Przejdź do treści

Kto wspiera kogo na Bliskim Wschodzie?

Konfrontacja między Hamasem a państwem Izrael trwa już kolejny tydzień. Oto, co dzieje się na Bliskim Wschodzie. Do rozgrywki zaczynają przyłączać się nowe państwa. Kto wspiera Hamas, Hezbollah i inne radykalne organizacje? Kto stoi po stronie Izraela i dlaczego? Co mówią gracze regionalni i światowi na temat obecnej wojny? 

Bóg i zapał, Hezbollah i Hamas

Samo słowo „hamas” w języku arabskim oznacza „zapał„ lub „zaangażowanie”, ale można je rozwinąć również jako akronim od Harakat al-Mukawamma al-Islamijja co oznacza Islamski Ruch Oporu. Wywodzi się z Bractwa Muzułmańskiego, jednej z najstarszych nowożytnych organizacji społeczno-politycznych w świecie islamskim.

Założone w 1928 r. w Kairze Bractwo głosi hasła odnowy duchowej i politycznej muzułmanów. Po rozłamie wewnątrz organizacji wyłonił się z niej Palestyński Islamski Dżihad oraz Hamas. Ten drugi zradykalizował się po sukcesie rewolucji islamskiej w Iranie, a zorganizował w grupę zbrojną w czasie pierwszej intifady. To właśnie wtedy zyskał popularność w Strefie Gazy w związku z atakami na siły Izraela i od tamtej pory odgrywa kluczową rolę w tej palestyńskiej enklawie.

Fot. youssef elbelghiti/Pixabay

Hezbollah to druga, niezwykle wpływowa w regionie, organizacja terrorystyczna. „Partia Boga”, bo tak tłumaczy się nazwę ruchu, powstała jako partia polityczna w 1982 r. w Libanie. Obecnie jej członkowie wchodzą w skład rządu w Bejrucie, a siły organizacji de facto kontrolują sytuację w tym państwie. Potencjał armii Libanu względem Hezbollahu jest absolutnie niewspółmierny, a samo państwo określa się czasami mianem upadłego.

Od 1992 r. na czele Hezbollahu stoi Hasan Nasr Allah. Według jego zapewnień siły organizacji walczą od drugiego dnia konfliktu. Przyznał również, że Hezbollah wyznaczył nowe cele w Izraelu i niedługo otworzy nowy front.

Działania organizacji Nasr Allaha dają wymierne korzyści Palestyńczykom. Fakt, że na granicy izraelsko-libańskiej muszą stale być obecne znaczne siły, osłabia potencjał wojsk izraelskich, zaangażowanych w lądową inwazję na Strefę Gazy.

Długie ramię Teheranu

Obie organizacje pozostają pod zróżnicowanym, ale jednak znaczącym wpływem Iranu. Teheran od dziesięcioleci wykorzystuje zagraniczne grupy zbrojne do realizacji swoich interesów. W tym przypadku działalność obu ruchów bezpośrednio łączy się z irańskimi celami wobec Izraela. Rząd ajatollahów uznaje sam siebie za centrum „Osi Oporu” przeciwko Izraelowi i od lat sabotuje bliskowschodnie porozumienia pokojowe. Bardzo użytecznymi narzędziami w procesie są właśnie takie organizacje jak Hamas czy Hezbollah.

Instytucją odpowiedzialną za nieoficjalną realizację irańskiej polityki zagranicznej są elitarne siły Ghods. Al-Kuds, bo pod taką nazwą również są znane, działają w ramach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Siły Ghods utworzone zostały prawdopodobnie w 1983 r. jako elitarna jednostka w strukturach Korpusu. Zbierają dane wywiadowcze,  prowadzą nieoficjalną dyplomację, wspierają wybrane grupy zbrojne, szkolą oraz dostarczają broń i wyposażenie. O Al-Kuds stało się głośno na początku 2020 r., kiedy w ataku amerykańskiego droga zginął dowódca jednostki, generał Ghasem Solejmani.

Choć w mediach główną rolę gra, nie bez przyczyny, Hamas, to dla Iranu ważniejszym wydaje się jednak Hezbollah, który znajduje się pod bezpośrednią kontrolą Teheranu, choć po zabójstwie generała Sulejmaniego przypuszcza się, że zyskał większą autonomię. Dotacje dla „Partii Boga” płyną szerokim strumieniem z Teheranu, a sama organizacja jest określana jako jeden z największych sukcesów w rozszerzaniu perskich wpływów w Lewancie. Cieszy się poparciem społeczności libańskich szyitów i jest jedną z głównych partii w tym podzielonym kraju.

Trzeba dodać, że dzisiaj nie ma dowodów na bezpośredni udział Iranu w przygotowaniach i samym ataku na Izrael. Można usłyszeć  hipotezy o różnym stopniu zaangażowania Teheranu, od bezpośredniej koordynacji poczynań terrorystów, przez konsultacje w wąskim gronie najwyższego kierownictwa państwa, aż po całkowitą nieświadomość tego, co zamierza Hamas.

Co mówią wielcy gracze?

Największym sojusznikiem Tel Awiwu są od dawna Stany Zjednoczone, a najzagorzalszym przeciwnikiem – Iran. A co z pozostałymi graczami, tymi większymi i mniejszymi?

Zachód

Kraje Unii Europejskiej zdecydowanie potępiły atak Hamasu z siódmego października, opowiadając się za prawem Izraela do obrony swojego terytorium i obywateli. Jednocześnie politycy europejscy zdają sobie sprawę z tego, że w owym regionie nic nie jest czarno-białe. Josep Borell, wysoki rangą przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa, wezwał do przerwy humanitarnej w celu dostarczenia pomocy cywilom, uwięzionym w Gazie. Podkreślił, że pozbawienie ludności niezaangażowanej w walki elektryczności, wody, dostaw jedzenie i pomocy medycznej jest sprzeczne z prawem międzynarodowym.

Fot. Pixabay

Stany Zjednoczone zaraz po rozpoczęciu konfliktu wysłały na wschodnie wody Morza Śródziemnego grupę lotniskowca USS Gerald Ford. W krótkim czasie dołączył do niego USS Dwight Eisenhower. Sam gorący konflikt nie jest jednak na rękę Waszyngtonowi. Podważa wcześniejszą politykę względem Bliskiego Wschodu, równocześnie oddalając perspektywę normalizacji stosunków Izraela z państwami arabskimi. W przeddzień ataku Hamasu miało dojść do podpisania porozumienia na linii Izrael-Arabia Saudyjska, co przez sytuację w Gazie nie jest obecnie możliwe. Saudowie wspierają Autonomię Palestyńską, jednocześnie utrzymując bliskie, nieoficjalne kontakty z Izraelem, zwłaszcza w dziedzinie bezpieczeństwa i nowych technologii. Pojawiły się nawet spekulacje, że atak miał być próbą zahamowania działań na linii Tel Aviv-Rijad.

Sam konflikt odbija się też echem, a raczej czkawką, w polityce wewnętrznej prezydenta Joe Bidena. Nieskuteczna perswazja Białego Domu względem premiera Netanjahu, który odrzucił wszelkie pomysły na rozejm humanitarny, podkopały wizerunek Ameryki jako  „światowego żandarma”. Przy jednoczesnym pacie na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej, amerykańscy wyborcy zaczynają pytać o zasadność prowadzonej przez prezydenta polityki zagranicznej. Utrata poparcia w tym względzie może być dużym problemem dla Bidena i jego sztabu wyborczego w przeddzień wyborów prezydenckich.

Rosja

Rosja o obecną sytuację obwinia USA, które jej zdaniem jednostronnie wspiera Izrael i chce zdestabilizować Bliski Wschód. Jednocześnie Moskwa próbuje postawić się w roli mediatora pomiędzy Izraelem, palestyńskimi bojownikami i państwami arabskimi. Pod koniec października do Moskwy przybyła delegacja Hamasu, na której czele stał Mousa Abu Marzook, jeden z czołowych polityków ugrupowania. Wraz z rozwojem sytuacji Rosja coraz bardziej pozycjonuje się jako propalestyńska, co ograniczy jej możliwość mediacji. Zaognianie lub podtrzymywanie konfliktu jest na rękę Moskwie, odwraca to uwagę Zachodu od Ukrainy.

Indie

Ciekawym z globalnego punktu widzenia jest głos Indii, które aspirują do roli mocarstwa i lidera tzw. Globalnego Południa. Premier Indii Narendra Modi jako jeden z pierwszych przywódców potępił atak z siódmego października i zapewnił o solidarności z Izraelem. Jednocześnie wysocy rangą indyjscy urzędnicy zapewniali, że ta deklaracja nie zmieni stanowiska wobec konfliktu na Bliskim Wschodzie. Indie mają cały czas optować za wznowieniem negocjacji dotyczących powstania niepodległej Palestyny.

Takie stanowisko zostało odczytane w krajach rozwijających się jako chęć zbliżenia z Zachodem i porzucenia wspólnego stanowiska tych państw. Zwłaszcza że Indie jako jedyny kraj z grupy BRICS i Azji Południowej wstrzymały się od głosu w czasie głosowanie nad rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ wzywającą Hamas i Izrael do rozejmu humanitarnego.

Chiny

Z kolei Chiny, największy rywal Indii wśród państw rozwijających się, nie potępiły ataku i nie wskazały jednoznacznie Hamasu jako winnego śmierci cywilów. Przedstawiciele ChRL wyrazili zaniepokojenie pogorszeniem się sytuacji humanitarnej w regionie, obciążając jednocześnie winą Izrael. Według nich, atak był reakcją na długoletnie poniżanie strony palestyńskiej przez rząd w Tel Avivie.

Pekin postrzega wspieranie Palestyńczyków i stojących za nimi państw arabskich jako strategiczny ruch wypychający Amerykanów z Bliskiego Wschodu. W regionie od lat rośnie liczba chińskich inwestycji, a wpływy polityczne Chińczyków stają się coraz silniejsze. Przykładem może być zawarte z udziałem Pekinu porozumienie z marca 2022 r. pomiędzy Iranem a Arabią Saudyjską, dwoma długoletnimi rywalami. Wartą odnotowania sytuacją jest zmiana map w chińskim serwisach Baidu i Alibaba. Wall Street Journal zauważa, że na mapie można odczytać granice Izraela, a także Palestyny, ale brak tutaj nazwy państwa. Dla kontrastu nawet najmniejsze kraje takie jak Luksemburg są wyraźnie zaznaczone z nazwy na chińskim mapach. Ten ruch można odczytać jako kolejny przykład balansowania i braku jednoznaczności w chińskiej polityce zagranicznej.

Co dalej?

Obecny w pierwszych tygodniach walk strach, że Iran lub Stany Zjednoczone włączą się bezpośrednio do wojny, zdaje się cichnąć. Nie oznacza to jednak, że sytuacja staje się mniej skomplikowana. Przy takim napięciu i poziomie wzajemnych oskarżeń, żadnemu graczowi nie będzie łatwo zaprowadzić trwałego pokoju na dotychczasowych zasadach. Wydaje się, że Bliski Wschód, jaki znaliśmy sprzed siódmego października, zmienia się drastycznie na naszych oczach.