Przejdź do treści

Pięciu muszkieterów, czyli historie krakowskich kopców

Od wieków są dla mieszkańców i turystów jak magnes: kto nie zobaczy Krakowa ze szczytu kopca, ten stolicy Małopolski w pełnej krasie nie poznał. Mimo upływu lat, pięć „krakowskich piramid” dzielnie stoi na straży miasta i niezwykle je urozmaica.

Najdłuższym stażem w Mieście Królów szczycą się Kopiec Krakusa i Kopiec Wandy. Oprócz podobnej daty powstania (VII w.), łączą je… więzy krwi. Według legendy, pierwszy ze stożków stanowił mogiłę założyciela miasta – księcia Kraka, drugi natomiast służył za miejsce pochówku jego córki – Wandy, która, nie zgodziwszy się na ślub z niemieckim władcą, wskoczyła do Wisły. Ale podobieństw, nawet hipotetycznych, jest między nimi więcej.

Słowianie czy Celtowie?

To, co najbardziej pikantne z punktu widzenia archeologów i historyków, kryje się za tezą znanego polskiego geologa Janusza Kotlarczyka. Według badacza obie zabytkowe „foremki” powstały kilka wieków wcześniej i były dziełem nie Słowian a Celtów. Zgodnie ze zdaniem Kotlarczyka decydują o tym przedmioty, datowane jeszcze na okres rzymski, które odnaleziono podczas prac prowadzonych przy kopcach.

Fot. Shutterstock

„Teorie prof. Kotlarczyka nie znajdują potwierdzenia w faktach” – twierdzi pracowniczka Muzeum Archeologicznego w Krakowie, Anna Tyniec. – „Wiemy, że na pewno nie powstały w okresie neolitu i wędrówek ludów. Natomiast interpretacja planów Krakowa z XVII w. i przekazów ikonograficznych z XIX w. pozwala na stwierdzenie, że w sąsiedztwie kopca Kraka istniały inne, mniejsze kopce. Ulegały stopniowemu niszczeniu, głównie w wyniku działań człowieka – eksploatacji surowców i budowy obiektów wojskowych”.

Rękawka

Krakowskie święto, odbywające się na Kopcu Krakusa po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, swoimi korzeniami sięga do słowiańskiego święta zmarłych (nazwa pochodzi od zwyczaju noszenia ziemi na kopiec w rękawach). Choć jego koncept osadzony jest w tak odległych czasach, obyczaj ten już od wielu lat cieszy się w Krakowie ogromnym zainteresowaniem i przyciąga na usypisko masę uczestników.

Co prawda pandemia dwa lata z rzędu pokrzyżowała organizatorom plany, ale w kwietniu tego roku Rękawka z powodzeniem wróciła do terminarza krakowskich rozrywek. Tym razem odbyła się pod hasłem „Klechdy i podania krakowskie”, a w jej trakcie nie zabrakło efektownych atrakcji i pokazów. Wojowie biegali wokół kopca, grupy rekonstrukcyjne inscenizowały ubicie smoka wawelskiego czy bitwę Wiślan z najeźdźcami, a w tłumie można było natknąć się na postaci obecne w krakowskich podaniach. Na dodatek mieszkańcom została udostępniona słowiańska osada, gdzie na własnej skórze można było poczuć realia minionych epok.

Strawa pod Kopcem Wandy

Nowa Huta wcale nie jest gorsza niż Podgórze w odkrywaniu na nowo historycznego dziedzictwa kopców. Niecałe dwa miesiące po Rękawce mieszkańcy zebrali się pod Kopcem Wandy, aby celebrować – w myśl czysto słowiańskich zwyczajów – letnie przesilenie słońca, czyli tzw. Noc Kupały.

Fot. visitmalopolska.pl

Uczestnicy „Strawy pod Kopcem Wandy” najpierw mieli okazję wziąć udział w warsztatach plecenia wianków. Następnie wchłaniali pradawną atmosferę dzięki rekonstrukcji średniowiecznej wioski, a na sam koniec symbolicznie rozpalili ognisko.

Ku chwale generała

Nim w stolicy Małopolski powstał kolejny kopiec, minęło całe dwanaście wieków. W końcu, w 1823 r., Kopiec Kościuszki, usypany na cześć zasłużonego wodza, stanął w centrum dawnego Zwierzyńca. Chociaż Polacy stanowili większość załogi odpowiedzialnej za wygląd i kształt kopca, dostali również solidną pomoc z zagranicy. Jak wiadomo, dorobek Kościuszki w dużej części wykracza poza nadwiślańskie państwo, na czele z walką o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Fot. kopieckosciuszki.pl

Ze względu na to, na wieść o pomyśle usypania kopca, do Polski zaczęły wędrować gromady chętnych do pomocy obcokrajowców. Szacuje się, że końcowy efekt powinniśmy zawdzięczać w sumie wielu tysiącom ludzi, w tym mieszkańcom Ameryki Północnej oraz obywatelom Francji i Szwajcarii, gdzie Kościuszko przez jakiś czas przebywał na emigracji.

Punkt strategiczny

Polacy niezwykle starannie dbali o kopiec, obawiając się, że polityczne zawirowania w końcu nadwyrężą jego stan i tożsamość. W 1862 r. sygnowali go nawet głazem z lakoniczną dedykacją: „Kościuszce”. Kamień tkwił tam do I wojny światowej, gdy Austriacy postanowili wykorzystać krakowską piramidę jako punkt obserwacyjny. Dwadzieścia kilka lat później na ten sam pomysł wpadli żołnierze wojsk radzieckich. Trochę wcześniej, bo w latach 50 XIX w., Austriacy zabezpieczyli kopiec pierścieniem fortów i włączyli go w obręb Twierdzy Kraków.

Siedlisko atrakcji

Mimo mniej lub bardziej kosmetycznych zmian, którym kopiec poddawany był przez lata, wcale nie utracił on swojej magii. Dziś można go wręcz uznać za prawdziwe siedlisko atrakcji. W postawionym zaraz obok Muzeum Kościuszkowskim dla zwiedzających dostępna jest wystawa „Kościuszko – bohater wciąż potrzebny”, stanowiąca rozbudowaną, multimedialną prezentację życia legendarnego wodza. W Ogrodzie Kościuszkowskim, podejmującym dialog z zamiłowaniem Kościuszki do ogrodnictwa i hodowli róż (wiemy, że urządził nawet słynny ogródek skalny w West Point w USA), można z kolei przyjrzeć się zakwitającym roślinom czy słusznych rozmiarów sośnie. Ta ostatnia występuje tam jako symbol gorącego uczucia, łączącego Kościuszkę z polską szlachcianką Ludwiką Sosnowską. Przy okazji warto urozmaicić sobie drogę na szczyt Trasą edukacyjną, która pozwala zapoznać się z bardziej prywatnym segmentem z CV generała.

Zwiedzanie Kopca generalnie jest płatne, ale zdarzają się wyjątki. Dni, które nie wymagają zakupu biletu, wypadają: 4 lutego  (dzień urodzin Kościuszki), 15 października (dzień śmierci) i 24 marca (dzień wybuchu Insurekcji Kościuszkowskiej).

Mogiła Mogił

Pierwsza połowa XX w. to okres narodzin Kopca Piłsudskiego. Zaczął on powstawać jeszcze za życia marszałka w 1934 r., ale oficjalnie do grona krakowskich stożków dołączył tuż po jego śmierci w 1937 r. Umieszczono w nim ziemię z najważniejszych pól bitewnych z XIX i XX w., a także z miejsc, na których pozostały ślady krwi ofiar stanu wojennego, dlatego nazywa się go czasem „Mogiłą Mogił”. W zestawieniu naszych pagórkowatych perełek lideruje w dwójnasób: jest zarazem największy i najwyższy. To przede wszystkim zasługa cenionego, XIX-wiecznego, krakowskiego architekta, Franciszka Mączyńskiego, który niedługo przed śmiercią stworzył projekt kopca i jego otoczenia.

Fot. visitmalopolska.pl

W praktyce nie dogania jednak swoją popularnością „braci” z Podgórza i al. Waszyngtona. Dzieje się tak, ponieważ jest bardziej oddalony od centrum (teren Lasu Wolskiego) i trudniej do (lub na) niego dotrzeć. Dużą rolę odgrywa również kontekst historyczny. Podczas II wojny światowej padł ofiarą Niemców, którzy dewastowali go przy każdej możliwej okazji, a w późniejszym okresie władza komunistyczna skazała go na zapomnienie. Odrestaurowany został dopiero w latach 80 XX w.

Teraz nieco odżył. Nie bez przyczyny – z jego szczytu można popatrzeć między innymi na lotnisko w Balicach, czy góry, a przy wyjątkowo dobrej pogodzie uchwycić nawet Tatry. Przy tym Kopiec Piłsudskiego sprzyja wszelkim aktywnościom plenerowym – czy to, jeśli chodzi o piknik, czy spacer. Ten drugi wydaje się podwójnie atrakcyjny, bo szlaki wiodące na kopiec biegną przez znany i lubiany Lasek Wolski.

Naj

Zestawienie zamyka zaledwie dwudziestopięciolatek: usypany w 1997 r. kopiec Jana Pawła II. Nie dość, że młody, to jeszcze najmniejszy, bo mierzy tylko siedem metrów (od najroślejszego sąsiada z Sowińca dzieli go aż 28). Aby się tam dostać, trzeba odwiedzić Dębniki, a konkretnie teren Zgromadzenia Księży Zmartwychwstańców. O ile trudno pozostałym kopcom odmówić atrakcyjności, o tyle ten poświęcony papieżowi oferuje raczej niewiele wrażeń. Po pierwsze, z racji jego wzrostu nie można rozpływać się nad widokami. Po drugie, jest nieco zaniedbany i stosunkowo rzadko kosi się na nim trawę, co bynajmniej nie ułatwia wspinaczki na szczyt.

Fot. krakow.pl

Nie należy jednak całkowicie spisywać kopca Jana Pawła II na straty. Jak dowodzi Emil Bajorek na swoim blogu Pokrakus.com: „Same budynki prowincjonalnej kurii i seminarium Zmartwychwstańców powstały na początku lat 90. i są bardzo ciekawe architektonicznie – pełne nieoczywistych symboli i ukrytych znaczeń”. Co więcej, jest to prawdopodobnie jedyny kopiec na całym globie, który upamiętnia papieża Polaka (dokładnie: jego szóstą pielgrzymkę do ojczyzny). Bardzo podobny znajduje się także w Olkuszu, chociaż tam przypomina o Kościuszce. Nie ma w tym przypadku – ten krakowski to replika tego znad rzeki Baby.

[Po raz pierwszy tekst został opublikowany w gazecie „Młody Kraków Czytajże”]

Fot. nagłówka: Tadeusz Orawczyk

O autorze

Mieszka w Krakowie, uczeń I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego. Interesuje się kinem, polityką i historią, sporo czyta i z zaciekawieniem śledzi wyniki rozgrywek piłkarskiej Ekstraklasy. W wolnych chwilach korzysta z dobrodziejstw Spotify, zasłuchując się w dźwiękach bluesa albo odtwarzając różne podcasty.