wiele muzycznych osobistości, rzeczywiście pierwszej klasy światowych muzyków, i to był wielki zaszczyt, że mogłem też grać dla nich. Natomiast przyjechałem tutaj grać nie tylko dla komisji, ale dla wszystkich, którzy mnie słuchają. To było dla mnie bardzo ważne, że też takie wielkie osobowości wśród konkursowej publiczności się znalazły.

Publiczność w trakcie przesłuchań bardziej pomaga czy przeszkadza?

Zazwyczaj bardziej pomaga, są nieliczne przypadki, gdzie rzeczywiście zdarza się niektórym osobom z publiczności zachowywać niezbyt pomocnie… (Śmiech) Ale tak, publiczność konkursowa tutaj, w Poznaniu, to była jedna z najlepszych publiczności, dla których miałem przyjemność grać. To, jak ciepło mnie zawsze przyjmowali, jakie gorące owacje dostawałem po moich występach, pokazywało mi, że warto robić to, co robię.

W pierwszym etapie zagrałeś aż dwa utwory Henryka Wieniawskiego. Dlaczego uważasz, że warto go propagować?

Podczas tego konkursu trzeba to robić, bo to konkurs jego imienia… (Śmiech) Ale w ogóle powinien być propagowany, ponieważ to jest, w moim odczuciu, jeden z największych kompozytorów muzyki skrzypcowej w historii i osobiście mój ulubiony. Z jednej strony jego utwory wymagają naprawdę dobrych umiejętności technicznych, jeśli chodzi o grę na skrzypcach – to przecież głównie styl brillant. Często bywa porównywany z Paganinim, jednak dla mnie ma on wielką przewagę nad Paganinim dlatego, że ta jego muzyka jest niezwykle melodyjna, niezwykle piękna i rzeczywiście bardzo przyjemnie się jej słucha, mimo tego że tak naprawdę, czasem głównym celem są te popisy techniczne.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy dalej zamierzasz doskonalić swoją grę na skrzypcach?

Oczywiście, teraz zaczynam studia w Łodzi, na Akademii Muzycznej, idę na pierwszy rok i zobaczymy. Bardzo się cieszę, że spływają do mnie też pierwsze oferty koncertowe. No i po to też tutaj przyjechałem, żeby dzielić się z ludźmi muzyką i zobaczymy, co przyszłość przyniesie, jest bardzo wiele niewiadomych na chwilę obecną…

Masz ochotę wrócić tu za 4 lata?

W sumie tak, jak mówię – nie wiem, co będzie za 4 lata. Zupełnie nie wiem. Nie wykluczam tego, bardzo chętnie bym tutaj zagrał po raz kolejny, ale na chwilę obecną jest zbyt wiele niewiadomych, żeby to stwierdzić.

Dziękuję bardzo. Moim i Waszym gościem był Wojtek Niedziółka.

Dziękuję bardzo za tę rozmowę.

Fot. Piotr Maciejewski/Gazeta Kongresy

O autorze

Artykuły

Piotr Maciejewski - uczeń 4 klasy liceum, poznaniak i katolik. Zaangażowany w szereg projektów szkolnych oraz poza szkolnych. Chce podarować innym cząstkę siebie jako dziennikarz. Godzinami może rozmawiać o Niemczech, języku niemieckim czy Giełdzie Papierów Wartościowych. Zakochany w dwóch miastach: Poznaniu i Frankfurcie nad Menem. Wieczory spędza z ciekawą książką czy dobrym filmem. Odpoczywa przy poezji Mickiewicza oraz dobrej dyskusji. W redakcji zajmuje się przede wszystkim polityką niemiecką i amerykańską oraz kulturą.