Przejdź do treści

Pierogi, dyplomacja i miękka siła kultury

W Waszyngtonie polska ambasada zamieniła się w kulinarną i historyczną scenę opowieści o relacjach USA–Polska. Pierogi serwowane przed wejściem stały się nie tylko przysmakiem, ale symbolem biznesowego sukcesu i miękkiej siły kultury. Za nimi kryje się historia sióstr, które z rodzinnej tradycji zbudowały ogólnokrajową markę w USA.

Czy pierogi podbiły Amerykę?

Co roku w Waszyngtonie odbywa się wydarzenie, które dla jednych jest okazją do zwiedzania zwykle niedostępnych budynków dyplomatycznych, dla innych kulinarną podróżą po Europie, a dla ambasad – szansą na pokazanie własnej kultury w możliwie najbardziej przystępny sposób. European Union Open House Day to dzień, w którym ambasady państw Unii Europejskiej otwierają swoje drzwi dla mieszkańców amerykańskiej stolicy i turystów. W praktyce oznacza to wielokilometrowe kolejki, zatłoczone ulice i tysiące ludzi przemieszczających się między reprezentacyjnymi budynkami rozsianymi po całym Waszyngtonie.

W tym roku szczególnym zainteresowaniem cieszyła się ambasada Polski. Tłum ustawiał się jeszcze przed ogrodzeniem, a kolejka ciągnęła się daleko poza sąsiednie posesje. Powód? Oczywiście nie jeden. Była muzyka, wystawy, loterie i historyczne opowieści o relacjach polsko-amerykańskich. Jednak dla wielu odwiedzających symbolem polskiego dnia otwartego okazały się… pierogi.

I właśnie od nich zaczyna się historia, która mówi znacznie więcej o współczesnej Polsce i jej obecności w Stanach Zjednoczonych, niż mogłoby się wydawać.

Pierogi jako amerykański biznes

Przed wejściem do ambasady ustawiono stanowisko marki Jaju Pierogi. To właśnie tam rozdawano smażone pierogi wszystkim chętnym. Wokół unosił się zapach cebuli i masła, a kolejka po degustację praktycznie nie znikała. Za marką stoją dwie siostry – Casey i Vanessa White, Amerykanki polskiego pochodzenia, które z rodzinnej tradycji stworzyły rozpoznawalny biznes spożywczy działający dziś na terenie całych Stanów Zjednoczonych.

Ich historia jest przykładem tego, jak etniczna kuchnia może przestać być jedynie elementem rodzinnej nostalgii i zamienić się w pełnoprawny produkt amerykańskiego rynku. Siostry wychowały się w zachodnim Massachusetts, gdzie funkcjonuje liczna społeczność polonijna. Ich dziadek prowadził polskie delikatesy, a one od najmłodszych lat pomagały przy robieniu pierogów.

Punktem zwrotnym okazał się jednak wyjazd na studia do Bostonu. W wielokulturowym mieście pełnym wpływów włoskich czy irlandzkich zauważyły, że o pierogach praktycznie nikt nie słyszał. To właśnie wtedy pojawił się pomysł, by zacząć sprzedawać je na większą skalę.

Początki były typowo amerykańskie – targi farmerskie, praca po nocach i ręczne przygotowywanie produktów w kuchni. Z czasem biznes zaczął rosnąć. Dziś marka jest obecna w tysiącach sklepów spożywczych w całych Stanach Zjednoczonych i sprzedaje kilka różnych smaków pierogów, od klasycznych ziemniaczano-serowych po bardziej nowoczesne warianty ze słodkimi ziemniakami i karmelizowaną cebulą.

Szczególnie interesujący jest sposób, w jaki siostry opowiadają o polskości. Nie próbują tworzyć muzealnej rekonstrukcji tradycji. Wręcz przeciwnie – świadomie ją upraszczają i dostosowują do amerykańskiej rzeczywistości. Sama nazwa marki została zapisana fonetycznie jako „Jaju” (od dziadziu), tak aby Amerykanie byli w stanie ją wymówić. Dla wielu Polaków taki zapis może wydawać się błędny, ale dla właścicielek był praktycznym kompromisem między autentycznością a komunikacją marketingową.

To zresztą charakterystyczne dla całego ich podejścia. Tradycja ma być przede wszystkim zrozumiała i atrakcyjna dla odbiorcy, który nie zna polskiego języka ani historii. Dlatego wokół marki pojawia się humor, zabawne grafiki, legginsy w pierogi i lekki styl komunikacji. W efekcie pierogi przestają być egzotycznym produktem z Europy Wschodniej, a stają się częścią amerykańskiej kultury kulinarnej.

TikTok, dumplings i nowa popularność kuchni świata

Jeszcze dekadę temu wiedza Amerykanów o pierogach była ograniczona. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Siostry zauważają, że ogromną rolę odegrały media społecznościowe i moda na poznawanie kuchni świata. W kulturze internetowej niezwykle popularne stały się różnego rodzaju „dumplings” – od azjatyckich bao i gyozy po ravioli czy właśnie pierogi.

W praktyce oznacza to, że polskie danie zostało wpisane w szerszy globalny trend. Dla amerykańskiego konsumenta pierogi nie są już czymś całkowicie obcym. Stały się po prostu kolejną wersją dobrze znanej idei ciasta z farszem.

To ważna zmiana kulturowa. Pokazuje bowiem, że kuchnia etniczna nie musi już funkcjonować wyłącznie w zamkniętych społecznościach emigracyjnych. Dzięki internetowi i mediom społecznościowym może wejść do mainstreamu bez konieczności rezygnowania ze swoich korzeni.

Sukces bez inwestora

Historia Jaju Pierogi ma jeszcze jeden wyraźnie amerykański element. Siostry pojawiły się w popularnym programie biznesowym „Shark Tank”, w którym przedsiębiorcy prezentują swoje firmy inwestorom i próbują zdobyć finansowanie.

Na potrzeby programu jedna z właścicielek weszła na plan przebrana za pieroga. Były biało-czerwone stroje, degustacja i dynamiczna prezentacja marki. Inwestorzy byli zachwyceni smakiem produktu, a rozmowy szybko zeszły na konkretne liczby.

Jedna z propozycji zakładała inwestycję 300 tysięcy dolarów w zamian za 20 procent udziałów firmy. Siostry próbowały negocjować niższy poziom oddania kontroli nad biznesem, ale ostatecznie nie doszło do porozumienia. Wyszły z programu bez podpisanej umowy.

Paradoksalnie to właśnie brak inwestora okazał się sukcesem. Sam udział w programie zapewnił firmie ogromną rozpoznawalność i otworzył drogę do dalszej ekspansji. To klasyczny przykład działania współczesnej amerykańskiej kultury medialnej – obecność w telewizji i mediach społecznościowych potrafi być równie cenna jak sam kapitał.

Fot. jajupierogi.com

Ambasada jako narzędzie opowieści o Polsce

Zaproszenie Jaju Pierogi do polskiej ambasady nie było przypadkiem. Polska placówka dyplomatyczna wyraźnie postawiła w tym roku na pokazanie polsko-amerykańskich relacji przez codzienność, emocje i symbole łatwo zrozumiałe dla amerykańskiego odbiorcy.

Wydarzenie odbywało się w szczególnym momencie – w ramach obchodów 250-lecia Stanów Zjednoczonych. Polska ambasada postanowiła wykorzystać tę okazję do przypomnienia, że historia amerykańskiej niepodległości i historia Polski od dawna się przeplatają.

Przed wejściem na teren ambasady ustawiono plansze opowiadające o polskim wkładzie w rozwój Stanów Zjednoczonych. Były tam zarówno odniesienia historyczne – Kościuszko, Pułaski czy walka z komunizmem – jak i współczesne przykłady współpracy technologicznej, wojskowej czy energetycznej.

To bardzo charakterystyczny sposób prowadzenia współczesnej dyplomacji. Nie chodzi już wyłącznie o oficjalne przemówienia i polityczne deklaracje. Coraz większą rolę odgrywa tzw. soft power, czyli miękka siła oparta na kulturze, historii i emocjach.

Pierogi, muzyka Chopina, loterie, fotobudki i opowieści o polskich śladach w Ameryce stają się więc elementem większej narracji: Polska chce być postrzegana jako kraj bliski Amerykanom, historycznie związany ze Stanami Zjednoczonymi i jednocześnie nowoczesny.

Historia opowiedziana przez ciekawostki

W środku ambasady odwiedzający mogli nie tylko oglądać wnętrza budynku, ale również słuchać opowieści o polskiej historii. Szczególną rolę odegrały tutaj anegdoty i mniej znane fakty.

Zwiedzającym przypominano między innymi, że po zwycięstwie Jana III Sobieskiego pod Wiedniem to właśnie Polacy mieli przywieźć do miasta worki z kawą znalezione w tureckim obozie. Dzięki temu opowieść o wielkiej bitwie stawała się jednocześnie historią narodzin wiedeńskiej kultury kawowej.

Podobnie działały historie o Kościuszce, którego wyjazd do Ameryki wiązał się nie tylko z polityką i wojną, ale również z osobistym zawodem miłosnym. Tego rodzaju opowieści sprawiają, że historia przestaje być zbiorem dat i nazwisk, a staje się bardziej ludzka i łatwiejsza do zapamiętania.

Właśnie na tym polega siła takich wydarzeń. Ambasada nie próbuje prowadzić wykładu akademickiego. Zamiast tego tworzy przestrzeń, w której historia miesza się z jedzeniem, muzyką i codziennością.

Polskość w Ameryce ma wiele twarzy

Najciekawsze w całym wydarzeniu jest jednak coś innego. Polska obecność w Stanach Zjednoczonych nie sprowadza się dziś wyłącznie do wielkiej historii i nazwisk z podręczników. To także potomkowie emigrantów prowadzący firmy spożywcze, amerykańskie dzieci uczące się wymawiać słowo „pierogi”, dyplomaci opowiadający o kawie po odsieczy wiedeńskiej czy tłumy ludzi ustawiających się w kolejce do ambasady.

W tej opowieści polskość nie jest zamkniętym muzealnym eksponatem. Jest żywym elementem amerykańskiej rzeczywistości. Czasem bardzo symbolicznym, a czasem po prostu podsmażanym na patelni i podawanym w papierowym talerzyku przed ambasadą w Waszyngtonie.

Fot. nagłówka: jajupierogi.com

O autorze

Studentka prawa i lingwistyki stosowanej, zaangażowana w działalność Ladies of Liberty Alliance. Laureatka licznych stypendiów w Stanach Zjednoczonych, miłośniczka polityki amerykańskiej.