Przejdź do treści

9 maja obchodzimy Dzień Europy. Właśnie w tym dniu w 1950 roku Robert Schuman wygłosił słynną deklarację. Była to podstawa dla późniejszej integracji państw Europy. Z tej okazji warto przypomnieć, jak późniejsza współpraca między państwami doprowadziła do utrzymania ładu i spokoju na Starym Kontynencie przez długie lata. I dlaczego ostatnio pojawiły się z tym problemy.

Od dzieciństwa bez granic

Zanim Robert Schuman został ministrem spraw zagranicznych Francji i wygłosił słynną deklarację, wakacje spędzał u wujka na wsi. Tam, na pograniczu luksembursko-francuskim, przyglądał się koniom pracującym w polu. Być może już wtedy zaczął rozumieć, jak bardzo płynne są granice między państwami. Także jego rodzice urodzili się w różnych państwach – matka w Luksemburgu, a ojciec w Lotaryngii. Jednak sam Schuman nigdy nie pragnął zdobyć sławy. Był bardzo wierzący, dużo modlił się aż do śmierci. Podobno wstąpienia do zakonu odradził mu biskup, twierdząc, że w ten sposób zrobi więcej dobrego. I rzeczywiście, nie pomylił się.

Celem było zapobieżenie wojnom

Deklaracja wyrażona 9 maja była wizją współpracy między dwoma zwaśnionymi stronami Niemcami i Francją. Poprzez współpracę sektorową, która opierała się na integracji między państwami w wybranych sektorach gospodarki, chciano zagwarantować pokój w tej części świata. Uważano, że jest to możliwe poprzez związanie procesów produkcji, bardzo istotnych w tamtym czasie, węgla i stali. Autor koncepcji, Jean Monnet, proponował, aby poddano je ponadnarodowej kontroli. Rozpoczęły się cykle rozmów na najwyższych szczeblach. Z czasem zaczęły w nich uczestniczyć także inne kraje – Belgia, Holandia, Luksemburg i Włochy. Ostatecznie w kwietniu 1951 podpisały one traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą, która stała się podstawą dla dalszej integracji. Procesy, dla których deklaracja Schumana była kamieniem milowym, postępowały przez lata.

Robert Schuman uważany jest za jednego z ojców zjednoczonej Europy

Wspólne interesy, ale także wartości

Co jakiś czas pojawiały się problemy, lecz nie były one w stanie zaburzyć kierunku zmian. W 1957 r., na mocy traktatów rzymskich, ustanowiono Europejską Wspólnotę Gospodarczą oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej. Jednak z czasem, kiedy powiązania gospodarcze między państwami stawały się coraz silniejsze, zaczęła pojawiać się także integracja na innych płaszczyznach. Związane to było z łatwiejszym przepływem kapitału, inwestycji i przede wszystkim pracowników między krajami wspólnoty. Pod koniec lat 80. dążenia do reform instytucjonalnych i politycznych Europy zaczęły przybierać na sile. Gdy w listopadzie 1993 r. wszedł w życie traktat z Maastricht, spowodował on zastąpienie EWG Wspólnotą Europejską. Wydawać by się mogło, że to tylko zmiana kosmetyczna, natomiast rzeczywiście zwiastowała ona zmianę kierunków integracji. Niewątpliwie procesy te zostały przyśpieszone przez rozpad ZSRR.

Europa praw i wolności

Przez następne lata w Unii Europejskiej wykształcił się jasny system polityczny opierający się na zasadach praworządności, wolności i równości. Wydał się na tyle atrakcyjny, że kraje Europy Środkowej i Południowej także chciały w nim partycypować. W 2004 r. doszło do największego rozszerzenia UE, wtedy dołączyła także Polska. W połączeniu z jasną polityką, np. dotyczącą uczciwej konkurencji czy środowiska, normy unijne pozwoliły na podniesienie poziomu życia społeczeństw państw członkowskich. Tylko nasz kraj do listopada 2021 r. w rozliczeniach z budżetem Unii zyskał prawie 142 mld Euro. Rozwojowi gospodarczemu towarzyszył wzrost poczucia bezpieczeństwa. Założenia deklaracji Roberta Schumana zostały spełnione, Wspólnota stała się gwarantem spokoju i jedności. Powszechnie zaczęto uważać, że nastał, zwiastowany przez Francisa Fukuyamę, „koniec historii”.

Tabliczki informujące o dotacjach unijnych możemy spotkać w całej Polsce

Od pewnego czasu postępują procesy dezintegracji

Wydaje się jednak, że w połowie lat 20. XXI wieku nastąpił przełom w polityce Europejskiej. Wyrazem tego był, chociażby Brexit. Niestety, w innych państwach członkowskich, wraz ze wzrostem nacjonalizmów i radykalizowaniem się społeczeństw, dostrzec można coraz częściej wyrażaną niechęć do wspólnoty. Przykładami mogą być tu sukcesy wyborcze Victora Orbana. We Francji, w której narodziła się idea integracji, w czasie kampanii prezydenckiej duże poparcie uzyskali kandydaci jawnie opowiadający się za dezintegracją. Także na naszym polskim podwórku eurosceptyzcym jest szczególnie widoczny w obozie władzy. Kwestia łamania praworządności i powiązane z nią odblokowanie funduszy z Krajowego Planu Odbudowy wciąż przedstawiane są w mediach publicznych jako atak na polską suwerenność. A przecież, w trakcie trwającego konfliktu w Ukrainie, spójne i sprawne działanie jest kluczowe. Putinowi zależy, aby podzielić Unię, to dlatego wspiera wewnątrzunijne nacjonalizmy. Siła UE tkwi w jej jedności, dlatego dzień 9 maja jest tak ważny, szczególnie obecnie. W tym dniu chciałbym zwrócić się do wszystkich Czytelników i Czytelniczek z prośbą, aby pamiętali, że Europa, pomimo swej różnorodności, najwięcej osiągnie będąc zjednoczoną.

O autorze

Artykuły

Uczeń krakowskiego liceum o profilu prawniczo-ekonomicznym. Interesuje się ekonomią, polityką, a przede wszystkim historią XX wieku. W wolnym czasie jeździ na rowerze lub spaceruje po górach. Uwielbia poznawać nowe kraje, a szczególnie ich gastronomię.

Artykuły

Uczeń krakowskiego liceum o profilu prawniczo-ekonomicznym. Interesuje się ekonomią, polityką, a przede wszystkim historią XX wieku. W wolnym czasie jeździ na rowerze lub spaceruje po górach. Uwielbia poznawać nowe kraje, a szczególnie ich gastronomię.