Recytacja poezji kojarzy się wielu osobom, w tym jeszcze do niedawna także mnie, przede wszystkim ze szkolnymi konkursami. Sama kiedyś uczestniczyłam w jednym z nich. Najpierw były przygotowania: wybór wiersza, potem wielokrotne powtarzanie go na głos w swoim pokoju. Pamiętam, jak kilka dni później, gdy wychodziłam na środek sali, zalewała mnie adrenalina. To było niezapomniane doświadczenie, pełne silnych emocji. Minęły jednak lata. Szkoła się skończyła, a ja wróciłam do obcowania z poezją wyłącznie na kartce. Zmieniło się to dopiero wtedy, gdy po raz pierwszy usłyszałam o slamie poetyckim i odkryłam miejsca, w których poezja naprawdę ożywa.
Literatura czy performans?
Pierwsze pytanie, które przyszło mi do głowy po wizycie na slamie poetyckim, dotyczyło tego, czy ta forma sztuki należy jeszcze do literatury, czy raczej już do sztuk performatywnych. Biorąc pod uwagę, że łączy ona w sobie obie te dziedziny, wniosek nasuwa się sam: jest to twórczość, która łącząc dwa światy, przełamuje tradycyjne podziały. Poezja prezentowana w tej formule ożywa na scenie i recytowana oraz odpowiednio ogrywana mimiką twarzy, gestami, tonem głosu oraz tempem mówienia, zyskuje nową warstwę semantyczną. Czy dzieło otrzymuje w ten sposób pełniejszy sens? A może wręcz odmienne znaczenie? Osobiście uważam, że poprzez nowy kontekst staje się odrębnym, autonomicznym utworem, który wymyka się ograniczeniom, jakie na poezję nakłada przestrzeń językowa – utwór taki wkracza w materialną, trójwymiarową przestrzeń, gdzie nie tylko słowa mają znaczenie.
Dodatkowo recytowanie wierszy na slamie przybiera formę rywalizacji, w której uczestnicy mierzą się ze sobą. Podczas wydarzenia, w którym ostatnio brałam udział, odbyły się trzy rundy. Po zakończeniu pierwszej z nich performerzy, którzy zdobyli najwięcej głosów publiczności, awansowali do półfinału, a na koniec dwie osoby z najwyżej ocenionymi wystąpieniami rywalizowały o wygraną w finale. Przez cały czas trwania wydarzenia atmosfera na sali była gorąca. Niektórzy uczestnicy przed wejściem na scenę zacierali dłonie, przypominając sportowców tuż przed turniejem czy olimpiadą. W chwili poprzedzającej ogłoszenie zwycięzców, na twarzach zebranych malowały się napięcie i ekscytacja. Każda runda była wyjątkowa.
Słuchacz jako aktywny uczestnik
Ciekawym aspektem tej formy jest aktywna rola publiczności we współtworzeniu wydarzenia. Wszyscy zgromadzeni uczestniczą w głosowaniach, a ponadto każdy może wyjść na scenę i zaprezentować swoją twórczość, o ile pozwala na to czas. Aby jednak zagwarantować sobie miejsce w programie, należy wcześniej zgłosić swój występ. Akt komunikacji przebiega zatem dwukierunkowo – pojawia się dialog między poetą jako nadawcą a słuchaczem jako odbiorcą, przy czym role te pozostają płynne. Odbiorca, decydując się na wystąpienie, staje się nadawcą, natomiast poeta, schodząc ze sceny i zasiadając wśród publiczności, przyjmuje rolę odbiorcy. To sprawia, że wydarzenie zyskuje bardziej angażujący charakter oraz rozmywa tradycyjny podział na twórców i odbiorców poezji.

Zbuntowane słowa
Podczas wystąpień niekiedy pojawia się wulgarny język i jestem gotowa zaryzykować stwierdzenie, że to bardzo dobrze. Wolność w doborze słów wynika z braku cenzury, a brak cenzury wydaje się warunkiem koniecznym do zaistnienia poezji prawdziwej, szczerej i nieskrępowanej przez instytucje czy konwencje. Wulgarność nie jest tu przypadkowa, a raczej służy jako narzędzie ekspresji – to za jej pomocą poeta oddaje swoją frustrację, gniew lub bezsilność.
Wypowiedzi performerów nierzadko przybierają także wymiar społeczny. Poruszane są między innymi tematy wojny, przemocy, nierówności czy wykluczenia, a scena staje się wtedy przestrzenią manifestu i buntu. Takie bezpośrednie komentarze na temat rzeczywistości są bardzo ważne, ponieważ zwracają one uwagę odbiorcy i, poprzez szokowanie, prowokują do refleksji na trudne tematy. Nie wszystkie wystąpienia dotyczą jednak poważnych spraw. Część z nich utrzymana pozostaje w lekkim, niekiedy nieco ironicznym tonie, co pozwala zachować równowagę i wprowadza pozytywny nastrój.
Na tym tle wyraźnie zarysowuje się różnica między slamem poetyckim a klasycznie pojmowaną poezją. Ta druga operuje starannie dobranymi słowami i wyszukanymi środkami literackimi, buduje atmosferę oraz rytm wiersza poprzez precyzyjnie dopracowany układ wersów i podział na zwrotki. Slam natomiast opiera się na spontaniczności. Utwór, nawet jeśli został wcześniej zapisany (często na chwilę przed wystąpieniem), swoją pełną formę zyskuje dopiero na scenie. Ewentualne pomyłki czy zawahania nie oznaczają tu porażki, lecz stają się częścią performansu, gdy poeta zręcznie obraca je w żart. W tej formie twórczości kluczowe znaczenie mają przede wszystkim umiejętność improwizacji oraz swoboda w nawiązywaniu kontaktu z publicznością.
Na koniec
Slam poetycki to niewątpliwie interesująca forma prezentowania poezji, która, łącząc literaturę z performansem, staje się autonomiczną formą sztuki. Uczestnictwo w tego typu wydarzeniach to nie tylko okazja do dobrej zabawy, lecz także szansa na wypowiedzenie trudnych słów i manifestację własnych przekonań. Jest to zarazem przestrzeń refleksji nad kwestiami językowymi i literackimi, a także nad problemami społecznymi i kulturowymi.
Spotkania tego rodzaju pozwalają poszerzać horyzonty oraz konfrontować się z wyrazistymi, niekiedy kontrowersyjnymi opiniami. Nadają także nowy wymiar literaturze, przenosząc ją ze stron książki do realnej przestrzeni i czyniąc namacalną. W świecie coraz silniej zdominowanym przez wirtualną komunikację, takie doświadczenie realności i bezpośredniości sztuki wydaje się szczególnie potrzebne. Z tego względu chciałabym zachęcić każdego pasjonata literatury, aby poszukał podobnych wydarzeń w swoim mieście i doświadczył poezji na żywo.
Fot. nagłówka: Alex Lian
O autorze
Absolwentka twórczego pisania i edytorstwa na Wydziale Filologicznym UWr. Studentka publikowania cyfrowego i sieciowego na Wydziale Komunikacji Społecznej i Mediów UWr. Uwielbia sztukę filmową, literaturę oraz długie spacery.


