Przejdź do treści

Pochowajmy starego przyjaciela. Obecność 4: Ostatnie namaszczenie

Sympatycznemu małżeństwu amerykańskich demonologów przyszło pożegnać się z widownią. Vera Farmiga i Patrick Wilson po raz ostatni wcielili się w Lorraine i Eda Warrenów – po ponad dwóch dekadach wspólnych przekleństw.

DEMONY, KTÓRE POZNALIŚMY PO DRODZE

Od pierwszej Obecności (jeszcze spod ręki Jamesa Wana) poznaliśmy również historie Annabelle, Zakonnicy oraz innych, równie uroczych, demonów tego uniwersum. Inspirowane prawdziwymi przypadkami paranormalnych dochodzeń, kroniki Warrenów wplatały pasma rzeczywistości w starą, dobrą blockbusterową ekstrawagancję.

Od początku istniała intencja by te filmowe historie okadzić aurą autentyczności. Farmiga w późniejszych wywiadach opowiadała o swoich wizytach w posiadłości – wówczas prawie dziewięćdziesięcioletniej – Lorraine Warren. Patrick Wilson odważył się nawet odwiedzić Museum of the Occult. Dopełnieniu scenografii posłużyły prawdziwe obrazy pożyczone z domu Warrenów.

źródło: Official Ed and Lorraine Warren Channel, YouTube

Być może właśnie w tym kryje się najskuteczniejszy czynnik strachogenny. Bliskość do mistycznego, które to przypuszczalnie jest czymś upozorowanym, a jednak otoczonym legendą. Jednocześnie wprowadza się tak atmosferę pewnej domowości; horror pieczony według babcinego przepisu.

ARCHIWA WARRENÓW

Po sądowych perypetiach w trzeciej części sagi (Na rozkaz diabła), twórcy prowadzą nas wstecz. Cofają historię do lat 60., by w początkowych scenach pokazać młodość bohaterów oraz ich wczesne interwencje. Niedoświadczeni i wciąż niepewni, przybywają na wezwanie do antykwariatu. Tam natrafiają na bieżący „straszny przedmiot” – leitmotiv tej opowieści.

Jeżeli ktoś zastanawiał się, jak to jest mieć rodziców, którzy zawodowo stykają się z siłami piekielnymi – ta część serii pozwala to sobie wyobrazić. Dodatkiem do drużyny demonologów zostaje Judy (Mia Tomlinson), jedyna córka Warrenów, wraz ze swym nieco nieporadnym narzeczonym Tonym (Ben Hardy). Judy, podobnie jak matka, zmaga się z darem paranormalnego widzenia. Co ciekawe, prawdziwy Tony Spera był konsultantem przy dwóch pierwszych częściach serii.

Poznajemy rodzinę Smurle’ów wraz z ich starym, wielopokoleniowym domem w Pensylwanii; z obcą, złowrogą obecnością, która nie daje im spokoju. To zresztą cecha tej serii: na celowniku zwykle znajdują się rodziny w trudnym położeniu finansowym, podatne i uwięzione w miejscu, którego nie mogą po prostu porzucić. Nietrudno więc wczuć się w ich sytuację.

Tak wypowiada się o tym Vera Farmiga:

Dla mnie to jest historia miłosna, pomiędzy Edem i Lorraine, pomiędzy dwiema rodzinami: tej która prosi o pomoc i tej, która udzielaniem pomocy się zajmuje. Chciałam po prostu upewnić się, że owszem – te horrory, one działają jako gatunek. Dla mnie ważne było, żebym czuła się poruszona przez film w sposób, który uznaję za wiarygodny. A jest to opowieść o współczuciu – o dawaniu go i przyjmowaniu w tych desperackich momentach. Chciałam mieć pewność, że to, co widzę na początku, to czym ten film może być, nie zostanie sprowadzone wyłącznie do horroru, do kilku podskoków i krzyków, tylko że naprawdę da się z niego coś wynieść.

źródło: N.E.S.P.R. (Smurl Family Hauting)

Ta odsłona stawia jeszcze silniejszy akcent na relację matki i córki, który może kojarzyć się z poprzednimi częściami. W sposób nie stroniący od patosu, Farmiga kreśli obraz strapionej, ale i wspierającej matki, która chce, aby jej córka nauczyła się iść swoim nietypowym, lecz jednak własnym szlakiem.

A żeby zrobiło się jeszcze bardziej słodko, twórcy znajdują sposób by przypomnieć nam potwory z poprzednich produkcji. Również Annabelle dostaje swój mały „upgrade”.  Dochodzi do tego kilka rytmicznych montażyków, w tym sekwencja z energiczną piosenką gothic-rockowego zespołu The Cult. Trafia się także parę uroczych przekomarzanek z Tonym, który desperacko próbuje wkraść się w łaski przyszłych teściów. Relacja między Edem a Lorraine jest nieprzerwanie rozczulająca. Farmiga określiła to niedawno w ten  sposób: Uczyniliśmy z wypędzania demonów coś romantycznego. […] To dwoje ludzi, którzy kończą egzorcyzmy razem, ale też kończą za siebie nawzajem zdania. Pośrodku całego tego chaosu i przerażenia istnieje między nimi naprawdę niewzruszona, naprawdę czuła więź.

Ponadto widzimy sceny, w których Lorraine traci opanowanie, a Ed cierpi na problemy z sercem, co w tej profesji jest wyjątkowo niepożądane. Mimo że Warrenowie wciąż świetnie prezentują się na ekranie, mamy jasno odnieść wrażenie, że ich czas powoli mija.

Nasuwa się więc wniosek, że prymarnym celem Ostatniego namaszczenia nie jest szukanie nowych sposobów straszenia, lecz domknięcie historii w dobrze znanym klimacie. Skoncentrowanie ostatniego rozdziału na samych Warrenach i ich osobistych wątkach prowadzi do efektu być może mało oryginalnego i niezbyt przerażającego, ale odpowiedniego do godnego zamknięcia serii. Cała konstrukcja służy temu, byśmy oswoili się z następcami i poczuli gotowość do pożegnania Warrenów ciepłym uściskiem ręki.

Fot. nagłówka: FilmAffinity